27.04.2010

Serge Lutens,Fille En Aiguilles

 Przymierzałam się długo do dziewczęcia w szpilkach  w obawie, że sklecę trzy zdania i doznam zaćmienia.
Przmierzałam się długo do pana Lutensa w obawie,że sklecę trzy zdania i doznam zaćmienia ;p
No i dziś zdecydowałam, że muszę zacząć obnażać Serża bo mi zwietrzeją próbki;D
Panna...... no jeśli w szpilkach to tylko i wyłącznie sosnowych a ja matołek wyobrażałam sobie co najmniej trepki od Blahnika. Nic z tego jednak. Gigantyczne ilości sosnowych igiełek w których owa panna tłukła się po środku lasu tak długo aż sosnowe igiełki puściły ogromne ilości słodko-gorzkiego soku,gęstego  i lepkiego.Może mało subtelne to co piszę, ale jakże pięknie obrazuje zapach;)
Tzn mnie się tak wydaje ;p
Jak już owa panna długo w tych szpilkach leży, to czuć być zaczyna żywicę cieknącą po okaleczonym w tym właśnie celu wiekowym chojaku, i drugim i trzecim bo żywicy ogrom. I to już jest cudowna uczta dla nosa, choć niekoniecznie typowo perfumowa to woń. Jako że wiele leśnych ścieżek udeptałam  to sobie wyczułam ..dziwna sprawa...owoce głogu - i fajnie może od samego wąchania też spadnie poziom złego cholesterolu i berberys czuję a to już prosta ścieżka do spokojności ;)  Są niby w Fille jakieś tam owoce, kandyzowane nawet, jednak  poważnie wątpię aby znalazły się tam akurat berberys i głóg. Ja  je czuję , taki mam zapachowy obraz mojego  lasu u dziadków.
Z nieleśnych owoców czuję tylko śliwkę a dokładniej śliwkową nalewkę-mojej roboty;) ( J nalewka śmierdziała spirytusem  ;]  ).
Zanim jednak owoce owe ujawnią się w całej krasie do głosu dochodzi fajne kadzidło. Czuć je dużo wcześniej, ale póki zapachem snują się  sosnowe igły, to kadzidło  w Szpilkowej Pannie pachnie zupełnie inaczej niż to które znałam dotąd , jest mokre. Dopiero gdy przebrzmi zapach soku igiełkowego, robi się suche i trochę kościelne :) .
Mnie najbardziej podoba się ta faza kiedy żywica i iglany sok trochę ucichną, kiedy prym wiedzie kadzidło w towarzystwie owocków. To jest ten moment kiedy można złapać swobodny oddech bez strachu, że wciągnie się niespodzianie 86 sosnowych igieł zlepionych w kulkę żywicą;)
Tak z żartem podeszłam do tego zapachu , ale przyznaję , że jest niezwykle interesujący i warty uwagi. Trwałość też chwalę.


Nuty zapachowe:
sosnowe igły, wetiwer, słodka żywica, laur, balsam jodły, kadzidło, kandyzowane owoce, przyprawy


No i pierwsze koty za płoty a kobyłka u płota....czy tam coś takiego.....

24.04.2010

Juliette Has a Gun,Lady Vengeance

  Testując ten zapach  po raz kolejny przekonuję się,że kwiatowy zapach może mi się podobać.
Lady Vengeance to różowa róża jeszcze mokra od deszczu o dość drobnych kwiatkach,drobnych ,listkach i drobnych łodyżkach gęsto usianych maluśkimi kolcami z pozoru niewinna i delikatna ,odurza intensywnym słodkim zapachem a gęsto oblepiające  krzak kwiaty wyglądają tak uroczo że masz ochotę skubnąć gałąź i zabrać ze sobą i tu niespodzianka:sięgasz dłonią i wita Cię ogromna ilość drobnych kolców wbijających się boleśnie w palce.
Taki to jest właśnie zapach z jednej strony upojny i słodki  a z drugiej ostry i kłujący jak różane kolce.
Róża ta jest trochę pudrowa ,i to maskuje jej drapieżność.Wyczuwam też sporą ilość paczuli ,natomiast całkiem nie wyczuwalna jest dla mnie wanilia.Bardzo przyjemny to zapach,typowo różany a więc nie przesadnie ale jednak dosyć słodki.Fajny nieskomplikowany zapach.
Wydaje mi się ,że może dodawać drapieżności klasycznej elegantce w grzecznej spódniczce do kolan albo łagodzić wizerunek rockowej dziewczyny w glanach i mocno znoszonych dżinsach.
A dlaczego Pani Zemsta? Może właśnie przez te schowane w gąszczu liści kłujące igiełki;)

Jeszcze ciekawostka:Juliette Has a Gun to marka utworzona przez prawnuka Niny Ricci- i żeby nie było-wiedza ta nie wynika  z mojego geniuszu i obeznania w temacie, a z faktu że przeczytałam o tym w sieci ;D



Nuty zapachowe: bułgarska róża, paczula, wanilia

21.04.2010

Tom Ford ,Tobacco Vanille (Private Blend)

Tobacco Vanille to jak dotąd jedyny zapach z prywatnej kolekcji 12 zapachów Toma Forda i mam poważne obawy że jedyny i ostatni.Szkoda,ale  zarówno dostępność jak i ceny przyprawiają mnie o zawroty głowy ;)
Pierwsze długie minuty z tym zapachem to właściwie tytoń tytoń i jeszcze raz tytoń,gorzkawy ususzony momentami jednak mam wrażenie że suszarnia w której wisiał sobie ten tytoń miała dziurawy dach;)
Gdy już ostra won tytoniu uleci sobie w powietrze wyłania się bogata i gęsta woń mieszaniny wanilii ,kakao i mnóstwa miodu i robi się naprawdę ładnie.I bogato.
Ta faza jest najładniejsza w Tobacco Vanille,lekko słodka miodowo-waniliowa woń daje wrażenie trudnego do określenia ciepła  powoduje chęć przytulania;P
Wanilia w dużych ilościach wywołuje u mnie wręcz odruch wymiotny,na samo przypomnienie niegdyś popularnego zapachu Vanilla Fields robi mi się słabo(z porównaniem trafiam jak kulą w płot ale chodzi mi o 100 % cukru w cukrze;) ) natomiast tutaj jest inna,świetnie przemieszana z tytoniem i resztą nabiera innego  i całkiem niedokuczliwego wymiaru.
Na męskiej skórze to kiler absolutny trwa i trwa i trwa zdaje się że nie zniknie niewspomożony solidnym myciem z szorstką gąbką.
Na mojej również trwały ale nie aż tak
Gęsty,ciężki zapach TV potrafi jednak zmęczyć dlatego umiar wskazany.
Moim zdaniem pasuje do eleganckiego mężczyzny ,takiego dla którego garnitur nie jest obowiązkiem a drugą skórą,ale niekoniecznie klasyka,odrobina ekstrawagancji w elegancji jak najbardziej wskazana i broń Cię borze sosnowy aby ów elegant przywdział skarpetki z Tesco za 4.50,jak elegancja to elegancja od stóp do głów,zero wystających spod spodni kosmatych łydek;)
Pomimo niewątpliwej urody tego bądź co bądź ekskluzywnego zapachu mojemu TŻ-towi do gustu nie przypadł-męczyła go faza ostrego tytoniu.Z jednej strony szkoda bo później jest tak milusio ale z drugiej 260$  za 100 ml powoduje ,że jestem w stanie przyznać ,że Tobacco Vanille to śmierdziel.I zapomnieć. :D



Nuty zapachowe: tytoń-liście i kwiaty,wanilia,kakao,bób tonka,suszone owoce,nuty przyprawowe(czy jakoś tak;p )

20.04.2010

Parfumerie Generale,L'Eau Guerriere

 Jeżeli możliwe jest wywąchanie zapachu ze skóry do zera to ja to właśnie uczyniłam.Pierwszy raz,no ale cóż ,dziś ostatni raz mogłam pocieszyć nos tym zapachem i dziś ostatnia szansa aby napisać o nim parę słów..ostatnie krople wojownika poleciały bowiem w świat,pocieszyć inny nos;)
Świeży jak podmuch wiatru omiatający szkockie klify a przy tym nie mający nic wspólnego z poznanymi przez mnie zapachami które nazywa się świeżymi .Pachnie świeżutką żywicą i drewnem,mocno wyczuwalne są tez zielone nuty trawa? zioła?Lekki,świetlisty i przejrzysty jak tafla szkockiego jeziora ukrytego pomiędzy licznymi wzniesieniami a jednocześnie ostry, trochę pikantny.Pewnie za sprawą mirry;)
Nie rozbiorę go na nutki,bo nie potrafię,kojarzy mi się z przestrzenią,ale mam konkretny obraz który mi do niego pasuje.Może to dlatego, że swego czasu naczytałam się książek o średniowiecznej Szkocji.
I L'Eau Guerriere kojarzy mi się właśnie z tym krajem.
Idealnie pasuje do skromnie(w sensie ilości odzieży)  odzianego silnego,jasnowłosego i złotolicego Celta w przepasce podtrzymującej rozwiane wiatrem długie włosy,spadkobiercy mocno posuniętego w latach przywódcy klanu,stojącego z dumnie uniesioną głową na szczycie stromego klifu..
Takiego który za nic ma stroje i tytuły,który nie bawi się w upiększanie surowego wnętrza kamiennego zamczyska,który walczy o  to aby to co jego nie dostało się w łapy pstrokatych Anglików.Pachnie wiatrem i przestrzenią.Jest chłodny i surowy i nieobliczalny w walce ale jednocześnie ma wielkie serce które potrafi kochać.
I jakby nie to wielkie zamczysko na skałach które w moim wyobrażeniu być musi to powiedziałabym ,że taki jasnowłosy William Wallace;)



Nuty zapachowe: kora drzewa chinowego, aldehydy,mirra,  żywica olibanowa, drewno aloesowe, piżmo.

19.04.2010

Torrente,L'Or de Torrente

Zachętą do spróbowania tego zapachu było dla mnie powtarzające się stwierdzenie iż L'Or pachnie kawiarnią.
I rzeczywiście coś w tym stwierdzeniu jest,tylko,że trzeba wyjaśnić cóż to za kawiarnia,ano kawiarnia po wejściu w życie ustawy o zakazie palenia w  miejscach,że tak powiem użyteczności publicznej,Bo mimo ,że dokładnej treści tej ustawy nie  znam ,to mniemam iż kawiarnia takim miejscem jest.
Można więc skojarzyć sobie ten zapach z taką czyściutką i schludną kawiarnią,gdzie na stołach leżą lniane serwetki a na nich panoszą  się maleńkie flakoniki w których codziennie siedzą sobie świeże małe różyczki.
taka słodka kawiarenka,słodka w sensie  wyglądu,bo L'Or słodyczą nie przytłacza,mimo że mocno wyczuwalna kawa jest z mlekiem i cukrem;)
Towarzyszy jej irys i subtelna  moim zdaniem herbaciana róża.
Są chwilę kiedy w tym lekko słodkim i cudnym otulaczu wyczuwam cierpką nutkę irysa,ale w zasadzie cały czas pozostaje taki miękki,ciepły,rozgrzewający -przez to świetnie nadaje się na zimowe chłodne wieczory,kiedy podświadomie szuka się ciepełka i przytulności.L'Or tę przytulność dają,tkwiąc sobie na ubraniu,niezbyt intensywnie ale wystarczająco aby  były wyczuwalne przy każdym ruchu.
Ja wywlokłam moje marne mililitry dzisiaj kiedy po zimie  nie został nawet ślad i jest dosyć ciepło.I ta wiosenna temperatura nie działa na ich niekorzyść,dalej jest bardzo bardzo przyjemnie.Fajnie prysnąć się L'or i powędrować na spacer,na randkę,kolację w miłym towarzystwie,zapach uprzyjemni te miłe chwile jeszcze bardziej.
Chociaż uparcie twierdzę że jednak idealne są zimą.....no pod warunkiem,że zapach Ci się podoba;)

Ja tej cudownej flaszeczki nie mam ,pomimo,że zapach bardzo mi się podoba,niestety ze względu na uwielbienie do zapachów narzuciłam sobie surowe restrykcje,i trzymam się twardo,jednak uważam ,że L'Or jest z kategorii tych które fajnie mieć choćby ze względu na prześliczną buteleczkę ,która przez swoje bogactwo i jakość wykonania(miałam,to wiem) kojarzy mi się z jajami faberge...piękna jest....


nuty zapachowe : róża,czarna porzeczka,kiwi,mandarynka,magnolia,irys,kawa, drzewo cedrowe

08.04.2010

Etro,Dianthus

Początkowe wrażenie po zażyciu Dianthusa miałam dość porażające.
Jakby mnie ktoś uwięził w kwiaciarni rodem z lat 80-tych i to w przeddzień 8-go marca kiedy to głównym towarem  były  goździki....Nie czułam nic poza kręcącą w nosie wonią tysięcy goździków.I pomimo tego ,że skład Dianthusa jest sporo bogatszy to jednak prym wiedzie goździk,troszkę z czasem łagodnieje i przestaje być taki drapiąco ostry.
Im dalej w czas ,tym goździk bardziej się na mnie przepoczwarza i zmienia się w goździka ogrodowego w towarzystwie róży .Jest to jeden z najbardziej autentycznie oddany z kwiatów ogrodowych,jakbym siedziała na rabatce.
Momentami robi się trochę jakby mydlany,ale na szczęście tylko momentami.Różowy pieprz i imbir dodają mu charakteru i mocy,no chyba że goździk sam w sobie ma taką moc,bo trzeba przyznać że trwałość ma powalającą.
Z założenia miał być to zapach goździka,więc nawet nie próbuję doszukiwać się czegoś innego.




Nuty zapachowe: pomarańcza, geranium, róża stulistna, różowy pieprz, imbir, goździk, nuty drzewne, piżmo, cedr, wanilia.

05.04.2010

Parfumerie Generale,Coze

Ostatnia z próbek wyciągniętych z szuflady na okoliczność nudnych świątecznych dni...Coze.

Pierwsze moje skojarzenie i gotowy obraz: okolice Łysogór,chatynka w lesie,palenisko,wiązki ziół po uwieszane u sufitu ,na ogniu z suchego wszystkiego pyrkocze kociołek a w nim coś jakby gorzka czekolada,ale Zielicha  do której należy chatynka,kociołek i suche wszystko  nie upilnowała kociołka i owa czekolada zaczyna się przypalać, babinie jednak zdaje się to nie przeszkadzać,mruczy coś pod nosem i sypie suszone zielsko  krusząc jej uprzednio w pomarszczonych dłoniach.Po chatce zaczyna rozchodzić się zapach ni to czekolady ni mocno upalonej kawy,unosi się mdląca oleista wręcz narkotyczna smuga zapachu.Zielicha kręci nosem i dorzuca do mikstury  ciemne kuleczki angielskiego ziela,miesza,pomrukuje i znów  kręci nosem.Kręci się po chałupce  skubiąc suche gałązki ziół z wiszących wiązek i dorzuca do paleniska.....
I tak pyrkocze sobie w kotle ciemna lśniąca gęstawa ciecz,a   a gorzkawa korzenno -czekoladowa woń  wyłazi szczelinami z chatynki rozłażąc się na spory obszar świętokrzyskiego lasu.
Tak właśnie odbieram Coze.....ciemna ,niemal czarna ciekła i nasycona do granic możliwości czekolada,ziołowa.. aż trudna do wyobrażenia a co dopiero zjedzenia.Jeżeli miała tam znaleźć się słodycz to chyba w minimalnej dawce.Toteż mnie się kulinarnie  nie kojarzy.Mhrrrocznie się kojarzy...a na koniec wychynęło mi coś jakby szałwia(??). A to niespodzianka,czyżby babina przesadziła z zielskiem? ;))

Trwałość średnia 2-3 godziny i znika bez śladu.



Nuty zapachowe: olej konopny, pieprz, ziele angielskie, kawa, heban, czekolada, burbońska wanilia

L'Artisan,Safran Troublant

Safran Troublant to jeden z zapachów który niesamowicie mnie zaskoczył.podchodziłam do niego kilkukrotnie z w ciągu zimy i za każdym razem byłam okropnie zła że nic kompletnie nie czuję-jakbym polała się wodą.....
Wywłucząc go z szuflady wraz z opisanymi już Wazambą i Gypsy Water myślałam sobie co ja z tym skubańcem zrobię,skoro go nie czuję....Dziś z ciężkim westchnieniem wzięłam do ręki i zrezygnowana zaaplikowałam na łapę.No i o dziwo czuję go! Czuję wreszcie!
Jedyne wytłumaczenie jakie znalazłam na ten dziw nad dziwy to to ,że jest cieplej i że Szafrankowi to ciepło dobrze robi,albo mi dobrze robi,bo inaczej miałabym naprawdę ciężki orzech do zgryzienia.
I cóż ...muszę przyznać że piękny jest,wspaniale przyprawowy w sposób absolutnie niespożywczy. Podoba mi się to.  
Połączenie szafranu z wanilią tworzy swoisty mezalians,pozornie działając na przekór sobie,w rezultacie zaś trudno mi wyobrazić sobie aby mogło być inaczej .Tak pięknie się ze sobą współgrają.
Otwarcie jest dosyć ostre ,uderza w nos i odurza przytłumionym zapachem bułgarskiej róży,ale w zupełnie niekwiatowy sposób.Raczej delikatnie muska lekko mdłą słodyczą łagodząc ostre nuty.W chwilę później zapach łagodnieje i wygładza się,staje się kremowy  ,delikatnie drzewny i leciutko słodkawy,puszysto waniliowy,chwilami świdruje silniej nie dając ani na moment zapomnieć ,że głównym aktorem w tej sztuce jest jednak szafran:).
Tak jak drogi jest szafran tak niebanalny jest to zapach....nie spodziewałam się.


Nuty zapachowe:szafran, imbir, bułgarska róża,wanilia, drzewo sandałowe

04.04.2010

Byredo ,Gypsy Water

Moje pierwsze skojarzenie po psiknięciu nadgarstka Gypsy Water było skojarzeniem czysto farmaceutycznym.Bowiem zapach jest bardzo podobny do posiadanego niegdyś częstow domowej apteczce antybiotyku w aerozolu o nazwie Bioparox,niemal czuję jak smyra mnie po gardle ubijając wszelkie bakterie;)
Ale spokojnie....odrzucam skojarzenie aptekarskie i wącham nadgarstek, dziś użyłam tylko troszeczkę więc zapach siedzi sobie tylko w okolicy nadgarstka.
Zapach inspirowany był kulturą i stylem życia Cyganów,to wiem ,bo przeczytałam,więc lezę w tym kierunku i tak właśnie staram sobie go obrazować nie starając się dopasowywać go do niczego innego.
Dobrze mi idzie...czuję przestrzeń ,coś lekkiego z jednej strony radosnego a z drugiej przepełnionego nostalgią.Takie chyba jest życie Cyganów na pozór radosne ,czasem głośne ,hałaśliwe a czasem smutne  poprzez wieczną wędrówkę,poprzez brak swojego miejsca,brak domu.Bo Gypsy nie kojarzy się w Cyganami mieszkającymi w Twoim mieście,w kamienicy w śródmieściu,lecz z taborem,który nosi ślady  wędrówki,który przesiąknięty jest zapachem długiej drogi i tętniącego w wozach życia.
W początkowej fazie przeważa cytryna i bergamotka w drugiej irys i  odrobinka sosnowych igiełek,całość uładza ambra i wanilia a wszystko osnute jest nutami drewna i lekką smugą kadzidła.Momentami czuję w nim ciężkie nuty jałowca i ogniska a innym razem ulotne nuty słodkich cytrusów.
Gypsy Water jest śliskie i gładkie jak tafla jeziora w cichą bezwietrzną noc,gdy odbija się w nim kształtny uśmiechnięty księżycowy rogal.Im więcej mija czasu tym piękniej  układa się na ciele tworząc niezwykle oryginalną i niewątpliwie piękną kompozycję cały czas pozostając właściwie  zapachem smutnym.Ale może tak właśnie miało być...



Nuty zapachowe:
Nuty głowy: bergamotka, cytryna, pieprz, jałowiec
Nuty serca: kadzidło, igły sosnowe, irys
Nuty bazy: ambra, wanilia, drzewo sandałowe

Parfum d'Empire,Wazamba

Wsadziłam dziś łapę głęboko do szuflady i z pudełeczka po marcepanowym peelingu obok trzech innych wywlokłam właśnie Wazambę.Czyli przypadkiem znowu będzie w klimatach kadzidlanych;)

Wazamba to nazwa afrykańskiego instrumentu,który pobrzmiewał podczas ceremonii inicjacji.Wyobraźcie sobie pełne zaangażowania tubylcze tańce, podskakiwanie jakby w transie,niewidzące spojrzenia uczestników ceremonii , swoisty haj , tak mnie się jawi Wazamba .Nie będę nawet wnikać w szczegóły instrumentu ,ani w szczegóły ceremonii w jakiej jest wykorzystywany,niech zostanie w mojej głowie tak jak jest .Daruję sobie też górnolotne sformułowania,nie chcę bowiem wyolbrzymiać wspaniałości tego zapachu,ani tworzyć jakiejkolwiek ideologii do zwyczajnych acz ciekawych perfum.
Faktycznie jest w dziwny sposób otumaniająca ,po jakimś czasie intensywnego wąchania  ,mam wrażenie ze znajduję się na granicy świadomości ,więc albo za dużo wącham i się nie dotleniłam albo rzeczywiście jest w niej coś takiego....
Bardzo bogaty to zapach, i skonstruowany według mnie w wielce przemyślany sposób bo nie wiem od której strony go zajść i czego najpierw się uczepić.Najłatwiej byłoby mi opisać Wazambę używając pojedynczych słów;)
W pierwszej chwili wyczuwam mocno zapach świeżej żywicy jeszcze ciekłej,jasnej ,gorącej od promieni słońca i mnóstwo mirry,czuję pieczone na gorących fajerkach jabłko i jeszcze syrop -taki jak robi moja babcia z młodych pędów sosny(doskonały na kaszel) tutaj to pewnie ten olejek z jodły.
Ostre nuty mirry i cyprysu oraz początkową gorycz i cierpkość łagodzi drzewo sandałowe i ambra,a kadzidło mimo,że w dużej ilości nie kojarzy się z katolickim .
Mimo,że mnie kojarzy się głównie z żywicą wydaje mi się być zapachem typowo jesiennym.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: kadzidło, aldehydy, opoponaks
nuta serca: cyprys, drzewo sandałowe, mirra
nuta bazy: balsam z jodły, jabłko, ambra, czystek

03.04.2010

Comme des Garcons ,Series 3: Incense

Zacznę sobie od mojego faworyta...

Avignon

Gdy powąchałam po raz pierwszy Avignon byłam autentycznie zaskoczona faktem że pachnie zupełnie jak kościelne kadzidło.
To autentyczny zapach katedry,kościoła,niemal odczuwalne na skórze nabożeństwo.Pachnieć Avignon to jak wędrować po zimnych podłogach
wielkiego kościoła opustoszałego ,tuż po mszy ,pośród starych przesiąkniętych zapachem wielu
 ławek,starych obrazów,świeczników obrusów.Pachnieć Avignon to jak wędrować w procesji tuż za księdzem.Absolutne Festum Sanctissimi Corporis Christi...
Bardzo zimne i intensywne to kadzidło,przemieszane z czymś starym i trudno do sprecyzowania,wiekowymi murami,bardzo starym drewnem,czymś z lekka przesiąkniętym kurzem...Czystość i nieczystość w jednym.Tworzy swego rodzaju dystans między sobą a człowiekiem, bo nie sposób aby istota ludzka  była kompatybilna z tak sakralnym zapachem. Z drugiej jednak strony jest w nim coś bliskiego człowiekowi bez względu na wyznanie,coś poza granicami kościoła,uspokajającego i kojącego...
Nie będę silić się na wzniosłe opisy,bo dla mnie jest to już zapach oswojony.
Jednak przez to,  jak jednoznacznie  się kojarzy,jest chyba najtrudniejszym do noszenia zapachem ze wszystkich pięcioraczków

nuty:rumianek, czystek, żywica elemi, kadzidło, wanilia, paczula, palisander, nasiona piżmianu


Jaisalmer


Nazwa sugeruje iż Jaisalmer miał być kadzidłem indyjskim,i powiem szczerze że całkiem inaczej wyobrażałam sobie ten zapach,w każdym razie jeśli rzeczywiście tak pachnie świątynia hinduska to muszę przyznać ,ze całkiem przyjemny to zapach,dużo mniej kadzidlany,albo inaczej kadzidlany niż Avignon  a przez to mniej kontrowersyjny.Bardziej uderza w klimaty ziołowe żywiczne.Początkowo ostry i ziołowy,wyraźnie czuć bowiem ziele angielskie i kardamon- z czasem łagodnieje i za sprawą przepięknego drzewa gwajakowego staje się całkiem ludzki;)
Mam jednak takie poczucie wąchając nadgarstek że tak można by zapachowo zobrazować ludzkie cierpienie,pokutę,żal  i jednocześnie bezgraniczne oddanie.W bardzo miły dla nosa sposób ostre nuty ziół ocieplono drewnem,ambrą i słodką nutą cynamonu powoduje że chcę się go więcej i więcej..
Intensywność umiarkowana ale nie szkodzi,nie zawsze bowiem chce się wlec za sobą ciężką chmurę zapachu a szczególnie tego rodzaju zapachu.



nuty:kadzidło, kardamon, ziele angielskie, cynamon , ambra, benzoin, drewno gwajakowe, heban.


Ouarzazate

Meczet.Nie spodobał mi się na tyle abym zechciała go mieć .Na mnie jest silnie ziołowy,cierpki i ostry.Najbardziej męski ze wszystkich pięciu.W moim odczuciu zdecydowanie przeważa w nim gałka muszkatołowa ,szałwia i labdanum.Ani piżma ani wanilii niestety nie czuję a szkoda.
Nie jestem pewna czy to rzeczywiście meczet,raczej chatka złej czarownicy wypełniona po brzegi różnego rodzaju zielskiem w rożnym stadium suszenia.
Zimny do tego stopnia że aż nieprzyjazny..Niestety nie udało mi się z nim zaprzyjaźnić,do tego najmniej trwały ze wszystkich.
A więc bye bye Ouarzazate.....

nuty:kadzidło, gałka muszkatołowa, szałwia, wenge, piżmo, wanilia, absolut labdanum, drewno kaszmirowe.

Kyoto.

Zielone ,leśno-kadzidlane  i świetlisto- migotliwe Kyoto kojarzy mi się z odludną małą kapliczką,ok ;)buddyjską kapliczką;) Drewnianą koniecznie ,umieszczoną w środku iglastego lasu.Kadzidło jest otoczone zielonością ,nie narzuca się tylko siedzi sobie gdzieś na dalszym planie,raz na jakiś czas tylko dając znać ,że jest.Bogate w nutę drewna.To suche spękane i stare ,drewno z historią...
Zmienia sie...bo czasem kojarzy mi się z wnętrzem japońskiego domu ,osnutym półmrokiem poprzez zaciągnięte drewniane żaluzje acz pełnym powietrza i zapachów z okalającego dom ogrodu.
Kyoto jest przyjazne i mało inwazyjne,brak w  nim jakiejkolwiek kontrowersji,aczkolwiek nie jest przez to nijakie,przeciwnie-jest zmienne i pełne niespodzianek-nigdy nie wiadomo kiedy znowu zmieni swe oblicze..
Mam czasem wrażenie ,że zmienia się zależnie od mojego nastroju.


Nuty:kadzidło,olejek cyprysowy,kawa ,drewno tekowe,wetiwer,paczula,ambra,cedr,kwiat kocanki.



Zagorsk

O Zagorsku boję się pisać,ale jak się powiedziało a...
Cerkiew prawosławna pachnie jak  swieżo wyrwany z  żyznej ziemi wiecheć nie przerwanej marchwi.To moje pierwsze skojarzenie.Ale spokojnie, trzeba dać mu szansę;)
No więc zaczajam się na niego ponownie i po głębszym przemyśleniu...niewiele więcej przychodzi mi do głowy.Troszkę kadzidła czuć,ale mało ono cerkiewne,w moim odczuciu raczej cmentarne.I drewno czuć ale nie takie jak drewno cerkiewnych ław .raczej drewno trumny już jakiś czas tkwiącej w gruncie.
Albo drewno spalone na świezym powietrzu wraz z otaczającą je podeschniętą już roślinnością...
Gdybym kościół traktowała jedynie jako miejsce swej ostatniej doczesnej wycieczki to być może nazwałabym Zagorsk kadzidłem,może nawet cerkiewnym.
Ciemne ,ponure mroczne,kojarzy się z opętaniem ,szaleństwem,obłędem.Popioły i zgliszcza z przewagą zgliszczy.....wędrówka dusz udręczonych i grzesznych ,ostatnie kroki na tym ludzkim padole z żałośnie wykrzywionymi martwymi twarzami z przeraźliwym wyciem ...to strach przed ogniem piekielnym.


nuty:białe kadzidło, sosna, jagody pimentu (ziala angielskiego), fiołek, cedr, irys, drewno hinoki, drewno brzozowe





Nuty: kadzidło, gałka muszkatołowa, szałwia, wenge, piżmo, wanilia, absolut labdanum, drewno kaszmirowe.

01.04.2010

Rochas.Alchimie

 Musowo o nim kliknąć parę słów zanim całkiem zniknie...
Dziś pewnie furory by nie zrobił biorąc pod uwagę jaki ogrom perfum mamy do wyboru,jednak gdy święcił triumfy był niewątpliwie oryginałem pośród innych. I musiał kojarzyć się z przepychem.Orientalny,bardziej niż nie jeden z dostępnych obecnie zapachów z tej kategorii,trochę kwiatowy,otula ciepłą przytulną i słodką  chmurą,dosyć duszny i pudrowy.
Próbowałam doszukać się w tej kwiatowej słodyczy peerelowskiej tandety,bo takie miałam pierwsze skojarzenie po powąchaniu Alchimie,ale nie znalazłam.Faktycznie początkowo może dusić i chyba właśnie to skłoniło mnie do takiego skojarzenia,w tamtym czasie bowiem zalało nasz piękny kraj ruskim śmierdzącym badziewiem.
 I wszystko kwietne przez lata z tym właśnie mi się kojarzyło,a ponieważ w Pewexie często nie bywałam to trwałam sobie w przeświadczeniu że wszystkie perfumy śmierdzą,no może oprócz babcinego fiołka którego babcia z lubością kupowała w kiosku ruchu:)
Tak więc siedzi sobie w Alchimie jakieś echo z przeszłości ..ta duszna słodycz chyba.
Niemniej mnie kojarzy się z  dusznym ,bogatym haremem ,gdzie miesza się wiele zapachów  a każdy chce się wybić ponad inne ,mieszanka orientu ,kwiatów,pudru,pachnących olejków...a jednocześnie pozostaje dziwnie znajomy,tutejszy i niezwykle kobiecy..Może to jest ta cała Alchemia ,ze ciężko mi go ulokować w konkretnym miejscu.
Według mnie przyjemniejszy do noszenia zimą niż latem,przy wysokich temperaturach może bowiem zbyt solidnie dawać po nosie,no chyba że ktoś umie zachować umiar i perfumy dozuje bardzo oszczędnie;)


Nuty zapachowe: jaśmin, grejpfrut, piżmo, cedr, ambra, czarna porzeczka.

Jeszcze obowiązkowo odniosę się do innego zapachu,który według mojego (i nie tylko mojego ) nosa bardzo przypomina Alchimie.Na ów trop doprowadziły mnie Kasia i Asia   ( tró;)  ),dzieląc się próbkami tegoż fenomenu zapachowego;)

Otóż lat temu z 10 czy jakoś tak  łódzka firma dziewiarska  Olimpia  z okazji swojego jubileuszu postanowiła wypuścić na rynek serię perfumeryjną ,która miała być sprzedawana w sklepach i salonach firmowych.Komponowaniem i produkcją zajęła się zaś Pollena-Ewa.s.a.
Tak powstała Olimpia ,Pollena-Ewa



Obecnie i Olimpia znikła ze sklepu firmowego,jeszcze w zeszłym roku udało mi się kupić dwie flaszeczki za zawrotną sumę 6.50/szt.A szkoda...bo naprawdę świetny zapach za marne grosze i do tego nasz rodzimy.


Nuty zapachowe:
nuta głowy - owocowa: bergamotka, czarna porzeczka, grejpfrut;
nuta serca - kwiatowa: jaśmin, margerytka, płatki akacji;
nuta bazy - orientalna: drzewo sandałowe, wanilia, tonka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...