Dziś wreszcie doszłam do wniosku że poza kilkoma najukochańszymi zapachami które zawsze nosi się z taką samą przyjemnością cała reszta, również te lubiane-może trochę mniej , muszą mieć swój dzień. Jeśli nie mają no to choćby nie wiem co-to nic.
Po prostu -nic.
Refleksja ta mało odkrywcza nadeszła pod wpływem Etro Sandało, niebrzydkiego przecież...
Pierwsze minuty z Sandało to była różana katorga, serio , jakby usiąść na kolczastej krzewince gołym zadkiem i próbować samą siebie przekonać że to kurczę może być przyjemne. Posiedziałam, przeczekałam i róża uszła. Miast niej wylazło na pierwszy plan przyjemne dla nosa mokre, pachnące, leciutko słodkawe drewno, które w chwilę później straciło słodycz i dało się wypchnąć na drugi plan cedrowi. I znów poczułam się jakbym siedziała na kolcach. Ale nic to. Zmienia się , a jeśli się zmienia to czekam co też będzie dalej...Zapach kameleon ,mimo prostej i konkretnej nazwy.
I tak Sandał mojemu nosku zrobił niespodziankę. Staliście kiedyś pod włoskim orzechem podczas deszczu? Tak mi zapachniał Sandalo. Ładnie i przyjemnie. Znów jednak była to krótka chwila, zapach orzecha uleciał niczym piórko popchnięte podmuchem wiatru i objawił się sandał właściwy owinięty puchatą kołderką ambry i piżma, muśnięty piwniczką, czyli paczulą ;) Potrwało to dłużej niż wszystko przedtem i znikło. Bo choć Sandalo w gruncie rzeczy całkiem urodziwe to niestety strasznie ulotne.
Nuty: róża, gorzka pomarańcza, cytryna, cedr, paczula, sandałowiec,piżmo, ambra.
niektóre źródła podają iż Sandalo to edt inne że edc- nie wiem czy to błąd czy są dwie wersje....
Dziś miało być a Amouage Jubilation-ale zaginęła mi gdzieś fiolka :( Pomarańczka Lutensowa też zaginęła-podejrzewam koty:/
26.02.2011
10.02.2011
Serge Lutens, Cuir Mauresque
Żaden z poznanych do tej pory zapachów baj Lutens nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia jak Cuir Mauresque. Jedne zachwyciły mnie na dłużej , inne na krótko, jeszcze inne przeszły bez echa pod moim narządem węchu, ale żaden, doprawdy żaden nie wywołał we mnie ochoty na mały haft i bynajmniej nie krzyżykowy czy richelieu ;]
Czegoś tak śmierdzącego dawno nie wąchałam. No ale może tak właśnie pachnieć ma "mauretańska skóra" z cytrusikiem . Rzeczywiście wyczuwam skórę, w pierwszych nanosekundach dosłownie przypomina mi tą z Cuir Ottoman albo Dżinga, niestety to zbyt krótki czas a potem jest już tylko gorzej i gorzej.
Skóra jest jakby setki razy przesiąkniętą wodą z flakonu z rozmemłanymi w niej podgnitymi liśćmi i płatkami jaśminu, mdły duszny zapach robi wrażenie brudnego i nieświeżego. Do tego wszystkiego piżmo i pomarańczowe kwiecie i niezidentyfikowana spalenizna. Wszystko to intensywne i duszące. Coś jakby rządek zapomnianych toitoiów po imprezie plenerowej. Mam same paskudne skojarzenia , niestety.
Pachnie czymś starym i smutnym, przygnębia, mnie się kojarzy z przemijaniem, starzeniem...Boję się powtórzyć, że nazwano go "prawdziwie arabskim" na Fragrantice. Wiem, że orient może pachnieć ładniej, dużo ładniej... No i ma w składzie cywet i cedr a to już 50 procent szans na to że mi się nie spodoba. Biorąc pod uwagę to i powyższy ogrom doznań to musiała być porażka.
Gdy już mnie porządnie zmęczył i przyczynił się nadmiernej mimiki powodującej paskudne, ponure zmarchy czyli o dziwo po paru ładnych godzinach ułożył się w coś co jest charakterystyczne dla wielu ( bo nie znam wszystkich) Lutków. A mnie to coś po roku chyba zachwytów zaczęło potwornie męczyć. Więc na koniec mogę powiedzieć, że w przypadku Cuir Mauresque powiedzenie : "nieważne jak się zaczyna-ważne jak się kończy" nie jest pocieszające.
Wierzę jednak w to, a nawet jestem prawie pewna, że na męskiej skórze mógłby pachnieć ładnie. Niestety sprawdzić nie mogę bo jedyny mężczyzna w domu uciekł powąchawszy moje kończyny, ale żeby nie było- najpierw chciał mnie ratować płynem do naczyń :]
Nuty: jaśmin przyprawy, styraks, kadzidło, piżmo, cywet, gałka muszkatołowa, drewno aloesowe, cedr, cynamon, goździki, bursztyn, kminek, , skórki mandarynki, kwiat pomarańczy.

Skóra jest jakby setki razy przesiąkniętą wodą z flakonu z rozmemłanymi w niej podgnitymi liśćmi i płatkami jaśminu, mdły duszny zapach robi wrażenie brudnego i nieświeżego. Do tego wszystkiego piżmo i pomarańczowe kwiecie i niezidentyfikowana spalenizna. Wszystko to intensywne i duszące. Coś jakby rządek zapomnianych toitoiów po imprezie plenerowej. Mam same paskudne skojarzenia , niestety.
Pachnie czymś starym i smutnym, przygnębia, mnie się kojarzy z przemijaniem, starzeniem...Boję się powtórzyć, że nazwano go "prawdziwie arabskim" na Fragrantice. Wiem, że orient może pachnieć ładniej, dużo ładniej... No i ma w składzie cywet i cedr a to już 50 procent szans na to że mi się nie spodoba. Biorąc pod uwagę to i powyższy ogrom doznań to musiała być porażka.
Gdy już mnie porządnie zmęczył i przyczynił się nadmiernej mimiki powodującej paskudne, ponure zmarchy czyli o dziwo po paru ładnych godzinach ułożył się w coś co jest charakterystyczne dla wielu ( bo nie znam wszystkich) Lutków. A mnie to coś po roku chyba zachwytów zaczęło potwornie męczyć. Więc na koniec mogę powiedzieć, że w przypadku Cuir Mauresque powiedzenie : "nieważne jak się zaczyna-ważne jak się kończy" nie jest pocieszające.
Wierzę jednak w to, a nawet jestem prawie pewna, że na męskiej skórze mógłby pachnieć ładnie. Niestety sprawdzić nie mogę bo jedyny mężczyzna w domu uciekł powąchawszy moje kończyny, ale żeby nie było- najpierw chciał mnie ratować płynem do naczyń :]
Nuty: jaśmin przyprawy, styraks, kadzidło, piżmo, cywet, gałka muszkatołowa, drewno aloesowe, cedr, cynamon, goździki, bursztyn, kminek, , skórki mandarynki, kwiat pomarańczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)