Żądza nabycia czegoś co osłodzi ponure jesienne dni pokierowała mój paluch w kierunku fiszki "kup".
No i mam. Pierwsze wrażenie piorunujące...jakbym zanurzyła no słodkiej puchatej piance,ale spokojnie-Ambre nie m nic z typowego ulepa. Słodycz jest konkretna ale wyważona i zupełnie niejadalna . Zgadzam się ze zdefiniowaniem go jako zapach orientalny choć orient uparcie kojarzy mi sie z czymś zupełnie innym , pomimo tego, że kilka tego typu zapachów miałam już okazję poznać i nawet polubić.To jest orient elegancki i czysty, nie przytłacza i nie dusi, nie osacza nadmiarem kwiecistości zachowuje raczej idealny balans pomiędzy piżmowo-ambrowym ciepłem a kwietną słodyczą na drewnianym....czymś.
Przede wszystkim jednak w głównej roli występuje tu bursztyn, ogrom bursztynu w ciepłej miodowej oprawie. Wszystko to przyprószone dosłownie odrobiną imbiru i kardamonu, które nadają zapachowi zdecydowanego charakteru czyniąc z niego zapach niebanalny. Cynamon był.Przez minutę,przemknął właściwie niezauważony i zniknął zostawiając jedynie mikry , niemal niewyczuwalny ślad w całej kompozycji.
Odrobinę, dosłownie o d r o b i n ę przypomina mi Parfum Sacre Carona, ciągnie się tą samą bogatą, złotą smugą. Ambre jest jednak bardziej przystępne , ciepłe i mniej inwazyjne niż Sacre.
Obydwa zapachy łączą ze sobą ambra,piżmo i cynamon,no ale widać mojemu nosowi to wystarczyło aby znaleźć dla Ambre ziomka.
Nuty :
nuta głowy: imbir, mandarynka, cynamon, kardamon
nuta serca: cyklamen, tuberoza, lilia, bursztyn
nuta bazy: tonka, wanilia, piżmo, bursztyn, nuty drzewne


