25.11.2010

Sonoma Scent Studio,Ambre Noir

Stosując myk pod tytułem  "na kogo wypadnie na tego bęc" wygmerałam Ambre Noir i wśród zgliszczy domowych przysiadłam skrobnąć słów kilka z głodu pisania i abyście o mnie nie zapomnieli, bo jestem , mam się dobrze, tylko warunków chwilowo brak.

Ambre Noir mnie ogłuszyła swoją mocą, zgniotła, zdusiła i wbiła w fotel. Toż to niemal zabójca zapachowy. Takiego stężenia mocy dawno nie miałam okazji poczuć, nawet tam gdzie się go spodziewałam. Tu się nie spodziewałam, choć po testach innych zapachów Laurie Erickson powinnam była .
Pierwsze zetknięcie i zbyt mocny wdech nosem spowodował że niemal poczułam  w nosie, głowie , uszach  pół litra czarnego atramentu, drugim razem wąchałam ostrożniej i o dziwo wydał mi się skrzyżowaniem Ouarzazate z Fille en Aiguilles w butelce po Ambre Sultan :D
Nie zmieniłam zdania po ponownych testach  mam przed oczyma schlapany atramentem kałamarz i sosnowe igliwie, plaster świeżo uciętego drzewa z kroplami żywicy, mokrą ziemię i księdza - egzorcystę z opętaniem w oczach,  w rozmemłanej sutannie.
Ambre Noir jest zapachem niezwykle trwałym i intensywnym i głębokim, ale nie należy się spodziewać że jest zapachem grzecznym ,bo nie jest.
Polecam kilka psiknięć , jeśli podróżujecie zatłoczonym autobusem miejskiej komunikacji -wolne krzesełko gwarantowane, bowiem takiej dawki mocy przeciętny pochłaniacz płatków na mleku  ciut świtkiem nie zniesie ;) W innych przypadkach zalecany umiar a gwarantowane niezwykłe doznania.


Nuty:
olibanum , mirra, ambra,  róża, wetiwer, labdanum, cedr, drzewo sandałowe, mech dębowy, goździk, castoreum*, paczula.

*castoreum- substancja o silnym zapachu, wydzielana przez gruczoły przyodbytowe bobrów,używana jako utrwalacz zapachu...

 zdjęcie "pożyczyłam" ze strony : http://www.sonomascentstudio.com

03.11.2010

Giveaway u Hexxany

Czasem warto wyleźć z ramek ,wrzucić na luz, ,uśmiechnąć się do bloga własnego i naszych znajomych.

Polecam więc zabawę z nagrodami-niespodziankami  na blogu Tysiąc jeden pomysłów i pasji u Hexxany, u której bywam częstym gościem łasa na wszelkie nowinki, które Hexx osobiście testuje na swym zacnym licu, ciele, włosach i paznokciach i  o których czytam często z rozdziawioną paszczą ;)

Ukradłam zdjęcie z bloga Hexxany ;P
Takie fajności można wylosować:

28.10.2010

Annick Goutal, Eau du Fier edt

Gdyby ktokolwiek dał mi do powąchania Eau du Fier w jego początkowej fazie nie wpadłabym na to, że mogą to być perfumy. Przeczytawszy nuty spodziewałam się czegoś zupełnie innego . Tymczasem początek mnie przeraził, nie aż tak bardzo;p Ponieważ człowiek takim stworzeniem jest, że podobają mu się różne wydzielające woń dziwy. Takoż i tutaj.
Zapach podobno inspirowany małą wyspą na zachodnim wybrzeżu Francji. Słone morze, piaszczyste plaże i tak dalej...
Tymczasem ja poczułam woń przykurzonego stryszku, wielokrotnie pastowanego, wiekowego parkietu, jaki pamiętam z starej, wiejskiej szkoły w której dane mi było w dzieciństwie często przebywać w okresie wakacji. Zapach ten nie mija, w miarę upływu czasu trwa równie intensywnie jak na początku, podłoga zbiera tylko kolejne warstwy kurzu, które początkowo wgryzają się w warstwę pasty a potem tworząc nań szarą pylistą smugę.
Kurz osiada na wszystkich wypucowanych meblach na starych poszarzałych mapach.
Próbowaliście kiedyś podpalić deseczkę parkietu? Ja owszem ;) W Eau du Fier to chyba wędzona herbata będzie tą paloną deseczką. Jednak mi taka herbatka nie smakuje ;)
Pomimo najszczerszych starań i pobudzania wyobraźni różnymi znanymi mi metodami jedyne co jeszcze udało mi się wyłuszczyć z tego dziwaka (jednak) to sól. Dużo soli. I ani grama słodyczy która przeciętnemu osobnikowi używającemu perfum mogłaby się z nimi kojarzyć.
 No i koniec. Ostatni rzut oka na opustoszałą szkolną  salę geograficzną: na jednym ze stolików leży zaschnięta smętna skórka pomarańczy.
Zapach sam w sobie ciekawy i pomimo tego że sama używam wielu zapachów uznawanych przez otoczenie za śmierdzące dziwadła do tego  jakoś trudno mi się przekonać. Wąchać z nadgarstka owszem, pachnieć nim jednak nie. I nie szkodzi bo Eau du Fier nie jest już produkowany.


Nuty zapachowe:
mięta, gorzka pomarańcza, goździki, kora brzozy, wędzona herbata, osmantus, fleur de sel (salt flower).

12.10.2010

Serge Lutens,Bas de Soie

Pierwszy test Bas de Soie ujawnił irysa i młode marchewki, li i tylko , ale jak się już niejednokrotnie przekonałam kolejne mogą zaskoczyć, takoż i tutaj. Wylazł bowiem hiacynt, chłodny i słodki w towarzystwie nieśmiałych ledwo wybudzonych przez słońce pierwszych niepozornych jeszcze roślinek.
Hiacynt ów jest chłodny niczym ziemia na której rośnie i powietrze w pierwszych dniach wiosny, kiedy to jeszcze ziemia prawie łysa i tylko co śmielsze roślinki odważnie wychynęły spod pulchnego gruntu.
W moim ogródku jest i irys i marchewka wzeszła.Wszystko pięknie. 
W miarę rozpełzania się zapachu , w wysokiej temperaturze próbuje się przedzierzgnąć  gorycz, z irysa jak mniemam.  W niższych temperaturach gorycz się nie pojawia.
Zapach jest jasny, świetlisty i niezwykle szykowny. Odrobina słodyczy i pudru nie pozbawia go chłodu i delikatnej surowości a dodaje mu szlachetnej czystości i elegancji. W jednej chwili przyjemny i mięciutki , w drugiej chłodny "ziemniak" . Nie traci on  przez to swojego uroku, jest jednak nietypowy i  nijak się ma do poprzednich dzieł Lutensa.
To dosłownie zapachowa rewolta, choć podobna, pozorna lekkość u Lutensa już się pojawiała.
Czemu jednak pończochami ów zapach nazwano jedwabnymi/ nylonowymi  pończochami nie wydedukowałam , może to ta gładkość i pozorne wrażenie chłodu a może wrażenie elegancji . Warto przekonać się osobiście, aczkolwiek wśród zwolenników sztandarowych zapachów Lutensa, Bas de Soie nie musi znaleźć uznania .

Nuty: irys, hiacynt, piżmo, galbanum,

27.09.2010

Cristiano Fissore Cashmere for men

Gdybym miała przybliżyć zapach Cashmere za pomocą jednego tylko zdania rzekłabym :  odrobinę mniej dymny Gucci pour homme. Ale to tak w wielkim uproszczeniu.
W Cashmere bowiem  jest niezwykła kremowość, gładkość  i zielony cug ,smuga dosłownie. Coś jakby młode zielone gibkie  i wilgotne witki, obdarte z miękkiej kory . Gdzieś już czułam coś podobnego i na pewno nie był to Gucci.
 Dymność bierze się z żywych pełnych soku gałązek, a nie z suchych drewnianych szczap, tli się słodko i delikatnie i jest tak urocza , że chce się żeby to trwało i trwało....No i trwa i z chwili na chwilę jest coraz milej.
Jest tak miło, że aż wierzyć się nie chce, że Cashmere jest " for men" Czy godzi się o męskim zapachu pisać, że jest uroczy?  ;)
Jedna z najbardziej urokliwych i nienachalnych  odsłon bergamoty objawia się moim zdaniem właśnie w Cashmere, w połączeniu z żywicą jest niemal jak herbatka z miodem w zimny wietrzny dzień. Nie tyle w sensie zapachu co mnogości przyjemnych doznań. Słodyczy jest bowiem taka ilość że aby wspomnieć o słodyczy mówiąc o Cashmere trzeba się zastanowić, bo słodycz jest ale jej ilość jest na tyle umiarkowana, że słowo "słodkie" w opisie jeśli się pojawi to gdzieś na końcu. Do tego wszystkiego ogrom drewna i kadzidlana chmurka. Nie wiem jak pachnie samo drewno kaszmirowe ale mam poczucie, że to właśnie ono czyni Cashmere , do tego przecudnej urody gwajak.  To nie mógł być niewypał .
Nie lubię klasyfikować perfum na męskie i damskie, ale zastanawia mnie które to składniki mogą go czynić męskim, no i nie wiem...może wetiwer, cedr, laur ?
Unisexem nie ośmielę się go nazwać  mając w pamięci słowa mojego bliźniego: jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego;)
Chciałabym mieć:)

nuty:
drewno kaszmirowe, gwajak, drewno tekowe, żywica, bergamota, laur, cedr, imbir, wetiwer, ambra, paczula, białe piżmo, żywica elemi.


26.09.2010

Histoires de Parfums , 1740 Marquis de Sade


Dla "stwórców" Markiz de Sade był chyba grzecznym chłopaczkiem z burzą hormonów. Albo ja czytałam same oszukańcze treści na temat de Sade ;)  No dobra, może trochę przesadziłam z tym grzecznym chłopaczkiem. Ale to dlatego, że niczego specjalnie kontrowersyjnego się nie doszukałam a się spodziewałam. Czego się spodziewałam? No cóż... biorąc pod uwagę że parokrotnie zdarzało mi się wąchać różne smrody zwane perfumami i to zupełnie niespodziewanie, to tutaj się ich najnormalniej w świecie spodziewałam.
Nie ma zapachu krwi, nie ma zapachu erotycznych ekscesów szalonego pisarza, nie ma nawet zapachu suchej pomarszczonej skóry   pośladków Markiza ;) Piwniczki też niewiele, trochę tylko na otarcie łez. Paczula w całkiem miłej dla nosa odsłonie mimo że zalata wilgocią i czymś zbutwiałym,  zdaje się być przez pewien czas najgłówniejszą nutą , ustępując po jakimś czasie pola wanilii i skórze, ale tylko na jakiś czas, bo w pewnym momencie wyłazi ponownie i panoszy się wraz z drewnem.
U mnie to będą stare drewniane ławy gładkie, bo wyślizgane przez markizowe pośladki. (choć tyle;p  ). Sporo tutaj też czystka, wiem bo skubańca już umiem wyczaić  w perfumach   ;)
O dziwo czuję w nim też coś jakby przesiąknięte tytoniem ubrania , choć w nutach tytoniu nie widać.
Skłamałabym jednak pisząc, że Marquis de Sade to zapach niewinności, ponieważ coś tam erotycznego w nim jest ale to taka erotyka w stylu "choć na kolanka a dziadzio Cię nauczy tego i owego", nie wrzyna się na chama w społeczeństwo, nie otumania, nie bezcześci niewinności (jeśli takowa gdzieś się jeszcze uchowała)  i nie sprowadza na manowce.
Zainteresował mnie, bo ma coś wspólnego z Aziyade, tę samą lekko kwaśną ,lekko lubieżną nutkę, ale mieć nie planuję  ;) 

nuty:
bergamotka, dawana, paczula, kolendra, kardamon, cedr, czystek, brzoza, kocanka, wanilia, skóra.

25.09.2010

F.Malle,Musc Ravageur

Zacznę od końca. Nie powalił mnie  słynny "majtkozdzierca" i nie rozumiem zupełnie skąd się wzięła ta   wielce wymowna nazwa.
Spodziewałam sie zapachu erotycznego, uwodzicielskiego, spodziewałam się że kolana mi zmiękną i spryskawszy swojego mężczyznę rzucę się na niego w szale namiętności :D  Tymczasem  ja czekałam z minuty na minutę coraz bardziej powątpiewając w magię MR :D  Po czym kazałam mężczyźnie pójść i się umyć a sama zabrałam się za smażenie racuchów. Faktycznie ma moc skubaniec, bo nie lubię smażyć;)
Pierwsze nuty to "mydłości". Dokładnie i mydło i mdłości. Dziwny mdły zapach brudnych przepoconych ubrań , bielizny. Trochę zieleniny-majtki na krzaku. O! ewentualnie podrzędny, cichy burdelik.
Więc nie majtkozdzierca a stosy zdzieranych i rzucanych na podłogę dzień po dniu gaci. Wydzieliny i pot, pot i wydzieliny. Średnio higieniczna wizja, no ale cóż poradzę...
Poza zapachem wydzielin nie brak w Musc Ravageur słodyczy, dziwnej metalicznej , ot earl grey w blaszanym kubanie i stare  zwietrzałe cynamonowe ciastko plus  krew. Wyczuwam w nim również coś mącznego, przez to kojarzy mi się troszkę z Bois Farine L'Artisan.
MR nie jest dla mnie ani tajemniczy ani uwodzicielski . I nie jest zachętą ani prowokacją do miłosnych igraszek to raczej efekt "po",  i to bardzo "po".
Wierzę, że jest masa ludu na których jest piękny ja niestety do tej grupy nie należę, ale nie jest mi z tego powodu jakoś szczególnie przykro;)




nuty:
wanilia, drewno gwajakowe, cedrowe, cynamon, bergamota, piżmo, lawenda, goździki, bób tonka.

22.09.2010

Juliette Has a Gun, Midnight Oud




Po testach Midnight Oud  przyznać muszę , że jednak każde perfumy z Oud w nazwie  wydają mi się takie same. Nie , żebym nie widziała różnic ,ale reakcja po "spożyciu" taka sama i wyraz twarzy mam taki sam jak toto poczuję. Wszędzie czuję dentystę. I tak  dentysta w drewnianej psiej budzie, dentysta na drzewie, dentysta w różanym ogródku. I jeszcze gorzej .
W Midnight dentysta po pewnym czasie zostaje zamordowany a przynajmniej podduszony przez metaliczną zimną różę, całą masę metalicznych róż.
Rzeźnia normalnie, olfaktoryczne extremum , kostnica i czterokrotna sekcja zwłok , medykamenty, odkażanie, trumna z lekka nieszczelna, cmentarz i wiącha róż w cynkowanym  wiadrze.
I nie chce ulecieć diabelstwo, trzeba iść i się umyć czym prędzej, zanim przywyknę i wizja  śmierci stanie się dla mnie czymś zupełnie przerażająco oswojonym.  Jak mi ktoś łaskawie zdradzi termin to obiecuję dobrowolnie udawać się na smętarz każdego dnia przez ostatnie 3 tygodnie mego żywota, żeby tam sobie przywykać. Bez drewna agarowego.
A najgorsze jest to że człowiek ma takie zboczenie , że niby mu nie pachnie  a sam z siebie pociąga nosem i wdycha .
Nie chcę dostrzec piżma, ambry , ani szafranu ukochanego, kończę i lecę zmywać nim obudzi się we mnie zwierzę i jakiś nekrofil nie daj borze.


nuty:  agar i róża agar i róża agar i róża agar agar agar
a tak serio to ponoć jest tam  jeszcze szafran ,ambra, piżmo, paczula , sandałowiec ,bergamotka i kastoreum ;)

18.09.2010

Lorenzo Villoresi, Piper Nigrum

Piper Nigrum. Fajny zapach na przeziębienie;)  Bije po nosie czymś w typie Inhalolu z gigantyczną ilością pieprzu. Od wdychania aż swędzi w gardle a jak człowieka męczy to o to właśnie chodzi, żeby sobie po kasłać.Wiem co mówię,wczoraj były inhalacje a dziś Piper Nigrum no i wsjo rawno w zasadzie czym się człowiek sztacha ,efekt podobny;)
Ja się nawet nie będę rozdrabniać i tworzyć tutaj jakieś historie co tam w otwarciu,co jak się rozwinie itd.
W zasadzie jeśli pominąć nasycenie zapachu,  to cały czas pachnie tak samo.
Morze przypraw, ziół jakowychś  przykryło, zgniotło, stłamsiło obecność żywicy ambry i drzewnych nut. Niby są a nie ma. Poza przeważającą ilością pieprzu i mięty wyczuć da się  koper, mirrę, oregano i trochę igliwia.
Pomysł fajny, ale chyba trochę przekombinowany. Dlatego wąchać z nadgarstka  mogę i nawet nie bez przyjemności ale spryskać się globalnie i pachnieć tak pół dnia nie daję rady. Męczy mnie i przytłacza .
Może na męskiej skórze pachnie przystępniej, nie wiem...
Mam jednak paskudny obraz mężczyzny jaki mi się jawi gdy myślę o Piper . Facet ma gdzieś ta z sześćdziesiątkę, na rzadkim owłosieniu pół litra brylantyny między nienaturalnie białymi zębami śmiga porządnie już zżuta guma, koszulę ma w kolorze tzw oczojebnym -tak żeby go było widać, za ciasne dżinsy-tak żeby go było widać i glansowane 3 godziny buty z czubkami. A młode znacząco obnażone dziewczę które w mojej wyobraźni wychynęło zza niego to bynajmniej nie jest jego córką ;) Satyr jak  w mordę strzelił. Ot i wkradło się odrobinkę erotyki;))



 Nuty zapachowe:
 koper, dziki anyż, dziki koper, mięta pieprzowa, cytrusy, echa drzew iglastych i liściastych, czarny pieprz, oregano, gałka muszkatołowa, żywica elemi, żywica olibanowa, petit grain, liście goździka, morski rozmaryn, przyprawy, ambra, styraks, żywica benzoesowa, balsam Peru, mirra, cedr atlantycki i nuty drzewne

09.09.2010

L'artisan Perfumeur, Dzing!

 To jest jeden z tych zapachów,których nie idzie nijak dopasować do nut . Ponoć inspirowany cyrkiem, ale czy to ma oznaczać, że nim pachnie? Moim zdaniem niekoniecznie.Tutaj chyba bardziej chodzi o zmienność. Tak jak na arenie zmieniają się artyści od żonglera, przez konia i fokę do kolorowego klowna tak Dzing zmienia się i urządza sobie dziką ganiankę z moim nosem. Dzinga nie da się określić jednym słowem, gdy ktoś zapyta jaki jest, ale można spróbować opisać go używając 10-ciu pojedynczych słów.
Oczywisty i obecny od początku do końca jest w moim odczuciu żonkil. No i to akurat jest bardzo miłe, bo o ile u schyłku lata nie tęsknię jeszcze tak bardzo za wiosną (kłamię, już tęsknię ) o tyle  nadchodzi w życiu każdego pora, że zaczynamy marzyć o nadejściu wiosny. A cóż kojarzy się z jej nadejściem bardziej niż pierwsze żonkile, kupowane za ciężką kasę od babeczki na miejskim bazarku i niesione z dziką radością do domu. To absolutnie nie cyrkowe prawda? Chociaż nie...jest w tym czasem trochę z cyrku, kiedy na dworze jeszcze zimno zdarza mi się tworzyć dokoła żonkili wielki namiot ochronny z reklamówek czy czegokolwiek co ochroniłoby je przed niszczycielskim marcowym zimnem i wiatrem.
A na początku Dzinga są kolorowe kredki. Chińskie. Zapach trochę dziwny,woskowy, ale przyciąga równie mocno jak lata temu kiedy szczęśliwie udało się je wystać w długim ogonku w papierniczym sklepie. I działały tak samo, bez względu na to czy ich zapach się komuś podobał czy nie, wszyscy pociągali nosem wdychając ich zapach.
Zostawmy jednak kredki i wróćmy do cyrku. Jest kolorowo i barwnie. I skóra jest, a Dzing ma być ponoć skórzany i zwierzęcy. A ja na to: e tam!  Jest w nim skórka, owszem, ale miękka tak bardzo, że można się nią otulić, miła w dotyku, miękka, taka z której można uszyć rękawiczki a potem nałożyć je na dłonie i nawlec nitkę na niewielką igłę.
Ale i skóra to tylko chwila, bo w  Dzingu wszystko trwa chwilę i znika by ustąpić miejsca czemuś innemu ,zmienny jest jednym słowem. I przez to trudny do określenia. Przyciąga i odpycha. Nie pozwala się ujarzmić.
Nie lubię cyrku, nie podoba mi się idea tego czegoś ale butelczynę mogłabym mieć i nie zmarnowałaby się;)

 Tak sobie myślę, że Pan Kleks mógłby pachnieć Dzingiem....

nuty:
róża, irys,żonkil, imbir,cynamon,szafran, castoreum, peru Balsam, benzoin, piżmo

07.09.2010

Muzycznie

Kolejna zabawa,do której zaprosiły mnie Hexxana,Sabbath i Hisoka

Tym razem trzeba się obnażyć muzycznie , czyli napisać 10 ulubionych utworów muzycznych i zaprosić do zabawy 5-10 czy ileś tam osób.

Kolejność przypadkowa ,a  utwory pewnie wszystkim znane

1.Arrival To Earth Steve Jablonsky
2.Goodnight Moon Shivaree
3.Home by The Sea Genesis
4.Na Zakręcie K.Janda
4.Notre Dame de Paris,Belle
5.Prodigy No Good
6.Hans Zimmer (dużo ładności )
7. Uratuj mi życie R Rozmus
7.Depeche Mode Enjoy the Silence
8.Lance Morrison Spinnin Around
9.The Stranglers Always The Sun.
10 Gwen Stefani Early Winter.

Mnóstwo jest ulubionych... ciekawe czy Tymi pozwoliłam  się trochę poznać;)

do zabawy zapraszam  marteniczkę  i Beti :D
edit:
zapomniałam o czymś istotnym
  Dzikość mego serca Dżem  
La belle et le bad boy Mc Solaar

04.09.2010

Parfums Gres,Ambre de Cabochard-na pokuszenie albo i nie

Ambre kupiłam w ciemno kierując się jedynie nazwą i  nie mając właściwie najmniejszego pojęcia co kupuję.
Żądza nabycia  czegoś co osłodzi ponure jesienne dni pokierowała mój paluch w kierunku fiszki "kup".
No i mam. Pierwsze wrażenie piorunujące...jakbym zanurzyła no słodkiej puchatej piance,ale spokojnie-Ambre nie m nic z typowego ulepa. Słodycz jest konkretna ale wyważona i zupełnie niejadalna . Zgadzam się ze zdefiniowaniem go jako zapach orientalny choć orient uparcie kojarzy mi sie z czymś zupełnie innym , pomimo tego, że kilka tego typu zapachów miałam już okazję poznać  i nawet polubić.
To jest orient elegancki i czysty, nie przytłacza i nie dusi, nie osacza nadmiarem kwiecistości  zachowuje raczej idealny balans pomiędzy piżmowo-ambrowym ciepłem a kwietną słodyczą  na drewnianym....czymś.
Przede wszystkim jednak w głównej roli występuje tu bursztyn, ogrom bursztynu w ciepłej miodowej oprawie. Wszystko to przyprószone dosłownie odrobiną imbiru i kardamonu, które nadają zapachowi zdecydowanego charakteru czyniąc z niego zapach niebanalny. Cynamon był.Przez minutę,przemknął właściwie niezauważony i zniknął zostawiając jedynie mikry , niemal niewyczuwalny ślad w całej kompozycji.
Odrobinę, dosłownie o d r o b i n ę  przypomina mi Parfum Sacre Carona, ciągnie się tą samą bogatą, złotą smugą. Ambre jest jednak bardziej przystępne , ciepłe i mniej inwazyjne niż Sacre.
Obydwa zapachy łączą ze sobą ambra,piżmo i cynamon,no ale widać mojemu nosowi to wystarczyło aby znaleźć dla Ambre ziomka.




Nuty :
nuta głowy: imbir, mandarynka, cynamon, kardamon
nuta serca: cyklamen, tuberoza, lilia, bursztyn
nuta bazy: tonka, wanilia, piżmo, bursztyn, nuty drzewne

02.09.2010

Sonia Rykiel Le Parfum

Chciałabym poświęcić kilka postów zapachom troszeczkę innym niż te o których dotąd pisałam.Łatwo mi nie będzie bo kiepsko się w tym temacie rozeznaję. Ale to że coś jest trudne nie oznacza że jest niemożliwe. Chciałbym też zanim przejdę do rzeczy podziękować Ju, bo to dzięki niej mam możliwość poznania Le Parfum ,a także innych o których w kolejnych wpisach.
Bardzo Ci dziękuję Justynko :*

A teraz do rzeczy.
Podczas pierwszego testu nawet nie próbowałam rozpoznać żadnej z nut, za drugim razem nie rozpraszając się innymi woniami a więc ominęłam toaletkę  i nawet na  głodniaka zaaplikowałam Le Parfum,spodziewając się eksplozji nut zapachowych.
I słusznie się spodziewałam .Była eksplozja. Słodki, bogaty i niezwykle elegancki orient. Tylko, że jedyne co udało mi się wyczuć to irys .  Sprawdziłam więc i okazało się że irysa w nutach nie ma - a więc pudło i to po starym Rubinie.
Irys jednak nie chciał mi dać spokoju więc poryłam w sieci jeszcze trochę i wyczytałam że jednak w składzie jest a fragrantica mówi, że ni ma. Ale jak mawiał znajomy zza Buga : wsjo rawno.
Mnogość nut i bogactwo różnorodnego kwiecia i owoców umoszczona została na niezwykle przyjemnej i bogatej bazie obfitej w to co wyważona acz mało elegancka ja bardzo lubię. Nawet niezwykłej urody fasolka tonka znalazła tutaj swe miejsce wcisnąwszy się gdzieś pomiędzy ambrą a mchem.
Zapach jest to ciężki i intensywny i dziwnym wydawało mi się, że pomimo tej ciężkości tak pięknie wibruje i mieni się na skórze raz podduszając słodkim jaśminem i tuberozą,cierpkim goździkiem, raz soczystą brzoskwinią na koniec unosi się gdzieś dookoła mnie lekką aldehydową chmurą.
Jedno co mnie frapuje to goryczka, która trwa przez cały czas i nijak nie mogę jej przypisać do którejkolwiek z nut. 
Słowo daję, że niczym się nie sugerowałam.....kojarzy mi się z pełną wigoru, ruchliwą artystką  z szaleńczym błyskiem w oku, taką co to w amoku twórczym gotowa  do obfitej kwiecistej spódnicy z india-shopu   włożyć trampki i wyruszyć w miasto z pewnością, której nawet goście z ABW i CBŚ do kupy wzięci  mogliby jej pozazdrościć. I nikt nawet nie śmiałby pomyśleć, że coś jest nie tak. Nie uważam absolutnie, że skoro pasuje do nadpobudliwej ekscentryczki to nie będzie pasował Tobie. Przekonałam się bowiem niejednokrotnie że ani kwiat kwiatu nierówny ani kadzidło kadzidłu .

Fakt, że tego typu zapachy zostały poniekąd zaszufladkowane jako starobabcine killery  co to niby pasują babci staruszeczce której jedynym środkiem odmładzającym jest rower, retro oczywiście. Ale figę prawda. Uważam, że warto popróbować,szukać, by przez gąszcz nowiuśkich  flaszek w perfumerii, kuszących coraz bardziej chwytliwymi reklamami nie stracić szansy na poznanie prawdziwej perełki.
Odbiegłam troszkę od dzisiejszego tematu nr 1, ale niech będzie, w końcu ani żadnych zasad ani foremek nie przestrzegam ;)

O Le Parfum trudno powiedzieć , że to zapach sędziwy powstał w końcu ledwo kilkanaście lat temu, ale ma tamten klimat, bogactwo i to coś co pozwala nazywać je perfumami.Bo przyznacie, że czasem trudno użyć tego słowa wobec niektórych zapachów  .


 nuty:
aldehydy, pomarańcza, malina, brzoskwinia, bergamotka, poziomka, miód, goździk, tuberoza,   korzeń     kosaćca, jaśmin, róża, bób tonka, ambra, paczula, benzoin, cybet, wanilia, mech, wetiwer, styrax i irys (?)

21.08.2010

Tag. Czyli zostałam wyróżniona:)

Zostałam wyróżniona przez Hexxanę i Hisokę
Bardzo Wam dziękuję ,jest mi bardzo miło,że lubicie do mnie zaglądać :)

Zasady :
1. Napisz kto przyznał Ci nagrodę
2.Wymień 10 rzeczy które lubisz
3.Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i powiadom ich o tym komentarzem.


Lubię...(kolejność przypadkowa)
1.czytać książki
2.zwierzęta
3.być sama
4.perfumy
5.słuchać muzyki
6.oglądać polskie filmy
7.ludzi z poczuciem humoru (niezbyt wielu takich znam)
8.żelki Haribo
9.pachnące świece
10.kabanosy,jajka i zieloną herbatę
 ;)))

Blogi:

1.Sabbath of Senses czasem czytam jeden wpis po kilka razy,nawet jeżeli nie wiem o czym mowa. Zdanie i opinia Sabbath jest zawsze nr 1 u mnie,nawet jeśli mamy odmienne odczucia;P A często mamy odmienne;)
2.Pracownia Alchemiczna  Wiedźma z Podgórza  jest dużo bardziej (pisemnie) gadatliwa niż ja i uwielbiam     Jej odniesienia:)
3.Leżę i pachnę  bo lubię,po prostu.
4.Emma w podróży za piękne kawałki innego świata.
5.O urokach życia na wsi Paproszek przypomina mi moje dzieciństwo.
6.Milion Myśli  kocham Beti ,pisze tak że się uśmiecham nawet jak nie jest mi do śmiechu.
7.Serwetką malowane  cuda,cuda po prostu
8.Niszowe ciastka Madzika Monstera
9.Maria Czubaszek
10.Kulinarny Blog Margarytki czasem coś mi się udaje;)

10.08.2010

Diptyque,Feu de Bois room spray

Zastanawiałam się czy pisać o Feu de Bois, ostatecznie pomyślałam, że skoro używam jako perfum, i skoro na skórze sprawuje się dobrze.To warto choć kilka słów napisać. Zapachy Ajaxa też mi się podobają ale o nich pisać nie będę ;P
Zacznę od tego że pachnie palonym  w kominku drewnem, bardzo przypomina  Fireplace z biblioteki Demeter z tym, że może poszczycić się znacznie lepszą trwałością.I zmienia się , to nie są wielkie zmiany ale jednak...
W jednej chwili czuję suche szczapy tworząc w wyobraźni duży płomień i miłe dla ucha trzaskanie a w drugiej świeżo ścięte jabłonie, lekko omszałe, mokre i pełne soku, które tlą się powoli uwalniając delikatny zapach słodkawej żywicy.
Pięknie się nosi u schyłku lata, oraz zimą, kiedy za oknem szaruga, plucha lub siarczysty mróz, pięknie nie ze względu na jakiś wielki kunszt czy coś w tym rodzaju-ot po prostu miło nastraja i pozwala zapomnieć o odkręconych na full, paskudnych kaloryferach ..
Jeżeli ktoś lubi tego rodzaju zapachowe cudaki (tak jak ja,  na ten przykład) to polecam.

09.08.2010

Comme des Garcons,Series 6 Synthetic Garage

Sama nie wiem z czym kojarzy mi się bardziej czy z garażem czy z naftową maseczką na włosy.Ale zostanę przy tym , że czuję garaż. Ale jaki?  Bo garaże sąsiadów tak nie pachną, mój też nie . To mógłby być garaż mojego ojca, dwadzieścia lat temu, albo warsztat samochodowy a w nim samochód rozebrany na części pierwsze a do tego pyrgnięte w kąt fotele ze "skórzaną"(czyt.skajową ) tapicerką i wszystko wymaziane czarnym i lepkim smarem. Taki, w którym strach czegokolwiek się dotknąć aby się nie wybrudzić.
Nie wymuskany, z lśniącym autkiem i flaszkami olejów i smarów ustawionych w równym rządku, a właśnie taki bałaganiarski z plamami oleju na posadzce.
Nic innego poza chemikaliami nie czuję.  Żadnych kwiatków, aldehydów , cedrów i wetiwerów . Sama chemia.
Zapach idealny dla emerytowanego mechanika ze zwyrodnieniem stawów...chociaż mnie się też podoba.
Nie jest to jednak coś czym da się pachnieć na co dzień. Chyba, że chcemy przekonać nowego chłopaka, że właśnie skończyłyśmy naprawiać autko . Niech zobaczy...że można to zrobić i nie wyglądać jakby się odbębniło długą wędrówkę w miejskich kanałach ;p  Taki wkręt może się udać;)
Po  dłuższym czasie od zaaplikowania na skórę zapach zaczyna się kojarzyć ze starym, wieki nie cyklinowanym parkietem wysmarowanym  pastą do podłóg tak ze 3 dni temu(nie jakimś sidoluxem,czy innym prontem ) po którym w ciągu tych trzech dni nikt nie chodził. Stare drewno wciąga pastę jak gąbka i tworzy się specyficzny zapach , prawie identyczny jak Garage godzinę po aplikacji.
Także z tymi wkrętami to tak szybko trzeba, inaczej chłopak gotów pomyśle , że dorabiamy u kogoś jako konserwator powierzchni płaskich.



Nuty zapachowe: aldehydy Laurel, ślady nafty, nuty skórzane, zapach plastikowych kwiatów, octan wetiweru, chińskie drzewo cedrowe

27.07.2010

Laboratorio Olfattivo -słów kilka o Alkemi,Daimiris,Alambar i Cozumel

Obnażyłam te włoskie cuda ,wszystkie na raz i pora aby wspomnieć o nich choć po parę słów, zanim się rozstaniemy na zawsze.
Trzeba przyznać im jedno, pośród ogromu trudnego do ogarnięcia przeróżnych woni które w moim odczuciu w pewnym stopniu zaczynają się powtarzać, mniej lub bardziej przypominać jakiś inny wcześniej poznany -twórcom zapachów Laboratorio Olfattivo udało się stworzyć coś czego nie było.

Alambar
Moim zdaniem najciekawszy. Ambrowy , ciepły i bogaty. W pierwszej chwili intensywność ambry lekko mnie zamroczyła, następnie rozpełzła się dookoła tracąc na intensywności a zyskując na urodzie  Próbuję wczuć się co też  w Alambarze piszczy, puszczam sobie wodze fantazji : wiejska spiżarnia uczyniona z kawałka sieni a w niej brytfanny przestygniętej szarlotki umiarkowanie słodkiej , z umiarkowaną ilością jabłek i umiarkowaną ilością cynamonu.
Ale nie szarlotka odzwierciedla zapach a powietrze w chłodnej spiżarni , gdzie od podłogi ciągnie chłodem po nogach, gdzie pachnie starymi rozeschłymi deskami prowadzącymi na strych, pokrytymi z lekka kurzem w miejscach gdzie stopa nie sięga, gdzie na każdego intruza spogląda z rogu pająk siedzący na pokaźnej pajęczynie a na drewnianych półkach stoją kamienne naczynia.
I Alambar pachnie mi  taką właśnie spiżarnią ze szarlotką .To wyobrażenie jest mocno zaskakujące bo mani mi się obraz nader skromny i prosty, obraz właściwie prymitywnego na dzisiejsze czasy pomieszczenia i zapach placka,nie masowej szarlotki z 30 dekami proszku do pieczenia, cukru waniliowego i byle jakiej mąki za 20 zł/ kg, ale ciasta zrobionego z sercem , z jaj od kur biegających po podwórku , mąki z wora w sieni, masła ukręconego  z mleka, z porannego udoju.Takie ciasto pachnie i smakuje inaczej, tymczasem Alambar pachnie niezwykle bogato, upojnie wręcz.Widać naprawdę piękno tkwi w prostocie.

Nuty: ambra, cynamon, kakao, bergamota, wanilia

Alkemi
  Z Alkemi sprawa jest bardziej skomplikowana.Śliwkowo-paczulowe jest...ale, żeby nie było tak całkiem sztywno....mógłby się nazywać marzenie konesera....trunków,to na pewno tylko tak się zastanawiam-bo ja koneserem nie jestem czy czuję brandy,czy orzechówkę domowej roboty czy też może jednak śliwowicę. A może rum?
  Zapach kołysze się i migoce jak alkohol w  odstawionej przed momentem szklance, roztaczając wokół piękny, ostry zapach , który wydaje się zmieniać z minuty na minutę. I tak raz jest to paczula a za chwilę słodkie ylang ylang,w  końcu zdaje się przeważać mirra i cedr.
A gdy koneser zaczyna trzeźwieć czytaj: gdy się zapach na nadgarstku pięknie uleży zaczyna się objawiać waniliowo-drewniana miękkość no i ambra-na końcu o dziwo ;)
 


Nuty: ylang-ylang, ambra, olibanum, paczula, mirra, drzewo cedrowe, drzewo kaszmirowe, wanilia, drzewo sandałowe

Daimiris

 Tak mi smutno...chciałam alby Daimiris był cieplutki i miło zamszowy  i kurczę ...nie jest, to raczej świeżo garbowana zesztywniała z zimna skóra w towarzystwie irysów. I Irysy mnie zawiodły. Są smętne jak uwiędnięta wiącha rzucona na wybejcowaną połyskliwą trumnę. Mnie nawet brak słów aby go opisać tak jestem rozczarowana, toż z całej czwórki w  nim pokładałam największe nadzieje , no i masz babo, swoją intuicję :/  Mnie się on kojarzy z jednym , lekko makabrycznym obrazem...pogrzeb kogoś z Ochnika  podczas wielkiej ulewy.Ot!
Tłumy zlanych deszczem skórzanych kurtek i płaszczy....ech nieważne ...

PS. Niech wszyscy pracownicy i udziałowcy spółki Ochnik żyją jak najdłużej!


Nuty: zamsz, skóra, irys, ambra

Cozumel  
 Wyczytałam (nie będę udawać że wiedziałam) , iż Cozumel to nazwa wyspy w Meksyku na której jako pierwsi zamieszkali Majowie i chyba właśnie  życiem Majów inspirowany był ten zapach.
Cozumel jest zmienny jak stan magazynu w sklepie w Prl. (lubię takie porównania) .W jednej chwili maksymalnie zielono bazyliowy , w drugiej waniliowo słodki. Pachnie łysawym upalonym tatuśkiem, który w ramach odnawiania dawnych przyjaźni wyskoczył na imprezę w stylu lat 70- tych. I się przeliczył. Trochę dziwny jest, dymny, trochę gorzki, trochę słodki, trochę ambrowy, trochę drzewny i trochę kadzidlany...W jednej chwili zachwyca a w drugiej odrzuca...
A na koniec staje się tak słodko-drzewny, że aż łupie w zębach. Mnie otumania  dusi i ogłupia, mam wrażenie że albo zaraz usnę albo zwymiotuję,abo przelecę się naked dookoła osiedla. Tylko nie wiem, czy będę mogła wybrać co się stanie czy stanie się to poza moją wolą i zadecyduje jakaś siła wyższa.
Chciałoby się więcej drzewa sandałowego, bo jest ładne, ale więcej ni ma...

Nuty: tytoń, konopie, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, bazylia, bergamota, olibanum, ambra, bób tonka

ps.
a Alambar to nazwa restauracji w Strasburgu  ;p






15.07.2010

Frederic Malle,French Lover

Zawahałam się nad tym postem...nadal zresztą się waham, zwykle piszę to co czuję, tutaj mam trochę mieszane uczucia, bo za szczerość mogę zostać skazana na banicję z kręgu wąchających, czujących, tych co znają ,uwielbiają.
Ale  niech tam...nie będę się silić na nic ponad to co nos mój wyczuł. Wybaczta ludzie.
Wiele się spodziewałam po tym zapachu, że omdleję z zachwytu, że zachłysnę się zapachem i popadnę w totalny odlot po wsze czasy, że ma bielizna postanowi spotkać się z podłogą, no bo czegóż innego mogłam się spodziewać naczytawszy się iż prawdziwy zeń francuski kochanek, że oszałamiający, że wspaniały ,oczyma wyobraźni widziałam wiele zaślinionych dziewczęcych lic i męskich podekscytowanych możliwością posiadania pachnącego cuda o taaakiej mocy.Niczym hiszpańska mucha.....
No i mam... pijanego Victrixa -jakkolwiek to brzmi.
Przede wszystkim czuję ziele angielskie i wetiwer, no i cedru trochę. A kadzidło gdzie? Ni ma. Zapach zmienia się jak w kalejdoskopie, do samego końca: na zmianę czuję zieleń i żywicę i wydartą z wilgotnej ziemi wiąchę młodej , dorodnej marchewy.
Zapach w sumie jest interesujący, surowo męski, szorstki , można nawet się pokusić o stwierdzenie, że pasuje do nieokrzesanego łamacza niewieścich serc....tylko ...dziś nikt nie mówi o kobitach " niewiasty" a nazwa French Lover mnie pasuje bardziej bo upudrowanego, wyfiokowanego  marnej postury paniczyka w atłasach ;)
Ale to French Lover pisane po angielsku więc niech będzie ;)
Jak bardzo muszę być oziębła skoro nie rusza mnie Francuski Kochanek?  Czy jest On naprawdę tak piękny i tylko ja tej urody nie dostrzegam,czy może trochę działa w tym przypadku siła sugestii ?
Nie wiem, i w sumie wszystko mi jedno jak jest ...



Nuty zapachowe: cedr, wetiwer, florencki irys, ziele angielskie, galbanum, paczula, kadzidło i piżmo.

10.07.2010

Comme des Garcons,Wonderwood

Z braku laku dobry i Wonderwood, ale laku nie brakuje więc...
Drzewny jest faktycznie, zgodnie z zapowiedziami i ciekawa jestem czy pewna znajoma poszukiwaczka drzewności absolutnej odnajdzie w nim swojego graala ;)
Zerkając na nuty ciśnie się na usta stwierdzenie: no drzewnie jak cholera a tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej...
otóż widzę ja Emila ( pamiętacie Emila który  ciągle strugał w drewnie? ) , Emil siedzi sobie w drewutni na poszarzałym pniaczku, otoczony różnej odmiany i wielkości pniaczkami ( przyjmijmy że Emil ma nawet te najbardziej egzotyczne), kawałkami desek , pod jego nogami rośnie kupka strużyn świeżego i pachnącego drewna. Ale ja Emila widzę jedynie przez szczeliny między deskami, zaglądam do drewutni jednym tylko okiem..I to drewno mogę powąchać wciskając dosłownie nos między dwie deski, szczelina jest wąska, nos ściśnięty, choć wdycham zapach najgłębiej jak się da to czuję tylko połowę tego co mogłabym wywąchać, tego co spodziewałam się wywąchać....i czuję niedosyt jakiś. Najchętniej wdarła bym się do Emilowej drewutni i rzuciła się w te deski, pniaczki i drzewne wióry.
Kiedy Emil się zmęczy, wyjmuje z kieszeni spodni kilka sztuk muszkatołowej  gałki i przerzuca je między palcami a że czort z niego, to  ściera scyzorykiem gałkę i posypuje nieduże kawałki drewna . A potem niesie mamusi,do pieca...
I tą gałkę czuję mocniej mino ściśniętego nosa...
Na ciele żywym w Wonderwoodzie dosyć dobrze wyczuwalna jest bergamota na nieżywej odzieży-ani odrobiny.
Najciekawsze zjawisko to cristalon, jedyne znane mi coś o tej nazwie to nawóz z mikroelementami ale nie spodziewam się , aby do perfum dodano nawozu dla roślin, no chyba żeby wzmóc intensywność zapachu drewna a jeśli tak to skutku to nie przyniosło ;p
A jeśli to coś innego to...ktoś wie???
Poza wszystkim  Wonderwood nie jest w moim odczuciu jakimś innowacyjnym zapachem, mało w nim obiecywanej magii, znowu mam wrażenie, że to już było... i jeśli to co było w CdG będzie wracać w dalszym ciągu to kupując  zapach CdG  można będzie powiedzieć do sprzedawcy: cokolwiek oprócz tych kilku(i tu wymienić serię 5,6,7 czy co tam sobie ktoś uważa...)
Dobra,pojechałam może mało elegancko- to z upału pewnie.Kończąc ten mętny wywód...Wonderwood nie jest brzydkim zapachem, ale mało cukru w tym cukrze...;)


Nuty zapachowe:  pieprz, bergamota, olibanum, gałka muszkatołowa, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, drzewo cedrowe, kminek, aoud, wetiwer, drzewo sandałowe, cristalon
cóż to ten cristalon?

06.07.2010

Serge Lutens,Daim Blond

Dzisiaj umyśliłam sobie coś znacznie przyjemniejszego dla mojego nosa-  Daim Blond. Jak może pachnieć zamsz? Trudno to sobie wyobrazić jeśli się nie powąchało...a zielony, gorzki zamsz? to już w ogóle niemożliwa niemożliwość...tymczasem ja tak właśnie czuję. Cierpki, zielony gładki i szorstki,, niezwykle narkotycznie wręcz pociągający...
Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka  ani  pojąć dlaczego tak się dzieje, trudno uznać wdychając ten boski zapach, że to pachną perfumy. Taki z niego oryginał.
Cierpkość w Daim Blond przypomina mi zieloną skórkę orzecha włoskiego, albo jeszcze mokrawą od tej skórki łupinę , trochę też przypomina gorzki rumianek , no i głóg czuję....jak pięknie czuć głóg gdzieś indziej niż na krzewince :)  Ma dosłownie odrobinkę , niemal niezauważalną ociupinę słodyczy, którą pewnie daje mu irys natomiast mnie bardziej kojarzy się z obdartą z kory giętką wierzbową witką. Obdzieraliście kiedyś?  Ja ciągle ;)
W moim odczuciu jest to zapach absolutnie wytrawny i to jest intrygujące.. bo z jednej strony jest surowy nieprzystępny i...dziwny  a z drugiej  tak tajemniczy przytulny i zmysłowy że chce się być jak najbliżej niego...i czuć go , czuć bez końca.
No i pięknie, bo jest niezwykle trwały.  Nie znam jeszcze wszystkich ale może to dlatego, że pochodzi z czarnej kolekcji "Eaux de Parfum Haute Concentration" .....
Choć bywa  niekiedy, że concentration jest  słowem jeno  i nijak się ma do intensywności, stężenia i mocy...




Nuty zapachowe: głóg, cejloński kardamon, irys, pestki moreli, piżmo, heliotrop, skóra

30.06.2010

Norma Kamali,Incense

Scary Door Pictures, Images and PhotosOswajałam ten zapach ,koniecznie chciałam się przekonać co też w nim takiego jest że budzi u niektórych ludzi takie emocje i pragnienie posiadania....Nie było to łatwe , bo znieść Incense na łapie było bardzo ciężko a diabelstwo trwałe  i nie chciało ulecieć w niebyt...
Przede wszystkim ja nie nazwałabym Incense zapachem. To woń tak ciężka i odstręczająca że trudno mi uwierzyć iż są to perfumy...
Spodziewałam się kadzidła a dostałam podstarzały,wielki  żywiczny zaciek na starej śliwie a do tego odrobinę świeżej żywicy z dopiero ściętej sosny. Równie uroczo mogłaby pachnieć resztka soku owocowego  odkryta w piwnicznej niszy( ;p )  po 10-ciu latach od czasu jak po raz ostatni dolano go do herbaty.
Wiem co mówię- znalazłam kiedyś taki stary słoik, a że dzieckiem byłam ciekawym, to wiecie.....;p
   To co czuję nosząc na sobie Incense  - w ilości naprawdę oszczędnej, to jakiś perfumiarski  ponury ryk wściekłości, złości, obłąkania czy cholerka wie czego, to wielkie mroczne pogorzelisko  po zbiorowym stosie, może pani Norma wściekła się na szanownego małżonka i chciała go wykończyć zapachem;) I mogłoby się jej udać gdyby  szanowny małżonek  nie był muzułmaninem a delikatnym i "miętkim" Anglikiem w typie Edgara Lintona z Wichrowych Wzgórz ;)
Krótko mówiąc Incense nie pachnie ani kadzidłem , ani też niczym z aktualnym terminem ważności, tak fajne nuty zapachowe i lipa .Za dużo tego,  za bardzo się autorka rozszalała i wyszedł paskudny dziwoląg... Nie pojmuję  o co tu chodzi i co to w ogóle ma być (???).

Gdyby były tańsze kupiłabym teściowej:)


Nuty zapachowe: żywica sosnowa, żywica kopal , galbanum, mirra,  opoponaks, kadzidło świerkowe, kmin, cynamon, kardamon, pieprz,labdanum, drzewo sandałowe, żywica elemi.

26.06.2010

Serge Lutens,Bois de Violette

Rok czekała próbka w ciemnej szufladzie. Dziś wywlokłam i doznałam dzikiej radości. Jak powszechnie wiadomo fiołkowe zapachy były kiedyś moim numerem jeden,  nawet zostawiłam sobie jedne fiołkowe;)
Oczekiwałam fiołka a co dostałam? Dostałam  niemal wierną kopię Feminite du Bois  :o
Jestem w cięzkim szoku, albo nos płata mi figla albo skóra, bo  i w Aziyade Parfum d'Empire  wyczułam klona FdB albo coś się z tym zapachem w próbce stało i może nie powinnam o nim pisać.Jeżeli jednak we flaszce pachnie tak samo jak w mojej próbce- to ja poproszę całą flachę,a najlepiej dwie i Aziyade też :D
Przepiękny jest, faktycznie cokolwiek fiołkowy. Ale nie jest to tak oczywisty fiołkowy zapach jak na przykład Verte Violette L'Artisan czy Violetta di Parma .
Tutaj fiołka można się co najwyżej domyślać. Fiołek jest maleńkim bukiecikiem rzuconym na furę pachnącego drewna...
Znawcą nie jestem, ale  nawet mój niewprawny nos  ale czuje tu rękę tego samego "stwórcy " Christophera Sheldrake'a. ( Uczę się uczę, nie tylko wącham )
Czuję tą samą kwaskową  nutę, tę samą miękkość,  minimalną słodycz ...I żadne tam wydzieliny czy inne takie...cielesność jest (lubię to słowo) ale zupełnie czysta i wyjątkowo zmysłowa.
Mnie trudno jest ubrać w słowa to co czuję wąchając Bois de Violette i Feminite du Bois....jak już kiedyś pisałam, mam trudności z pisaniem o zapachem które bardzo lubię...

Nuty zapachowe: drzewo cedrowe, liście fiołka, nuty kwiatowe

25.06.2010

Satelite,Padparadscha

Skoro już pachnę ,to skrobnę coś.....
Napiszę ,że nazwa pochodzi od bardzo rzadkiego szafiru  to mało odkrywcze jest dla każdego kto zna Padparadschę, a ja piszę o tym bo nie rozumiem czemu akurat tak się nazywa, chodzi o kolor czy co? Szafir to taki wesoły kamień jest a zapach choć  piękny to trudno go nazwać wesołym.
Aż głupio użyć mi takiego porównania, ale...czuję zapach ostygłego popieliska w prowizorycznej wędzarni samoróbce ( takie są najlepsze) i jałowcówki . Coś tu się działo....ale gdy w nie dmuchniesz, nie zostanie nic poza kawałkiem niedopalonego drewna , trochę smutny to widok i taka też jest Padparadscha , nostalgiczna i cicha...nie zmienia się , nie ewoluuje , tylko trwa, otula ciepłym pieprzno- drewnianym  zapachem i powoduje jakiś dziwny smutek. Przypomina mi  Kyoto i Tumulte, z tą różnicą , że one są żywsze , ostrzejsze i bardziej ziołowe.
I to dziwne jest  bo imaginowałam sobie , że skoro w Padpie jest pieprz -to będzie ostro...no i nie jest, pieprz oczywiście czuję od początku ale zmieniło się moje wyobrażenie o pieprzu w perfumach .
Kiedyś tak głupio myślałam, że jak powącham perfumy z pieprzem w składzie to będzie mnie kręcić w nosie, a tymczasem nic ale też pierwszy raz czuję pieprz tak intensywnie ;) I dziwne jest, że mam Kyoto a nie mam Padpy mimo, że to ona układa się ładniej na mojej skórze.
Wydaje mi się, że najbardziej nadaje się dla permanentnych optymistów, w ponurakach bowiem może potęgować smętne nastroje. Ja - istota niesamowicie zmienna , o 10.00 radosna , o 11.00 smętna jak zmoknięty psi ogon, pachnąc Padparadschą popadam w melancholię.
Chcę usiąść w kartoflisku i upiec sobie kartofla, nie ziemniaka a kartofla właśnie...

PS. Padparadscha według mojego nosa nie ma nic wspólnego z Coze

Nuty zapachowe: pieprz, jałowiec, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, ambra

Costes,Costes

 Powiem szczerze, że spodziewałam się czegoś więcej po tym zapachu, chociaż sama właściwie nie wiem czego. Patrząc na butelkę oczekiwałam, że zawartość rzeczywiście będzie mroczna, gorąca i tajemnicza .Wszędzie wyczytać można że inspirowany jest paryskim hotelem Costes podążam więc w tym kierunku.To stosunkowo "młody" hotel a  Costes pachnie tak jakoś tradycyjnie...czystością i sterylnością  pachnie, maglem pachnie, gorącym żelazkiem,wielokrotnie praną i krochmaloną pościelą.
To całkiem przyjemny aczkolwiek wcale nie perfumowy zapach i słabiutki jeśli chodzi o intensywność, trzyma się nadgarstka i ani myśli zostawiać za sobą jakikolwiek "ogon".
Na mnie pachnie tak , jakbym wysmarowała się kremem penaten...:o
Gdybym miała zasugerować się nutami to zastanawiałbym się nad tym czy przypadkiem atomizerek nie został podmieniony-ale wiem, że to niemożliwe więc...w moim odczuciu nijak się ma to co czytam poniżej do tego co czuje mój nos...jak się uprę to mogę sobie właściwie wszystko wyobrazić i samej sobie wmówić że jest i kolendra i biały pieprz i róża i lawenda-lawendę akurat czuję, ale nijak nie jestem w stanie wyczuć , że tam jest kadzidło.... Oszukaństwo, normalnie oszukaństwo ;D



Nuty zapachowe: liście laurowe, kolendra, biały pieprz, róża, kadzidło, lawenda, nuty drzewne, piżmo.

24.06.2010

Dolce&Gabbana, Anthology :L'Imperatice

Wylazłam z niszy rozprostować zbolałe gnatki ;) Nie żebym jakoś cierpiała siedząc tam, ale tak raz na jakiś czas pasuje rzucić skwarka na ziemniaczki ;) (nie lubię skwarów ;p)
Dzisiejszym skwarkiem będzie Cesarzowa..jak to dumnie brzmi.... a tymczasem mam pod nosem prosty słodko-owocowy "zapaszek" .
I o dziwo jest to ponoć unisex, no nieee, ja nie trzymam się twardo podziałów na męskie i damskie, sama zresztą "męskich" używam , ale faceta pachnącego L'Imperatice bym po prostu nie zniosła, myślę że nawet gej nie chciałby tak  pachnieć.
Jakby powiedziała taka jedna znajoma" to wprost niemożliwe jest". Ano niemożliwe....do zniesienia. Co innego kobieta....i myślę że zwolenniczki się znajdą szczególnie teraz letnią porą, gdyż L'Imperatice gładko wpisuje się w obraz  tłocznego miejskiego deptaka ;) Mnie ta owocowa słodycz początkowa skojarzyła się z wyrośniętymi  soczystymi papierówkami, choć w nutach stoi jak byk:melon i kiwi. No w każdym razie owocki są... i  różowy fiołek...aż się boję że za chwile się okaże są fiołki czerwone i żółte..;D
Piżmo? może, może....póki co nie czuję nic prócz słodkich owocków.
Jawi mi się wyrośnięta nastolatka w pasiastych podkolanówkach , siedzi sobie na wysokim murku , macha nogami, żuje gumę i raz po raz wypuszcza z dziubka wielgachnego balona, balon pęka i przykleja się do rumianych policzków, dziewczyna sprawnie macha językiem i za chwilę znów pojawia się wielki balon, i znowu, i znowu......
Nie wiem jak jest u Was, ale mnie mdli gdy za długo żuję gumę;)



Nuty zapachowe: melon, kiwi, różowy fiołek, piżmo

23.06.2010

Serge Lutens,Ambre Sultan

Nie mam pomysłu co o nim napisać....to zacznę od końca. Po tak intensywnym początku spodziewałam się większej trwałości a tymczasem Ambre Sultan wejście ma mocne i migiem znika...Po godzinie muszę niemal wciskać nos w przedramię żeby cokolwiek poczuć. Na dłużej pozostaje jeno smużka czegoś mdląco gorzkiego.  Ambrę lubię  dopóki nie pomyślę skąd się ona bierze...także czasem bezmyślność się przydaje;p Ale  pomimo tego, że lubię -tego zapachu który pojawia się na początku długo bym nie zniosła.
Pierwsza myśl  jaka przebiegła mi przez głowę to syrop ziołowy, gęsty lepki gorzkawy  i ciemny. Druga myśl , myśl  pijoka...toż to świeżo nalana do szklanicy whiskey prosto z dębowej beki , czuję drewno i żywicę...jeśli będę się sztachać dłużej to bez wątpienia jutro będę miała kaca...a mieć kaca nie napiwszy się nawet łyczka? O nieee, co prawda ze względów ekonomicznych jest to nawet praktyczne ale sensu to w tym nie ma ;)
Orientem zajeżdża to fakt ,ale to taki jarmarczny orient, nie że w stylu kadzidełek ( celowo piszę kadzidełek,bo tak się niektórym kojarzy orient i kadzidło) , to taki orient w którym cywilizacja jest bardziej w świadomości niż mentalności ludzi, gdzie chodzi się w narodowych połyskliwych i bogato wyglądających  kubrakach po zwyczajnym pełnym różności tureckim  targu (choć ponoć inspirowany marokańskim bursztynem) , gdzie przeplatają się zapachy przypraw,  kuchni pod gołym niebem i orientalnych olejków. I  Sułtan łazi po jarmarku,nie wiadomo po co, a jego odzienie chłonie te przemieszane wonie. Miesza się bogactwo z czymś zwyczajnym..Na koniec dnia chleje whiskey i pada...No co? Sułtan też człowiek;p


Nuty: kolendra, ambra, oregano, liść laurowy, mirt, arcydzięgiel (korzeń), sandałowiec, paczula, benzoina, wanilia.

22.06.2010

Serge Lutens,Chypre Rouge

 Doszłam dziś do wniosku ,że jak będę się tak spisywać jak ostatnio to nie zdążę napisać wszystkiego co chcę,nawet przyjąwszy wariant że będę żyła długo :D
Zrobiłam rewolucję w próbkach ,wyrzuciłam to co zamieniło się w podejrzanej gęstości ciecz ,tudzież w galaretkę (to chyba była naprawdę wiekowa próbka) i znalazłam biedniusią jeśli chodzi o gabaryty ale na pewno szczelną próbeczkę  Chypre Rouge.
No i o Chypre Rouge dziś będzie:)
Ja się nie doszukałam ani Anuschkowego Czerwonego Kapturka ani Sabbathowego  ciemnego lasu.
Może dlatego że u mnie las inny ;D
 U mnie to słoneczny las, pełen słodkich skarbów .....a co tam , dawno nie ściemniałam to pójdę tą drogą :D
Elfy urządziły sobie ucztę z leśnych skarbów na zwalonym pniu drzewa , jest trochę słodko, trochę bardziej słodko, maksymalnie słodko, załóżmy że Czerwony Kaptur jednak tamtędy przemaszerował  i zgubił żelki które złośliwie niósł babci wiedząc, że babcia od miesiąca czeka na naprawę sztucznej szczęki.
Elfy te żelki znalazły i międlą je zagryzając leśnymi jagodami i zapijając miodem. Jedzą tak niechlujnie, że zewsząd zaczynają nadlatywać pszczoły . Nazrywały więc sosnowych gałęzi i oganiają się od pszczół machając nimi we wszystkie strony.
Ze względu na tymianek chyba miałam skojarzenie z apteką , początkowo czułam też bejcowane drewno, takie jak w starej aptece pod dębami, lipami czy czymś tam, ale rozeszła się ta bejcowa woń zanim siadłam do pisania.
W ogóle to dziwny jest to zapach bo jak już się rozwinie to trudno konkretnie i jednoznacznie stwierdzić czym pachnie,tak krótko, no nie da się po prostu...co chwilę pachnie inaczej, niby las....ale jakiś taki inny,nie dosłowny, przestaje być owocowo słodki i staje się ciepło słodki, miękki. jeśli to faktycznie jest szypr to ja chyba lubię szypry :D
Podczas zapoznawania się z Chypre Rouge trzeba zupełnie zmienić taktykę, użyć go raz to zdecydowanie za mało,żeby móc stwierdzić czy się podoba czy też nie.To on oswaja człowieka a nie na odwrót...
A żelki lubię:)

Nuty zapachowe:
nuta głowy: tymianek, sosnowe igły
nuta serca: miód, wosk pszczeli, jaśmin, żelki
nuta bazy: paczula, mech, ambra, piżmo, wanilia

09.06.2010

Parfumerie Generale, Private Collection Un Crime Exotique

Un Crime Exotique są przepełnione różnego rodzaju smakami. I słowo"przepełnione" nie jest tu wcale przypadkowo czy z braku innego.One po prostu kipią ogromem zapachu.Początkowo skojarzyły mi się ze słodkim gryczanym ciasteczkiem,potem z ciasteczkiem piernikowym, czy też cynamonowym  a na koniec po prostu a ciasteczkiem zapijanym  anyżową herbatą ;)
Święta blisko, zamykam oczy i od razu widzę objedzoną rodzinę siedzącą za stołem uginającym się pod stosami różnorakich świątecznych wypieków.Święta lubię ale bez tej pompy i obżarstwa. Nie neguję swoistego rodzaju urody Un Crime, ale lubię umiar a tutaj jakoś go zabrakło.
Toż to zapach dla Eskimosa , bez wątpienia rozgrzałby każdego po czubek zmarzniętego nosa i okoliczne nosy też;) No i ta egzotyka....niby klimat świąteczno znajomy ale wpasowuje się również w wizję tłumu opalonych długonogich Tahitanek;)
Jednym słowem zapach wszechstronny, co kto chce;) 
Zanim go poznałam wyobrażałam sobie że będzie w klimacie Royal Muska a tymczasem
przypomina mi trochę Parfum Sacre Carona, może ten klimat,tak samo ciężki i bogaty: idziesz ulicą, czujesz samą siebie i masz wrażenie, że tachasz ze sobą co najmniej z kilo złota.
Nie można nazwać go banalnym czy tandetnym,wprost przeciwnie-jest to niewątpliwie piękny  zapach ,bogaty , intensywny  i pełen różnorakich skojarzeń .Warto było poznać, ot choćby po to, aby mieć świadomość jak mało się wie o zapachach ;)





Nuty zapachowe: chiński osmantus, piernik, herbata, cynamon, anyż gwiazdkowy, absolut mate, cukier waniliowy, drzewo sandałowe

05.06.2010

Givenchy,Organza ;Organza Indecence

Organza

Dla marteniczki

Klasyczny kiler. Diabelsko trwały. Pachnie rozgrzanymi słońcem białymi kwiatami z dużą ilością jaśminu i mdląco słodką gardenią.
Miałam pewną wizję tego zapachu ale jako że piszę dla Marty która zanabyła sobie sporą flaszeczkę nie posunę się do napisania co też chodzi mi po głowie.
Globalnie rzecz biorąc to wielki bogato obrośnięty kwiatowy ogród w upalny dzień, niestety w taki dzień nawet najpiękniejsze kwiaty mogą w nadmiarze znużyć. Dlatego umiar zdecydowanie wskazany.
Ja niestety nie wyczułam ani drzewa sandałowego ani cedru ani ambry, na mnie Organza to kwiaty od początku do końca, a nawet dłużej. Z czasem tylko trochę łagodnieje i staje się łagodniejsza, budyniowo-pudrowa.  Jako dodatek do ogromu kwiatów występuje coś gorzkiego, nie jestem pewna czy podążam w dobrym kierunku ale to chyba to coś powoduje że Organza bardzo przypomina mi Terracottę Guerlain,  absolutnie identyczna ceglana nuta.
Może być zapachem seksownym, ale pod jednym warunkiem: Kobieta która go nosi powinna zwrócić szczególną uwagę  na swój strój, musi być elegancko, minimalistycznie i z klasą . Tylko wtedy uda się wydobyć urodę Organzy. A więc żadnych pępków na wierzchu, stringów wystających nad spodniami/spódnicą, żadnych papuzich barw odrapanych paznokci i białych kozaczków. Inaczej wyjdzie tandeta.


Nuty zapachowe:  bergamotka, kwiat pomarańczy, gardenia, gałka muszkatołowa, wiciokrzew, tuberoza, ylang-ylang, jaśmin, wanilia, ambra, drzewo sandałowe, cedr


Organza Indecence  

A Indecence to już całkiem inna bajka, według mnie jeden z najładniejszych zapachów Givenchy i oczywiście wycofany:(  Drzewno- przyprawowy, ze sporą ilością paczuli, z paczulą u mnie jest o tyle dziwnie ,że nie w każdych perfumach pachnie mi ładnie.A tutaj jest cudnie. Przyprawowość podkreśla odrobina acz wyczuwalna ilość cynamonu. Spod pięknego drewienka wychyla się łagodnie odrobina wanilii .
Niesamowicie ciepła i przytulna z jednej strony łagodna i bezpieczna  z drugiej zaś niezwykle (muszę użyć tego wyświechtanego i nie robiącego już na nikim wrażenia słowa) seksowna. Nietypowy to zapach gdy wziąć pod obstrzał półki w perfumeriach.
Skojarzę sobie z czymś innym , a jakże...w moim odczuciu to ciut słodsza wersja Nature Millenaire YR
Takie korzenno-pierniczkowo-drzewne klimaty to ja nawet lubię. Ale chyba nie będę się zabijać o flaszeczkę, póki co zadowalam się miniaturą;)


 
 Nuty zapachowe:  cynamon i inne przyprawy, paczula, drzewo jacaranda, śliwka, wanilia, piżmo, ambra

27.05.2010

Donna Karan, Fuel edp

Fuel to dla mnie zapach na wpół zmechanizowanego żniwiarza co to lubi i klasycznie kosą w kontakcie z naturą i sprzętem coby mu sąsiedzi nie zarzucali że nie ma. Sprzętu znaczy. Sprzęt żniwiarza ma siedzenie z pachnącej skóry, lekko wytarte ,podniszczone , gdzieś niechcący maźnięte olejem napędowym, bez zbędnych ulepszaczy. W sprzęt ów powplątywało się nieco siana zmieszanego z różnego rodzaju samosiejkami ,dodając zapachowi siana nieco delikatnej słodyczy.
A zanim stało się sianem rosło sobie w idealnych warunkach, słoneczko świeciło deszcz padał tylko wtedy gdy było to potrzebne, dzięki temu siano temu przyszłe sianko nie ściemniało , potem schło spokojnie nie męczone deszczem w umiarkowanym słońcu i było piękne złoto-beżowe .
 I pachnie teraz na sprzęcie intensywnie i słodkawo, miesza się pięknie zapach pracy żniwiarza , zapach bujnego dorodnego siana i rozgrzanego promieniami słońca i pracą silnika  kombajnu- pomarańczowego Bizona;)  i pachnie też kombajnistą-żniwiarzem
albo w wielkim uproszczeniu -garażem, bo taki kombajn często pięknie się psuje i wymaga interwencji,  gmerania, stukania  i różnych takich...Z lekka czuć woń różności w stanie ciekłym i trochę stałym którymi można się przy każdym sprzęcie zmechanizowanym ubrudzić. Jakby tu bardziej obrazowo.....
ano jak taki sprzęt jedzie kręci się milion trybów  i trybików,wałów  nasmarowanych tłustymi maziami, żeby się pięknie kręciły  i tak się kręcą i kręcą wyrzucając mikre  drobiny tych mazideł we wszystkie strony co się często objawia tłustym zaczernieniem w strategicznych miejscach takich maszyn/urządzeń....
i tym też Fuel pachnie..
Marna fantazja, bo ściano kosi się zielone a zboża suche, ale tak sobie wyimaginowałam;)
Przyjmijmy więc , że na hederze/ podajniku się ostało trochę i ładnie uschło.
Stygnie silnik kombajnu i stygnie Fuel, zapominam o pachnącym sianku i skórzanym siedzeniu,
bo właśnie objawiło mi się nowe wcielenie zapachu Santa Maria Novella Nostalgia. Serio.
Brzmi obco? Nieciekawie? Nie dla mnie. Fakt, nuty nie mają nic wspólnego z tym co ja tu wypisuję, ale czyż nie jest tak że wielokrotnie zapach kojarzy nam się z czymś bliskim , albo dalekim , z osobą albo zdarzeniem...
Dla mnie jest to zapach tak znajomy i miły ,że czystą przyjemnością jest wtulać nos  w nadgarstek.
A jeszcze milej byłby wtulić się w pachnącą Fuel męską szyją;)



Nuty: cytron, jałowiec, ananas, ambra, migdały, kwiat majowy, sandałowiec, lawenda, piżmo

26.05.2010

Balmain,Ambre Gris

Dziś robię sobie prawdziwą przyjemność i pachnę Ambre Gris. Nie jestem pewna tego co napiszę, ale biorąc pod uwagę jak mało popularny jest to zapach i słabo dostępny chyba uznam go za niszowy. Nie jest zdominowany przez ambrę, ale to właśnie ambra rządzi , sprawiając, że zapach jest miło przytulny i otulający i taki...szlachetny. Mówi się coś takiego , że milsza ciału koszula niźli.......ale Ambre Gris jest milusim delikatnym jak mgiełka przydużym sweterkiem założonym na gołe ciało, grzeje i pieści ciało, dostarczając przyjemnych doznań.
Początkowo pachnie słodko i lekko odurzająco podejrzewam,że za sprawą tuberozy, albo nieśmiertelnika, ale pewności nie mam bo nie mam bladego pojęcia jak pachnie nieśmiertelnik, jego kwiatowość nie jest przytłaczająca-piszę o tym bo mnie zwykle zniechęca nadmiar kwiateczków w perfumach.
W nutach nie ma żadnego drewna, chyba że skamuflowane gdzie w "nutach leśnych", bo o ile niczego typowego dla lasu nie wyczuwam o tyle znajomych nut drewna czuję sporo. I jest to drewno niezwykłej urody.Poza tym mirra, sporo mirry gęstej i aromatycznej.
Chyba fajniej byłoby pisać o Ambre Gris nie próbując rozmieniać go na drobne, bez analizowania czym pachnie najpierw a czym później.Wszystkie nuty tworzą bowiem idealną ,cudnie skomponowaną całość. Mimo, że  jest adresowany do kobiet,  uważam , że  z powodzeniem mogą go nosić panowie, no przynajmniej Ci którym wystarcza testosteronu aby być męskimi i nie mają ciśnienia alby zlewać się tylko i wyłącznie tym na czym jak byk wykaligrafowano literki: for men  albo pour homme.. ;)  Bardzo elegancki i oryginalny nieprzekombinowany grzecznie orientalny jest to zapach.
Gdyby można go było wszędzie powąchać, kupić to podejrzewam, że byłby  niezwykle popularny.
Nie jest podobny do niczego co można dostać w sieciowych perfumeriach. chciałam jeszcze napisać , że nie rozumiem czemu go tam nie ma, ale w zasadzie rozumiem,więc nie napiszę.

Doszłam do wniosku, iż łatwiej pisać mi o tych zapachach, które podobają mi się mniej...albo wcale nawet.



Nuty zapachowe:cynamon, czerwona jagoda, mirra, nieśmiertelnik, tuberoza, nuty leśne, piżmo, styraks, ambra

25.05.2010

Keiko Mecheri,Genie des Bois

Oj .Pięknie zaczynam ten wpis....Oj, nie znalazłam ja fiołka w Genie.Trzykrotnie szukałam. I za każdym razem kojarzy mi się dziwnie,jak sklep z gospodarstwem domowym.Dokładnie tak. Teraz są markety i wszystko ma swój osobny dział  i zapach w każdym jest jakiś taki.....a kiedyś w takim sklepie było wszystko,od szczoteczki do paznokci,poprzez szklanki, dzbanki, żarówki , mydło lux aż do proszku Pollena.
Nie wiedzieliśmy lata temu jaką egzotykę mamy stojąc w kolejce po żarówkę i szary papier..
Genie pachnie jak wafle które dosyć długo leżą w takim właśnie sklepie. Albo podmieciony w kąt rozsypany proszek do prania , zwyczajny,mydlinowy zmieszany z cukierkami. 
Strasznie męczący i chemicznie słodki to zapach,  Po naprawdę długim czasie,jak już właściwie niknie z nadgarstka pojawia się leciutka nuta przypominająca fiołka, zmaltretowanego fiołka. Zwiędniętego i smętnego. A może ja nie mam pojęcia jak pachnie leśny fiołek?
Genie jest na mnie tak mizerny, że właściwie nie ma o czym pisać, nie ma co silić się na filozofię lub tworzyć tu jakąś bajkę. Ale klikam bo ponad rok czekałam aby poznać to fiołkowe cudo. W tym czasie ja zdążyłam wyleczyć się z fiołków, a fiołkowe cudo okazało się cudakiem. Szkoda...
Na koniec prawie wychynął cedr.....ale co z tego,skoro naprawdę trzeba się mocno postarać aby wyczuć cokolwiek innego niż chemię....


Nuty zapachowe: fiołek, cedr, egzotyczne drzewa

21.05.2010

Thierry Mugler,Alien Sunessence Sun Sapphire edt

Sun Sapphire pachnie dokładnie tak jak wygląda. Słońce,pomelo i bursztyn , nie wiem tylko czemu zwie się słonecznym szafirem. Dotąd nie przyjmowałam do wiadomości,ze szafir może mieć inny kolor niż ciemnoniebieski jak niebo  w letni wieczór a tu proszę...może być szafir  z domieszką żelaza ,chromu  czy jeszcze czegoś innego i mieć kolor taki jak widać, no chyba że się mylę i nie może. Ale  w tej sytuacji nazwa będzie dla mnie dalej zagadką;)
Zapach jest niezwykle słoneczny, letni, gorący,  plażowy wręcz . Przypomina klasycznego Aliena co mnie akurat dziwi, bo zdaje mi się, prawie pewna jestem że czuję jaśmin a w składzie go nie widać i w zasadzie nie ma nic co je łączy, a jednak podobieństwo jest. I tak sobie myślę czy aby twórcy perfum nas nie oszukują z tymi nutami...... Czuję białe kwiaty i wewnętrzną stronę skórki pomelo i nie chodzi mi o smak tego owocu, ale o taką szorstką cierpkość jaką ma ten owoc, dzięki czemu nie jest tylko kolejnym mdląco-kwiatkowym zapachem.Cytrusowy jest i ciepły jednocześnie, a ja dotąd  myślałam że taki duet jest niemożliwy.
Moim skromnym zdaniem typowo letni to zapach, mimo, że dosyć intensywny,  taki pachnący żar tropików.

Miałam nadzieję, że mnie ruszy a tu nic obawiam się , że to naprawdę jest jakaś klątwa gołego Muglera ;p


Nuty zapachowe: różowy grejpfrut, owoc pomelo, kwiat monoi, biały bursztyn

20.05.2010

Thierry Mugler,Angel Sunessence Edition Bleu Lagon

 O Angelu nie planuję pisać, w końcu to zapach który chyba każdy zna.Skrobnę za to słów kilka,dosłownie kilka na temat najnowszego "wynalazku" .


Poczytałam już że niektórzy uważają Bleu Lagon za popłuczyny po Angelu,no więc...się nie zgodzę z tymi opiniami. Jest po prostu inny.
Faktycznie jest lżejszy i łagodniejszy ale przez to mniej ingeruję w moją psychikę -co czynił już pod koniec flaszki klasyczny Aniołek. Dopuściłam się tego, że flaszkę wykańczałam jako odświeżacz powietrza co nie było dobrym pomysłem bo chciał mnie udusić;p Poza tym zaczął mi pachnieć trupem.
Bleu Lagon nie jest taki mdląco słodki, biedniejszy o wiele składników typu karmel , miód, czekolada czy "słodkie owoce".  Nawet "upojna wanilia" w Bleu Lagon jest już tylko wanilią, cóż... może ja przestałam być "anielska" ;p
Tak, zdecydowanie Blue Lagon jest łatwiejszy do zniesienia , bardziej wodnisty,trochę kwaskowy a jak już całkiem się rozwinie robi się słony-może to ma być ta laguna...nie wiem,nie byłam, nie czułam, nie mam porównania, jedynie wyobrażenie.  Nie jestem jednak przekonana, czy jest to mój zapach , bo pomimo wielu różnic dalej jest to Angel a ten klimat stanowczo mi obrzydł. Nie wiem , może się to zmieni, może to chwilowy przesyt.
Zastanawiam się czy wpływ na odbiór Angela miał fakt obejrzenia dosyć ekstremalnych fotek pana Muglera, bo tak się dziwnie składa , że jakoś zbiegło się to w czasie.
Także moja rada , tak na wszelki wypadek: nie oglądajcie fotek gołego Thierrego Muglera, jeśli lubicie Angel,
gdyż nie wiadomo jak podziała to na Waszą psychikę ;D
Chyba nie spodoba się wielbicielkom klasyka za to jest spora szansa ,ze znajdą się nowi odbiorcy, wśród tych którzy Aniołka nie mogli znieść.
Buteleczka śliczna, korek mniej śliczny ;)

Nuty zapachowe: owoc karamboli, kwiat imbiru, paczula, wanilia

17.05.2010

Omnia Profumo,Madera

Miało być dzisiaj o czymś innym ale aura tak niesprzyjająca, że postanowiłam uprzyjemnić sobie dzień milszym dla nosa zapachem;)
No i takoż padło na Maderę...
O słodkich i pysznych zapachach już pisałam, karmelowa Madera tym się różni od innych, jej karmelowość  nie jest męcząca ani przesadnie słodka.Nie mam poczucia, że wynyżałam się w cukierkach , nie mdli mnie od nadmiaru słodkości. Pierwszy raz spotkałam się z tak wyrazistym połączeniem karmelu z kwiatami i muszę przyznać ,że mi się podoba. Zapach jest gładki i kremowy, jak dzieło mistrza cukiernika, który stawia na naturalne składniki nie poprawiając swoich dzieł sztucznymi ulepszaczami, sama naturalność i świetnie wyważone proporcje. Nie mam pojęcia co to za cukiernicze cudo, ale pyrkocze sobie radośnie wydzielając przemiłe dla nosa aromaty wanilii i słodkiej śmietanki -która nie ma nic wspólnego z czymś co się zwie : " śmietana homogenizowana" i co tak naprawdę w niczym prawdziwej  śmietanki nie przypomina,  a tylko bezczelnie nazywa się tak samo...
Cukiernicze cudo ma już lekko żółtawą barwę i konsystencję tak gładką, że sprawia wrażenie śliskiej , z lekka rozchodzi się delikatna woń kokosu i kwiatów,jest płynne i takie zostaje do końca. Miękkość piżma otula  i przyjemnie koi , ani na moment nie tracąc nic z karmelowego początku.
Madera jest niebezpiecznym łakociem, bo takiego cuda można zjeść naprawdę dużo- i nie zemdli;)
Gdyby nie to ,że w Maderze cały czas wyczuwalna jest leciutka woń kwiatów, przyrównałabym ją do Serendipitous, z tym, że Serendipitous mnie męczył swą słodkością a Madera nie..I to samo mogłabym napisać o Pistachio Ganache, równie łakome aczkolwiek na dłuższą metę przytłaczające pomimo tego , że pistacje uwielbiam.
Póki co ,Madera wygrywa;)


Nuty zapachowe: wanilia, karmel, kwiat brzoskwini, kwiat tytoniu, kokos, białe piżmo i jeszcze coś niezidentyfikowanego przeze mnie...

15.05.2010

Comme des Garcons,Monocle Scent,Hinoki

Uznać Hinoki na starcie za zapach kadzidlany tylko dlatego,że ma w składzie kadzidło to byłaby lekka przesada.Początek ma z lekka chemiczny i odrzucający nawet ,daje po nosie terpentyną i kamforą.  I bałam się odpowiedzieć na pytanie J: "co tu tak śmierdzi", że to zapach  jest,perfumy nawet,woda toaletowa....I tak zaczyna patrzeć na mnie jak na osobę niespełna rozumu.Bo kto po dobroci wącha takie śmierdziele? ;D Ano ja,wącham i nawet niektóre mi się podobają.

Hinoki jest śmierdzielem tylko na początku,jak już przebrzmi woń terpentynki robi się całkiem przyjemny,drzewny i dziwnie znajomy....znowu...
Poza drewnem który czuć w Hinoki od początku do końca wyczuwam sosnę, i jest to zapach starego sosnowego lasu gdzie igliwie jest już bardzo wysoko a kora drzew naznaczona wiekiem , spękana i poszarzała , gdzie mech zaczyna usychać z braku deszczu i smutnym zapachem przypomina o swoim istnieniu. Las w Hinoki jest cichy, nie wieje wiatr,wszystko jest nieruchome i  senne.
I kadzidło jest ,tak jakby przez ten cichy las przebiegł z kadzielnicą za pazuchą szalony ksiądz, dezerter , przemknął i znikł , zostawiając po sobie smugę kościelno-mszalnego klimatu....A że wiatru nie ma zapach zawisł w miejscu i trwa.....
Pospieszyłam się ze złą oceną ,testując Hinoki kilka dni temu,bo w zasadzie nie jest zapachem brzydkim,ale jakimś takim  wtórnym,podobnym do pięcioraczków,taki przyrodni młodszy braciszek...No i kadzidło....jest,faktycznie jest...podobne do tego w Avignon albo w Kyoto tyle tylko, że troszkę wymizerowane...Jest jednak coś co podoba mi się w Hinoki  a mianowicie taka jakaś gładkość, której zabrakło mi w Kyoto,a którą zdaje mi się czułam testując Kyoto pierwszy raz dawno temu.... i dymek czuć , przyjemny nie drażniący gęsty dymek....
Nie sądzę abym kiedykolwiek nabyła Hinoki ,bo to by było tak jak kupiła kolejny taki sam tiszercik  ,różniący się od innych które mam jedynie ściegiem jakim były szyte........




Nuty zapachowe: cyprys, terpentyna, kamfora, cedr, tymianek, sosna, gruzińskie drewno, kadzidło frankońskie, mech, wetiwer.

13.05.2010

Pro Fvmvm Roma,Victrix

Przypadkiem dziś padło na Victrix, nie powiem żebym była z tego powodu szczególnie szczęśliwa , bo nie bardzo wiem co mam o nim pisać. Skład ma nie za bogaty a ja czuję w nim mnogość różnej maści krzaczorów.
Najpierw obrazek. Na wysokości Solca po tej stronie Wisły , od wschodu znaczy,mieszkają moi dziadkowie i tam właśnie zetknęłam się z "rosnącym" obficie Victrixem, jaki tam Rzym, jacy legioniści....?  No chyba , że akurat tam ich zawiało i odpoczywając zapuścili korzonki;)
Toż to chaszcze ze starego koryta Wisły i to z pokrzywami na czele. Chaszcze które rosły sobie długimi latami mnożąc się  w coraz to bardziej zróżnicowany gatunkowo kożuszek chwastów. I tak mamy tu chrzan, babkę lancetowatą , dziurawiec, pokrzywę, kąkol, łopian, polną miętę  i ptasi rdest i perz i inne takie o których już pisać nie będę no bo po pierwsze, nie znam wszystkich chaszczorków a po drugie  nie ma to być spis chwastów w Polsce rosnących , tylko opis Victrixa. Chwasty te są ostre i drażniące i czuć w nich niewątpliwie zieleń.
I tak sobie wącham  i zdaje mi się jakby roślinki owe początkowo mokrawe  doczekały się promieni słońca który stopniowo je wysusza,zostawiając na koniec suche wiechcie , co można od biedy uznać  za nuty drzewne. Ja jednak nie przyjmuję tego do wiadomości. I dobrowolnie pachnieć Victrixem jednak nie będę.

ps. nawet obrazeczek mizerny.....






 Nuty zapachowe: różowy pieprz, wetiwer, laur, kolendra, piżmo

09.05.2010

Balmain.Ivoire de Balmain

Niepozorna ,zwyczajna buteleczka kryje w sobie niezwykle ciekawy zapach. I chyba troszkę niedoceniony -przynajmniej u nas. Pierwsze minuty z Ivoire to dosyć intensywna ostra i gorzkawa woń sporej ilości zielska. Ostrość ta towarzyszyła mi przez trzy dni bezpośrednio po "zażyciu". Specjalnie czekałam z pisaniem żeby zobaczyć co dalej i słusznie czekałam bo czwartego dnia przestałam czuć tą pierwszą fazę , która- nie ukrywam trochę mnie poraziła. Miało być gładko i milusio a tu takie hece;). Objawił mi się szypr, podobny jak w Soir de Lune z tym że w Ivoire czuć sporo zieleni  a w Soir nie.
Nie jestem znawczynią ani zapachów aldehydowych  ani szyprowych, żeby móc porównać je z jakimkolwiek innym . Niemniej czuję  niemal każdy ze sporej ilości składników jakie Ivoire zawiera, ale nie jest tak , że czuć je każdy z osobna-wszystkie razem tworzą taką niezwykłą i niewątpliwie piękną całość. Odważę się nazwać Ivoire zapachem retro, ale wcale nie znaczy to, że jest "starobabciny". Zresztą, czyż nie mamy przypadkiem mody na retro?(taki żarcik;) ) Klimatem jednak tak mi się kojarzy i jest bliski Chanelom-tylko ładniejszy;) To jest ten zapach które kiedyś nazwałoby się luksusowym, a dziś czasy mamy takie, że mało który jest luksusowy a wszystko chyba  przez ilość i dostępność. I nie mam tu na myśli kosztów składników użytych do produkcji, ale o klimat perfum. Wiecie o co chodzi?
Idziemy do perfumerii, patrzymy na setki flaszeczek poustawianych na regałach, wybieramy, płacimy i idziemy do domu. Czujecie luksus pryskając się nimi? Bo ja nie. Fakt, skoro kupiłam tzn. że mi się podobają (no chyba że kupiłam "w ciemno" ;P ) ale nie czuję tego co poczułam niegdyś jako nastolatka gdy zdobyłam miniaturkę Chanel No 5 , mimo, że perfumy te w najmniejszym nawet stopniu mi się nie podobają. Mówiąc wprost dziś Chanelowa Piątka jest dla mnie śmierdzielem, no niestety, nic na to nie poradzę.

W Ivoire jest ten klimat,klasa,klasyka. Miło czuć jak się ładnie zmienia,układa,wygładza i przechodzi kilka transformacji w trzech rejonach mojego ciała ( a co!, sprawdzam kompleksowo,poza tym mam złe krążenie więc testy jednomiejscowe mogłyby nie wyjść wiarygodnie ;p )
Co ja jeszcze chciałam....aaaaa...z czystością się kojarzy a dokładnie z  mydłem, ale nie jakimś badziewiem za 2 zł z którego opakowania wrzeszczy  nadrukowany komunikat że orchidea, że asja spa, że tahitan czy inny japan, tylko z porządnym mydłem , takim jakiego dziś już chyba nie uświadczy (ale głowy nie dam , bo się poprawia trochę  w tym temacie).
Pod koniec robi się piżmowo -drzewnie i to też mi się podoba. Nie sądzę aby Ivoire znalazły zwolenniczki wśród dwudziestolatek, ale mimo wszystko można je uznać za zapach ponadczasowy, a ponad to niezwykle kobiecy i seksowny.
Cóż więcej dodać...wyjątkowy jest i szczerze mówiąc trochę jestem rozczarowana, że na tych perfumeryjnych półeczkach stoi cała masa niewiele wartych "perfumków" a nie ma tam Ivoire...


Nuty zapachowe:
Nuty głowy: aldehydy, rumianek, asafoetida*, mandarynka, pomarańcza, fiolek, artemisia, nagietek, bergamotka i cytryna
Nuty serca: gałka muszkatołowa, goździk, cynamon, narcyz, pieprz, orchidea, jaśmin, korzeń orrisa, turecka róża, neroli, ylang-ylang i konwalia
Nuty bazy: drzewo sandałowe, fasola tonka, ambra, patchouli, piżmo, malina, wanilia, mech dębowy, vetiver i kadzidło

asafoetida- gumo-żywica, przyprawa używana w kuchni indyjskiej. Zapachem przypomina cebulę lub czosnek  i  jako ich zamiennik używana jest w Indiach.W Polsce  asafoetida występuje pod mało zachęcającymi nazwami: smrodzieniec lub czarcie łajno

07.05.2010

Dsquared2, She Wood Velvet Forest

Niesamowity,zaskoczyłam się;) Wcześniej miałam przyjemność zaznajomić się z klasycznym She Wood i pomimo,że tam było  dużo więcej bardzo lubianego przeze mnie fiołka,to niestety jest cieniasem w porównaniu z Velvet Forest. No i nie polubiliśmy się.
W Velvet Forest czuć na pewno fiołkowe liście,kwiatów nie ma,ale nic nie szkodzi ,bo nie tego oczekiwałam .W pierwszej chwili zapachniał mi mokrym mieszanym lasem i będę się przy tej wersji upierać.Początek jest zmienny i z każdą chwilą uwalnia coraz to nowe  leśne skojarzenia.
Pachnie tak sugestywnie,że niemal czuję ten las,widzę lśniące od deszczu sosnowe igiełki,czuję jak mokra  ściółka ugina się pod stopami  i raz po raz na nos spadają mi na nos krople deszczu strącane z drzew delikatnym podmuchem wiosennego wiatru.W tym lesie wiosna jest już w pełnym rozkwicie ,jest zielono i pachnie tak miło,że chce się wdychać i wdychać to przesycone zapachem natury powietrze. Pomimo leśno-zielonych klimatów  i takiej rześkości typowej dla podeszczowej aury, jest ciepły.
Z czasem las wysusza się i nie czuć już tak intensywnie mokrych liści i ściółki.Na tym etapie zaczyna wyłaniać się podeschnięte drewno,galbanum i piżmo.Pięknie się rozwija i na każdym etapie mnie zachwyca.
To mógłby być zapach dla lubiącej naturę wędrowniczki,ale wędrowniczka będzie tak pachniała spacerując po lesie,więc może dla kogoś kto chce poczuć naturę bo ma do lasu daleko :D
Moim zdaniem można go uznać za zapach z kategorii  unisex,zresztą ja zwykle daleka jestem od dzielenia zapachów na męskie i damskie;)



Nuty zapachowe: liść fiołka, cedr, igły sosnowe, nuty zielone, galbanum, wetiwer, paczula, ambra, nuty kwiatowe, piżmo

03.05.2010

Montale,Amber& Spices

Porwałam się  nań ale nie wiem co z  tego wyjdzie,bo dla mnie Amber& Spices łatwy do opisania nie jest.
Pierwsze minuty to woń wyleczona żywcem z dobrze zaopatrzonego gabinetu dentystycznego(nie stomatologicznego) sprzed lat 20,bo teraz  pachnie w tym sympatycznym miejscu nieco inaczej. Albo  szafka z medykamentami w gabinecie zabiegowym ale też sprzed 20-tu lat dlatego, że wtedy zapachy medykamentów przenikały się i rozłaziły dosyć intensywnie,dziś wszystko jest w ampułkach,jednorazowych,jednodawkowych ,jednofiolkowych opakowankach. Nie ma tego fajnego uczucia strachu jaki czuło się niegdyś w takim gabinecie.
No więc taki jest początek Amber&Spices. Jak już szczęśliwie przebrzmi wizja siostry Herty z wielką strzykawą i potężną dawką kokarboksylazy to pojawia się kolejna, jakże pięknie kojarząca się z mym beztroskim dzieciństwem kiedy to z uśmiechem na ustach paradowałam za panami lejącymi asfalt w przepięknych sandałkach,okupionych wielogodzinnym staniem w kolejce przez moją kochaną mamusię - fala zapachu a właściwie smuga świeżo wylanego rozgrzanego asfaltu.
I jeszcze jedno skojarzenie: guma,ale nie taka zwyczajna  tylko taka z jakiej robi się opony przemysłowe:D Ostatecznie można podciągnąć tę woń do zapachu opony rowerowej,palonej,łatwiej bowiem podpalić taką oponę niż łazić po budowach i podpalać opony koparkom i dźwigom po to aby zobaczyć jak też może pachnieć ten tajemniczy zapach i narażać się na więzień a w najlepszym razie grzywnę;)Jeśli nie myślę o asfalcie ,smole,gumie i medykamentach to udaje mi się poczuć przyprawy ,tak czy siak jest mocno świdrująco i drewno jakieś takie zimne,mało przyjazne.A kolor zapachu to czarny, na dodatek śliski i tłusty.
Gdzieś bliżej końca jego rozwoju  zaczynam wyczuwać agar i  różę i robi się nawet oryginalnie,sam koniec jest bursztynowy i słodkawy i nie czuję już nic medycznego. Ale tylko ja, bo gdy podtykam łapę pod nos bliźnich,bez wahania przyznają,że pachnie smołą i szpitalem...ale Oni nie bywają tam aż tak często aby móc odróżnić zapach gabinetu zabiegowego od szpitala;)

Więc ,kiedy mój nos przyzwyczai się od tego zapachu,wówczas zaczynam czuć go troszkę inaczej.Niemniej pachnieć smołą też może być ciekawie;)

edit: prawie skłamałam- z czasem drewno jest coraz milsze dla nosa;)





Nuty zapachowe czyli składnikowa( ;D ) unia międzynarodowa: drewno agarowe,  heban, bursztyn, marokańska  róża , indonezyjska gałka muszkatołowa i egipski  kminek,drzewo sandałowe,

albo egipska gałka,indonezyjska róża, marokański kminek i reszta :)
albo kminek,gałka ,róża i reszta:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...