17.05.2011

Made in Italy, Rome

Rome miało być straszne  ze względu na cedr którym ostatnimi czasy niemalże się podtrułam, czaiłam się dobrą chwilę nim powąchałam a potem czaiłam się miesiąc aby skrobnąć słów kilka i zapachu tego nie ukrzywdzić.
I będę się starała tego nie zrobić bo zapach w moim odczuciu wyborny aczkolwiek mi kojarzy się z czymś co u wielbicieli  i znawców perfumowych kadzideł wielkiej sympatii nie zyskało, ale o tym na koniec, czyli właściwie za chwilunię ;)
Rome jest zapachem wietrznym i świetlistym , nie jest  perfumami , nie jest wodą perfumowaną,  jest smugą zapachu, silną i intensywną a jednocześnie lekką nie przyduszającą swoją mocą.  Nic nie skrzypi i nie chrzęści, jest gładko ale nie nudno. Spod paczulowo-cedrowej poduchy , wymykają się nutki cytrusów i bergamotki , zgrabnie mieszają się z kadzidłem i żywicą, a osładza  je  pudrowy irys.  Tak to u mnie/na mnie wygląda. 
Ponieważ alkoholu nie stwierdzono pokuszę się a maluśki obrazek:
Piękna wsi spokojna.... w  piwniczce pod kościołem siedzi "w kucki" słodki brzdąc, powiedzmy- dziecię organisty, dłubie uszarpanym gdzieś patyczkiem po udeptanym klepisku po czym przychodzi mu do głowy myśl jakaś i postanawia wybiec na dwór, w sieni chwyta w małe łapki starą księżą szatę i pędzi przez ogród ciągnąc ją po równiutkich rabatach ku nowej przygodzie...
A Rome silnie przypomina mi Incense  M. Williamsona , gdyby tylko odebrać Rome tę odrobinę słodyczy.... ;))


Nuty: bergamotka, mandarynka, irys, elemi, rum, cedr, wetiwer, paczula, olibanum

7 komentarzy:

  1. Poetko Ty Moja :***
    A ja za jakiś czas będę miała do Ciebie zapachową prośbę :DDD

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak już tak będzie bliżej czerwca to poszukamy czegoś dla mnie na alle, co ? ;p Wiesz mniej więcej jakie zapachy lubię, to na pewno coś mi znajdziesz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mmmm.. ale sympatyczna wizja. :)
    Do tej pory jakoś nie miałam wielkiej ochoty na Rome, ale po Twoim opisie chyba zmienię zdanie. Mniej słodkie kadzidło Williamsona brzmi jak kolejna wersja Messe de Minuit. Tym ciekawiej. :))
    No i do tego Twoje magiczne słowa; dzięki za promyk słońca w pochmurny [symbolicznie, ale i dosłownie] dzień. :*
    P.S.
    A może alkohol był, tylko mały dorwał się do wina mszalnego? ;) To by wyjaśniało, dlaczego podprowadził sutannę i podeptał rabatki...

    OdpowiedzUsuń
  4. Aguś, mnie byś sprzedała wszystko:) Po każdym Twoim opisie mam ochotę natentychmiast lecieć do perfumerii:) Choćby tylko po to, by się nanośnie przekonać, jak też wonieje stara sutanna przewleczona po rabatkach:)

    OdpowiedzUsuń
  5. wyglądają pięknie, niestety tylko tyle mogę powiedzieć, bo nie próbowałam

    OdpowiedzUsuń
  6. zostałaś otagowana: http://barwy-wojenne.blogspot.com/2011/05/top-10-chciaoby-sie-top-100.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...