09.09.2010

L'artisan Perfumeur, Dzing!

 To jest jeden z tych zapachów,których nie idzie nijak dopasować do nut . Ponoć inspirowany cyrkiem, ale czy to ma oznaczać, że nim pachnie? Moim zdaniem niekoniecznie.Tutaj chyba bardziej chodzi o zmienność. Tak jak na arenie zmieniają się artyści od żonglera, przez konia i fokę do kolorowego klowna tak Dzing zmienia się i urządza sobie dziką ganiankę z moim nosem. Dzinga nie da się określić jednym słowem, gdy ktoś zapyta jaki jest, ale można spróbować opisać go używając 10-ciu pojedynczych słów.
Oczywisty i obecny od początku do końca jest w moim odczuciu żonkil. No i to akurat jest bardzo miłe, bo o ile u schyłku lata nie tęsknię jeszcze tak bardzo za wiosną (kłamię, już tęsknię ) o tyle  nadchodzi w życiu każdego pora, że zaczynamy marzyć o nadejściu wiosny. A cóż kojarzy się z jej nadejściem bardziej niż pierwsze żonkile, kupowane za ciężką kasę od babeczki na miejskim bazarku i niesione z dziką radością do domu. To absolutnie nie cyrkowe prawda? Chociaż nie...jest w tym czasem trochę z cyrku, kiedy na dworze jeszcze zimno zdarza mi się tworzyć dokoła żonkili wielki namiot ochronny z reklamówek czy czegokolwiek co ochroniłoby je przed niszczycielskim marcowym zimnem i wiatrem.
A na początku Dzinga są kolorowe kredki. Chińskie. Zapach trochę dziwny,woskowy, ale przyciąga równie mocno jak lata temu kiedy szczęśliwie udało się je wystać w długim ogonku w papierniczym sklepie. I działały tak samo, bez względu na to czy ich zapach się komuś podobał czy nie, wszyscy pociągali nosem wdychając ich zapach.
Zostawmy jednak kredki i wróćmy do cyrku. Jest kolorowo i barwnie. I skóra jest, a Dzing ma być ponoć skórzany i zwierzęcy. A ja na to: e tam!  Jest w nim skórka, owszem, ale miękka tak bardzo, że można się nią otulić, miła w dotyku, miękka, taka z której można uszyć rękawiczki a potem nałożyć je na dłonie i nawlec nitkę na niewielką igłę.
Ale i skóra to tylko chwila, bo w  Dzingu wszystko trwa chwilę i znika by ustąpić miejsca czemuś innemu ,zmienny jest jednym słowem. I przez to trudny do określenia. Przyciąga i odpycha. Nie pozwala się ujarzmić.
Nie lubię cyrku, nie podoba mi się idea tego czegoś ale butelczynę mogłabym mieć i nie zmarnowałaby się;)

 Tak sobie myślę, że Pan Kleks mógłby pachnieć Dzingiem....

nuty:
róża, irys,żonkil, imbir,cynamon,szafran, castoreum, peru Balsam, benzoin, piżmo

9 komentarzy:

  1. Cześć. :)
    Masz pojęcie, że jeszcze nie obczaiłam Dzinga?? Tzn. wiem, jak pachnie, ale nie mam próbki, ani tez jeszcze go nie testowałam. Czy to duży wstyd?
    (powyższe pytanie jest bez sensu, skoro zadaję je publicznie :) ).
    W każdym razie: mnie ten cyrk jakoś zniechęcał (i irys ;) ). Może przy kolejnej wizycie w lokalnym przybytku Missalów? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skąd Ty wynajdujesz te zapachy ??? O jaka ja nieświadoma bardzo w tym temacie ! :>

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo ...to teraz tylko czekać na kolejne pachnące wpisy :)
    a dlaczego w MOJE BLOGI wyświetla Ci się tylko ten pachnący ???

    OdpowiedzUsuń
  5. Opis bardzo mnie zaciekawił:) I to niezdecydowanie: przyciąga i odpycha;)

    Ach, wspomnień czar, te kredki, te chińskie kolorowe piórniki i gumki, wystane godzinami, wymarzone:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łeee, na mnie to obora i przepocone siodło. I dużo amoniaku :/ Ale ja się nie znam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzing! mnie nie zachwycił... ale nie pamiętam już dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
  8. Łańcut jest piekny zwłaszcza jak jest tam tak zielono i kwitną róże:) hm są plany takie że wracam do Polski za rok jak tu szkołę skończę

    OdpowiedzUsuń
  9. Ranyyyy chinskie kredki-ilez to radosci bylo:D ale przyznam sie,ze Dzing!nie wywoluje z nimi skojarzenia;)
    Jest to zapach,ktory lubie testowac,celebrowac w zaciszu domowego kata ale nie potrafie go nosic globalnie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...