21.08.2012

O Boss Nuit Pour Femme, Marionnaud i konkursie ;)


      Na perfumeryjnym rynku pojawił się chwilę temu  nowy zapach Boss Fragrances – Boss Nuit Pour Femme,  inspirowany małą czarną, którego ambasadorką jest Gwyneth Paltrow  .
 Z  tej okazji  zrodził się konkurs z bardzo fajnymi nagrodami ( karty podarunkowe o wartości 2000 zł, za które można sobie nabyć na przykład sukienkę z kolekcji Boss  oraz portfele). Aby zawalczyć o nagrodę wystarczy odwiedzić perfumerię Marionnaud, nabyć jeden z produktów  Hugo Boss, a potem w terminie  od 20.08.2012 do 10.09.2012 wysłać sms o treści: BOSS. Nr paragonu otrzymanego przy zakupie produktu Hugo Boss. Odpowiedź na pytanie konkursowe: ” Z czym kojarzy Ci się zapach Boss Nuit Pour Femme?” pod nr 70567. Koszt sms-a to 0,50 zł netto ( 0,62 zł z VAT). Organizatorem konkursu jest Incentiva, a więcej informacji oraz regulamin konkursu na stronie marionnaud.pl
 
Moim  pierwszym zakupem w Marionnaud była  Escada Magnetism,  o ile mnie pamięć nie zawodzi,  dawne to były czasy. Wspominam miło, bo zapach taki bardzo mój  i to do dziś, choć gust mi się nieco poszerzył ( powiedziałabym nawet że może za bardzo, wiecznie odczuwam niedosyt , potrzebę poznawania czegoś nowego ;)  )  i obsługa perfumerii taka, że chciało się wrócić. Tak było wtedy  i tak jest dziś . W Marionnaud  żaden klient nie jest natrętem albo co gorsza kimś niewidzialnym,  a jednocześnie nie czuje się osaczony przez Panie konsultantki, czego ja  na przykład nie lubię. Są obecne, pomocne ale nie czuć ich oddechu na plecach, nie ma kręcenia nosem, że pozwoliłam sobie psiknąć na blotter z piątego już testerowego flakonika (No bo w końcu kupowanie perfum  to nie kupowanie skarpet, nieprawdaż? ).  I są testery! Ludzie, są pełne testery! Ja oczywiście najchętniej nabywam perfumy, ale niejednokrotnie również inne niezbędne do życia każdej kobiecie produkty ;)
  Zdarzyło mi się kiedyś, że wyszłam z Marionnaud wymalowana we wszystkie możliwe odcienie korektorów, po czym wróciłam i oceniałyśmy z Panią konsultantką co też najlepiej się wtopiło,  okazało się bowiem, że cerę mam nieziemską, choć nie zieloną. Mimo trudności udało się dobrać dla mnie ten korektor ( a mówię Wam, że nie było to łatwe, przedtem bywało, że wyglądałam jak miś panda albo jak świeżo ‘powrócona’ z imprezy z rekwizytami w postaci sztachet od płota ) i wyszłam ucieszona jakbym wygrała roczny zapas benzyny w zdrapkach. Taaak, z Marionnaud wychodzisz z uczuciem jakbyś właśnie  dostał/a prezent,  pomimo tego, że w portfelu jakiś taki przeciąg ;) Lubię tam chodzić.

 
Jeśli zaś chodzi o sam zapach Boss Nuit Pour Femme…
Ciężka butelka Boss  Nuit, mała czarna, smukła piękna  blondynka… przewrotnie, powiadam Wam…..
Początek Boss Nuit pachnie jak brzoskwiniowy syrop , zastanowiłam się  i ujrzałam błękitnookiego cherubinka wcinającego owocowy deser i nijak mi się to nie komponowało z małą czarną, jednak chwilę potem  poczułam upojny bukiet jaśminu  i leciutko pudrową wstążeczkę o zapachu fiołków. Nie ma chyba bardziej zmysłowych nut kwiatowych od jaśminu i fiołków... Zapach mieni się i kołysze na drzewno piżmowej bazie, gdy po kilku dobrych godzinach, nuty kwiatowe bledną, tuż nad skórą unosi się delikatnie słodki zapach drewna sandałowego i intymna, ciepła woń piżma. Nuit Pour Femme  ubiera, upiększa niczym mała czarna... I więcej nie napisze, skoncentrowałam Boss Nuit do granic możliwości.  A nie, jeszcze  nuty zapachowe na zachętę i pokuszenie:

  nuty głowy: brzoskwinia, aldehydy
  nuty serca: jaśmin, białe kwiaty, fiołek
  nuty bazy: piżmo, drzewo sandałowe



Chcesz poznać Boss Nuit Pour Femme? Chcesz go mieć?
To świetnie, bo chcę Wam zaproponować konkurs, w którym do wygrania jest właśnie śliczny lśniący  flakon perfum Boss Nuit Pour Femme. 

Aby zawalczyć o flakon  nie trzeba wiele trudu, wystarczy  :
być obserwatorem  bloga skarbka-nosem oraz w komentarzu wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie.
dodatkowy los w bębnie maszyny losującej  można zyskać udostępniając ten post na facebooku, kolejny za umieszczenie informację  i link do konkursowego posta na swoim blogu.
Dobrze by było gdybyście w komentarzu napisali o udostępnieniu, linkowaniu, żebym żadnej dodatkowej szansy na wygraną nie przegapiła.
 Konkurs trwa do 10.09.2012 
Potem maszyna losująca wyłoni  szczęściarza do którego powędruję ten świetny  i niezwykle kobiecy zapach.

I tyle na dziś. Serdecznie pozdrawiam odwiedzających i tych oficjalnych i tych anonimowych i zapraszam do zabawy;)

7.07.2012

Oriflame M by Marcel Marongiu

O Marcelu miałam napisać wieki temu nim znikłam, specjalnie dla Sasi. Ale znikłam, nie napisałam. Sasia w tym czasie zdążyła Marcela poznać i zdaje mi się-polubić, a ja w tym czasie zdążyłam wydoić caluśką flaszkę. Wydoiłam wyjątkowo łapczywie, wielkimi haustami i z powodu jego urody i z powodu przyjaznej portfelowi ceny.
A że sprzątając  w swoim próbkowym dobytku znalazłam jeszcze nieosuszonego sampla, to piszę. Bo mus jest Marcela docenić mimo, że na jego temat nie ma zbyt wiele do pisania. Można go określić dwoma zdaniami i wszystko staje się jasne. Nie mryga co chwilę innymi nutami , nie zmienia się jakoś szczególnie podczas noszenia.
Marcel pachnie różaną konfiturą . Absolutnie cudną konfiturą z odrobiną kadzidła, które dodaje mu odrobinę chłodu, dzięki temu nie mdli , nie dusi i nie przytłacza początkową jednonutowością.
Zaraz po aplikacji przywodzi mina myśl dzieciństwo i sklep ze słodkościami w którym często stawałam z mamą w kolejce, gdzie wszystko było na wierzchu, na wagę, nie jakiś tam Wedel, czy Solidarność w których dziś już praktycznie nie pachnie. Tylko pełne półki (mimo epoki komunizmu) obnażonych słodkości, pakowanych w bure papierowe torebki. W takim sklepie często widywało się pszczoły, czasem  muchy, ale nikt się nie przejmował tym co one tam roznoszą i czy roznoszą.
A właśnie pszczoły nie roznoszą bąblownicy? Bo ja jadłam niemyte cukierki, ciastka i pączki ;P *
W takim sklepie tak pachniało...... że brak słów, że nie da się tego zapomnieć. I gdy wącham Marcela, gdy nim pachnę to czuję się niemalże tak jakbym cofnęła się o jakieś 25 lat . Tak się pięknie wczuwam, że niemalże czuję ból wiecznie porozbijanych kolan, jakie wówczas miewałam.  Po długim, długim czasie ( bo trwały jest to zapach) wyczuwalna staje się  puszysta, mięciutka  paczulowa baza, a różana słodycz łagodnieje , w tym właśnie momencie Marcel przypomina odrobinę Cocoona od Yves Rocher, choć tak po prawdzie to w Cocoonie ja miękkości szczególnych nie wyczuwam ;)
Ten zapach nie kuca przy znanych Syforowych markach. Ale.... to jest różna konfitura, kto się spodziewa , że mu Marcel będzie osiem godzin ewoluował i ukazywał coraz to nowe oblicze, to się rozczaruje. On będzie trwał długo, ale będzie cały czas różaną konfiturą.... na paczulowej bazie.
Także, jeśli ktoś nie lubi pachnieć długo to niech sobie idzie i kupi coś innego ;P


Nuty zapachowe:
róża, absynt, kadzidło, róża turecka, daktyl, irys zamsz, paczula, ambra





* pytanie jest oczywiście żartem;))

27.06.2012

Le Labo Rose 31


Ależ  to  fajny zapach jest ! Zupełnie się nie spodziewałam, róże w perfumach są wedle mojego nosa dziwne. No  i na ciecz oczekiwałam z niepokojem połączonym z wrodzonym pesymizmem i powątpiewaniem. Ale dobrze jest. Trzeba mi tylko spróbować określić ile jest procent  róży w tej róży ;)
Jeśli ktoś zamyśla zakup to wiedzieć musi , że mimo sugestywnej nazwy nie jest to zapach absolutnie różany. Owszem początkowo jest wyczuwalna  tylko róża,  taka z grubymi i gęstymi mięsistymi płatkami, taka co to ma odnogę jak pień a nie liche witki z kwieciem na czubkach. Lekko słodkawa pierwsza chmura szybko ulatuje i zostaje jedynie smuga różaności przykryta obficie przyprawami. Pachną one spójnie i nie sposób wskazać którą czuć najsilniej. Chociaż nie, kłamię, ale tylko dlatego że nie chcę być posądzona o uprzedzenia ;) Bo ja najsilniej wyczuwam oud.
Szczęśliwie się jednak składa że Rose 31 jest drugim ( po Oudowej Róży od Kiliana ) zapachem w którym  ten nieszczęsny oud mnie nie odrzuca, a wręcz odwrotnie.
Na zielonym  dywanie z wetiweru ( latającym dywanie,  bo mnie wetiwer unosi zapach -taka dziwność)  leży więc sobie róża otulona ciepłem ambry, drewnianą słodyczą gwajaka  i oprószona przyprawami.  Zapach delikatnie drapie , jest szorstki i chropawy. Czuję  teraz jakby róża skryła się  pod warstwą suchego piachu, albo świeżo opadłego kurzu. Niemalże fizycznie odczuwam na nadgarstku suchy pył. Ale, ale.. niech nikogo to nie zniechęca, nie znaczy to, że  Rose pachnie brudem, absolutnie nie. To jest tak jakbyście spryskawszy się  Rose 31 przespacerowali się solidnie po piaszczystej drodze,w chmurny ale letni  dzień , gdy solidnie wieje wiatr, tak gdzieś daleko od szosy...
Każde perfumy pachną  mi najpiękniej jak już pobędą troszkę na ciele, Le Labo też :)

nuty:
róża, pieprz, goździki, kmin, gałka muszkatołowa, cedr, olibanum, labdanum, ambra, gwajak, wetiwer, nuty zwierzęce ( cokolwiek to w tym przypadku oznacza;] ) i..... oud


*foto pożyczone ze strony luckyscent.com
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...