Chciałabym poświęcić kilka postów zapachom troszeczkę innym niż te o których dotąd pisałam.Łatwo mi nie będzie bo kiepsko się w tym temacie rozeznaję. Ale to że coś jest trudne nie oznacza że jest niemożliwe. Chciałbym też zanim przejdę do rzeczy podziękować Ju, bo to dzięki niej mam możliwość poznania Le Parfum ,a także innych o których w kolejnych wpisach.
Bardzo Ci dziękuję Justynko :*
A teraz do rzeczy.
Podczas pierwszego testu nawet nie próbowałam rozpoznać żadnej z nut, za drugim razem nie rozpraszając się innymi woniami a więc ominęłam toaletkę i nawet na głodniaka zaaplikowałam Le Parfum,spodziewając się eksplozji nut zapachowych.
I słusznie się spodziewałam .Była eksplozja. Słodki, bogaty i niezwykle elegancki orient. Tylko, że jedyne co udało mi się wyczuć to irys . Sprawdziłam więc i okazało się że irysa w nutach nie ma - a więc pudło i to po starym Rubinie.
Irys jednak nie chciał mi dać spokoju więc poryłam w sieci jeszcze trochę i wyczytałam że jednak w składzie jest a fragrantica mówi, że ni ma. Ale jak mawiał znajomy zza Buga : wsjo rawno.
Mnogość nut i bogactwo różnorodnego kwiecia i owoców umoszczona została na niezwykle przyjemnej i bogatej bazie obfitej w to co wyważona acz mało elegancka ja bardzo lubię. Nawet niezwykłej urody fasolka tonka znalazła tutaj swe miejsce wcisnąwszy się gdzieś pomiędzy ambrą a mchem.
Zapach jest to ciężki i intensywny i dziwnym wydawało mi się, że pomimo tej ciężkości tak pięknie wibruje i mieni się na skórze raz podduszając słodkim jaśminem i tuberozą,cierpkim goździkiem, raz soczystą brzoskwinią na koniec unosi się gdzieś dookoła mnie lekką aldehydową chmurą.
Jedno co mnie frapuje to goryczka, która trwa przez cały czas i nijak nie mogę jej przypisać do którejkolwiek z nut.
Słowo daję, że niczym się nie sugerowałam.....kojarzy mi się z pełną wigoru, ruchliwą artystką z szaleńczym błyskiem w oku, taką co to w amoku twórczym gotowa do obfitej kwiecistej spódnicy z india-shopu włożyć trampki i wyruszyć w miasto z pewnością, której nawet goście z ABW i CBŚ do kupy wzięci mogliby jej pozazdrościć. I nikt nawet nie śmiałby pomyśleć, że coś jest nie tak. Nie uważam absolutnie, że skoro pasuje do nadpobudliwej ekscentryczki to nie będzie pasował Tobie. Przekonałam się bowiem niejednokrotnie że ani kwiat kwiatu nierówny ani kadzidło kadzidłu .
Fakt, że tego typu zapachy zostały poniekąd zaszufladkowane jako starobabcine killery co to niby pasują babci staruszeczce której jedynym środkiem odmładzającym jest rower, retro oczywiście. Ale figę prawda. Uważam, że warto popróbować,szukać, by przez gąszcz nowiuśkich flaszek w perfumerii, kuszących coraz bardziej chwytliwymi reklamami nie stracić szansy na poznanie prawdziwej perełki.
Odbiegłam troszkę od dzisiejszego tematu nr 1, ale niech będzie, w końcu ani żadnych zasad ani foremek nie przestrzegam ;)
O Le Parfum trudno powiedzieć , że to zapach sędziwy powstał w końcu ledwo kilkanaście lat temu, ale ma tamten klimat, bogactwo i to coś co pozwala nazywać je perfumami.Bo przyznacie, że czasem trudno użyć tego słowa wobec niektórych zapachów .
nuty:
aldehydy, pomarańcza, malina, brzoskwinia, bergamotka, poziomka, miód, goździk, tuberoza, korzeń kosaćca, jaśmin, róża, bób tonka, ambra, paczula, benzoin, cybet, wanilia, mech, wetiwer, styrax i irys (?)
2.09.2010
21.08.2010
Tag. Czyli zostałam wyróżniona:)
Zostałam wyróżniona przez Hexxanę i Hisokę
Bardzo Wam dziękuję ,jest mi bardzo miło,że lubicie do mnie zaglądać :)
Zasady :
1. Napisz kto przyznał Ci nagrodę
2.Wymień 10 rzeczy które lubisz
3.Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i powiadom ich o tym komentarzem.
Lubię...(kolejność przypadkowa)
1.czytać książki
2.zwierzęta
3.być sama
4.perfumy
5.słuchać muzyki
6.oglądać polskie filmy
7.ludzi z poczuciem humoru (niezbyt wielu takich znam)
8.żelki Haribo
9.pachnące świece
10.kabanosy,jajka i zieloną herbatę
;)))
Blogi:
1.Sabbath of Senses czasem czytam jeden wpis po kilka razy,nawet jeżeli nie wiem o czym mowa. Zdanie i opinia Sabbath jest zawsze nr 1 u mnie,nawet jeśli mamy odmienne odczucia;P A często mamy odmienne;)
2.Pracownia Alchemiczna Wiedźma z Podgórza jest dużo bardziej (pisemnie) gadatliwa niż ja i uwielbiam Jej odniesienia:)
3.Leżę i pachnę bo lubię,po prostu.
4.Emma w podróży za piękne kawałki innego świata.
5.O urokach życia na wsi Paproszek przypomina mi moje dzieciństwo.
6.Milion Myśli kocham Beti ,pisze tak że się uśmiecham nawet jak nie jest mi do śmiechu.
7.Serwetką malowane cuda,cuda po prostu
8.Niszowe ciastka Madzika Monstera
9.Maria Czubaszek
10.Kulinarny Blog Margarytki czasem coś mi się udaje;)
Bardzo Wam dziękuję ,jest mi bardzo miło,że lubicie do mnie zaglądać :)
Zasady :
1. Napisz kto przyznał Ci nagrodę
2.Wymień 10 rzeczy które lubisz
3.Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i powiadom ich o tym komentarzem.
Lubię...(kolejność przypadkowa)
1.czytać książki
2.zwierzęta
3.być sama
4.perfumy
5.słuchać muzyki
6.oglądać polskie filmy
7.ludzi z poczuciem humoru (niezbyt wielu takich znam)
8.żelki Haribo
9.pachnące świece
10.kabanosy,jajka i zieloną herbatę
;)))
Blogi:
1.Sabbath of Senses czasem czytam jeden wpis po kilka razy,nawet jeżeli nie wiem o czym mowa. Zdanie i opinia Sabbath jest zawsze nr 1 u mnie,nawet jeśli mamy odmienne odczucia;P A często mamy odmienne;)
2.Pracownia Alchemiczna Wiedźma z Podgórza jest dużo bardziej (pisemnie) gadatliwa niż ja i uwielbiam Jej odniesienia:)
3.Leżę i pachnę bo lubię,po prostu.
4.Emma w podróży za piękne kawałki innego świata.
5.O urokach życia na wsi Paproszek przypomina mi moje dzieciństwo.
6.Milion Myśli kocham Beti ,pisze tak że się uśmiecham nawet jak nie jest mi do śmiechu.
7.Serwetką malowane cuda,cuda po prostu
8.Niszowe ciastka Madzika Monstera
9.Maria Czubaszek
10.Kulinarny Blog Margarytki czasem coś mi się udaje;)
10.08.2010
Diptyque,Feu de Bois room spray
Zastanawiałam się czy pisać o Feu de Bois, ostatecznie pomyślałam, że skoro używam jako perfum, i skoro na skórze sprawuje się dobrze.To warto choć kilka słów napisać. Zapachy Ajaxa też mi się podobają ale o nich pisać nie będę ;P
Zacznę od tego że pachnie palonym w kominku drewnem, bardzo przypomina Fireplace z biblioteki Demeter z tym, że może poszczycić się znacznie lepszą trwałością.I zmienia się , to nie są wielkie zmiany ale jednak...
W jednej chwili czuję suche szczapy tworząc w wyobraźni duży płomień i miłe dla ucha trzaskanie a w drugiej świeżo ścięte jabłonie, lekko omszałe, mokre i pełne soku, które tlą się powoli uwalniając delikatny zapach słodkawej żywicy.
Pięknie się nosi u schyłku lata, oraz zimą, kiedy za oknem szaruga, plucha lub siarczysty mróz, pięknie nie ze względu na jakiś wielki kunszt czy coś w tym rodzaju-ot po prostu miło nastraja i pozwala zapomnieć o odkręconych na full, paskudnych kaloryferach ..
Jeżeli ktoś lubi tego rodzaju zapachowe cudaki (tak jak ja, na ten przykład) to polecam.
Zacznę od tego że pachnie palonym w kominku drewnem, bardzo przypomina Fireplace z biblioteki Demeter z tym, że może poszczycić się znacznie lepszą trwałością.I zmienia się , to nie są wielkie zmiany ale jednak...
W jednej chwili czuję suche szczapy tworząc w wyobraźni duży płomień i miłe dla ucha trzaskanie a w drugiej świeżo ścięte jabłonie, lekko omszałe, mokre i pełne soku, które tlą się powoli uwalniając delikatny zapach słodkawej żywicy.
Pięknie się nosi u schyłku lata, oraz zimą, kiedy za oknem szaruga, plucha lub siarczysty mróz, pięknie nie ze względu na jakiś wielki kunszt czy coś w tym rodzaju-ot po prostu miło nastraja i pozwala zapomnieć o odkręconych na full, paskudnych kaloryferach ..
Jeżeli ktoś lubi tego rodzaju zapachowe cudaki (tak jak ja, na ten przykład) to polecam.
9.08.2010
Comme des Garcons,Series 6 Synthetic Garage
Sama nie wiem z czym kojarzy mi się bardziej czy z garażem czy z naftową maseczką na włosy.Ale zostanę przy tym , że czuję garaż. Ale jaki? Bo garaże sąsiadów tak nie pachną, mój też nie . To mógłby być garaż mojego ojca, dwadzieścia lat temu, albo warsztat samochodowy a w nim samochód rozebrany na części pierwsze a do tego pyrgnięte w kąt fotele ze "skórzaną"(czyt.skajową ) tapicerką i wszystko wymaziane czarnym i lepkim smarem. Taki, w którym strach czegokolwiek się dotknąć aby się nie wybrudzić.
Nie wymuskany, z lśniącym autkiem i flaszkami olejów i smarów ustawionych w równym rządku, a właśnie taki bałaganiarski z plamami oleju na posadzce.
Nic innego poza chemikaliami nie czuję. Żadnych kwiatków, aldehydów , cedrów i wetiwerów . Sama chemia.
Zapach idealny dla emerytowanego mechanika ze zwyrodnieniem stawów...chociaż mnie się też podoba.
Nie jest to jednak coś czym da się pachnieć na co dzień. Chyba, że chcemy przekonać nowego chłopaka, że właśnie skończyłyśmy naprawiać autko . Niech zobaczy...że można to zrobić i nie wyglądać jakby się odbębniło długą wędrówkę w miejskich kanałach ;p Taki wkręt może się udać;)
Po dłuższym czasie od zaaplikowania na skórę zapach zaczyna się kojarzyć ze starym, wieki nie cyklinowanym parkietem wysmarowanym pastą do podłóg tak ze 3 dni temu(nie jakimś sidoluxem,czy innym prontem ) po którym w ciągu tych trzech dni nikt nie chodził. Stare drewno wciąga pastę jak gąbka i tworzy się specyficzny zapach , prawie identyczny jak Garage godzinę po aplikacji.
Także z tymi wkrętami to tak szybko trzeba, inaczej chłopak gotów pomyśle , że dorabiamy u kogoś jako konserwator powierzchni płaskich.
Nuty zapachowe: aldehydy Laurel, ślady nafty, nuty skórzane, zapach plastikowych kwiatów, octan wetiweru, chińskie drzewo cedrowe
Nie wymuskany, z lśniącym autkiem i flaszkami olejów i smarów ustawionych w równym rządku, a właśnie taki bałaganiarski z plamami oleju na posadzce.
Nic innego poza chemikaliami nie czuję. Żadnych kwiatków, aldehydów , cedrów i wetiwerów . Sama chemia.
Zapach idealny dla emerytowanego mechanika ze zwyrodnieniem stawów...chociaż mnie się też podoba.
Nie jest to jednak coś czym da się pachnieć na co dzień. Chyba, że chcemy przekonać nowego chłopaka, że właśnie skończyłyśmy naprawiać autko . Niech zobaczy...że można to zrobić i nie wyglądać jakby się odbębniło długą wędrówkę w miejskich kanałach ;p Taki wkręt może się udać;)
Po dłuższym czasie od zaaplikowania na skórę zapach zaczyna się kojarzyć ze starym, wieki nie cyklinowanym parkietem wysmarowanym pastą do podłóg tak ze 3 dni temu(nie jakimś sidoluxem,czy innym prontem ) po którym w ciągu tych trzech dni nikt nie chodził. Stare drewno wciąga pastę jak gąbka i tworzy się specyficzny zapach , prawie identyczny jak Garage godzinę po aplikacji.
Także z tymi wkrętami to tak szybko trzeba, inaczej chłopak gotów pomyśle , że dorabiamy u kogoś jako konserwator powierzchni płaskich.
Nuty zapachowe: aldehydy Laurel, ślady nafty, nuty skórzane, zapach plastikowych kwiatów, octan wetiweru, chińskie drzewo cedrowe
27.07.2010
Laboratorio Olfattivo -słów kilka o Alkemi,Daimiris,Alambar i Cozumel
Obnażyłam te włoskie cuda ,wszystkie na raz i pora aby wspomnieć o nich choć po parę słów, zanim się rozstaniemy na zawsze.
Trzeba przyznać im jedno, pośród ogromu trudnego do ogarnięcia przeróżnych woni które w moim odczuciu w pewnym stopniu zaczynają się powtarzać, mniej lub bardziej przypominać jakiś inny wcześniej poznany -twórcom zapachów Laboratorio Olfattivo udało się stworzyć coś czego nie było.
Alambar
Moim zdaniem najciekawszy. Ambrowy , ciepły i bogaty. W pierwszej chwili intensywność ambry lekko mnie zamroczyła, następnie rozpełzła się dookoła tracąc na intensywności a zyskując na urodzie Próbuję wczuć się co też w Alambarze piszczy, puszczam sobie wodze fantazji : wiejska spiżarnia uczyniona z kawałka sieni a w niej brytfanny przestygniętej szarlotki umiarkowanie słodkiej , z umiarkowaną ilością jabłek i umiarkowaną ilością cynamonu.
Ale nie szarlotka odzwierciedla zapach a powietrze w chłodnej spiżarni , gdzie od podłogi ciągnie chłodem po nogach, gdzie pachnie starymi rozeschłymi deskami prowadzącymi na strych, pokrytymi z lekka kurzem w miejscach gdzie stopa nie sięga, gdzie na każdego intruza spogląda z rogu pająk siedzący na pokaźnej pajęczynie a na drewnianych półkach stoją kamienne naczynia.
I Alambar pachnie mi taką właśnie spiżarnią ze szarlotką .To wyobrażenie jest mocno zaskakujące bo mani mi się obraz nader skromny i prosty, obraz właściwie prymitywnego na dzisiejsze czasy pomieszczenia i zapach placka,nie masowej szarlotki z 30 dekami proszku do pieczenia, cukru waniliowego i byle jakiej mąki za 20 zł/ kg, ale ciasta zrobionego z sercem , z jaj od kur biegających po podwórku , mąki z wora w sieni, masła ukręconego z mleka, z porannego udoju.Takie ciasto pachnie i smakuje inaczej, tymczasem Alambar pachnie niezwykle bogato, upojnie wręcz.Widać naprawdę piękno tkwi w prostocie.
Nuty: ambra, cynamon, kakao, bergamota, wanilia
Alkemi
Z Alkemi sprawa jest bardziej skomplikowana.Śliwkowo-paczulowe jest...ale, żeby nie było tak całkiem sztywno....mógłby się nazywać marzenie konesera....trunków,to na pewno tylko tak się zastanawiam-bo ja koneserem nie jestem czy czuję brandy,czy orzechówkę domowej roboty czy też może jednak śliwowicę. A może rum?
Zapach kołysze się i migoce jak alkohol w odstawionej przed momentem szklance, roztaczając wokół piękny, ostry zapach , który wydaje się zmieniać z minuty na minutę. I tak raz jest to paczula a za chwilę słodkie ylang ylang,w końcu zdaje się przeważać mirra i cedr.
A gdy koneser zaczyna trzeźwieć czytaj: gdy się zapach na nadgarstku pięknie uleży zaczyna się objawiać waniliowo-drewniana miękkość no i ambra-na końcu o dziwo ;)
Nuty: ylang-ylang, ambra, olibanum, paczula, mirra, drzewo cedrowe, drzewo kaszmirowe, wanilia, drzewo sandałowe
Daimiris
Tak mi smutno...chciałam alby Daimiris był cieplutki i miło zamszowy i kurczę ...nie jest, to raczej świeżo garbowana zesztywniała z zimna skóra w towarzystwie irysów. I Irysy mnie zawiodły. Są smętne jak uwiędnięta wiącha rzucona na wybejcowaną połyskliwą trumnę. Mnie nawet brak słów aby go opisać tak jestem rozczarowana, toż z całej czwórki w nim pokładałam największe nadzieje , no i masz babo, swoją intuicję :/ Mnie się on kojarzy z jednym , lekko makabrycznym obrazem...pogrzeb kogoś z Ochnika podczas wielkiej ulewy.Ot!
Tłumy zlanych deszczem skórzanych kurtek i płaszczy....ech nieważne ...
PS. Niech wszyscy pracownicy i udziałowcy spółki Ochnik żyją jak najdłużej!
Nuty: zamsz, skóra, irys, ambra
Cozumel
Wyczytałam (nie będę udawać że wiedziałam) , iż Cozumel to nazwa wyspy w Meksyku na której jako pierwsi zamieszkali Majowie i chyba właśnie życiem Majów inspirowany był ten zapach.
Cozumel jest zmienny jak stan magazynu w sklepie w Prl. (lubię takie porównania) .W jednej chwili maksymalnie zielono bazyliowy , w drugiej waniliowo słodki. Pachnie łysawym upalonym tatuśkiem, który w ramach odnawiania dawnych przyjaźni wyskoczył na imprezę w stylu lat 70- tych. I się przeliczył. Trochę dziwny jest, dymny, trochę gorzki, trochę słodki, trochę ambrowy, trochę drzewny i trochę kadzidlany...W jednej chwili zachwyca a w drugiej odrzuca...
A na koniec staje się tak słodko-drzewny, że aż łupie w zębach. Mnie otumania dusi i ogłupia, mam wrażenie że albo zaraz usnę albo zwymiotuję,abo przelecę się naked dookoła osiedla. Tylko nie wiem, czy będę mogła wybrać co się stanie czy stanie się to poza moją wolą i zadecyduje jakaś siła wyższa.
Chciałoby się więcej drzewa sandałowego, bo jest ładne, ale więcej ni ma...
Nuty: tytoń, konopie, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, bazylia, bergamota, olibanum, ambra, bób tonka
ps.
a Alambar to nazwa restauracji w Strasburgu ;p
Trzeba przyznać im jedno, pośród ogromu trudnego do ogarnięcia przeróżnych woni które w moim odczuciu w pewnym stopniu zaczynają się powtarzać, mniej lub bardziej przypominać jakiś inny wcześniej poznany -twórcom zapachów Laboratorio Olfattivo udało się stworzyć coś czego nie było.
Alambar
Moim zdaniem najciekawszy. Ambrowy , ciepły i bogaty. W pierwszej chwili intensywność ambry lekko mnie zamroczyła, następnie rozpełzła się dookoła tracąc na intensywności a zyskując na urodzie Próbuję wczuć się co też w Alambarze piszczy, puszczam sobie wodze fantazji : wiejska spiżarnia uczyniona z kawałka sieni a w niej brytfanny przestygniętej szarlotki umiarkowanie słodkiej , z umiarkowaną ilością jabłek i umiarkowaną ilością cynamonu.
Ale nie szarlotka odzwierciedla zapach a powietrze w chłodnej spiżarni , gdzie od podłogi ciągnie chłodem po nogach, gdzie pachnie starymi rozeschłymi deskami prowadzącymi na strych, pokrytymi z lekka kurzem w miejscach gdzie stopa nie sięga, gdzie na każdego intruza spogląda z rogu pająk siedzący na pokaźnej pajęczynie a na drewnianych półkach stoją kamienne naczynia.
I Alambar pachnie mi taką właśnie spiżarnią ze szarlotką .To wyobrażenie jest mocno zaskakujące bo mani mi się obraz nader skromny i prosty, obraz właściwie prymitywnego na dzisiejsze czasy pomieszczenia i zapach placka,nie masowej szarlotki z 30 dekami proszku do pieczenia, cukru waniliowego i byle jakiej mąki za 20 zł/ kg, ale ciasta zrobionego z sercem , z jaj od kur biegających po podwórku , mąki z wora w sieni, masła ukręconego z mleka, z porannego udoju.Takie ciasto pachnie i smakuje inaczej, tymczasem Alambar pachnie niezwykle bogato, upojnie wręcz.Widać naprawdę piękno tkwi w prostocie.
Nuty: ambra, cynamon, kakao, bergamota, wanilia
Alkemi
Z Alkemi sprawa jest bardziej skomplikowana.Śliwkowo-paczulowe jest...ale, żeby nie było tak całkiem sztywno....mógłby się nazywać marzenie konesera....trunków,to na pewno tylko tak się zastanawiam-bo ja koneserem nie jestem czy czuję brandy,czy orzechówkę domowej roboty czy też może jednak śliwowicę. A może rum?
Zapach kołysze się i migoce jak alkohol w odstawionej przed momentem szklance, roztaczając wokół piękny, ostry zapach , który wydaje się zmieniać z minuty na minutę. I tak raz jest to paczula a za chwilę słodkie ylang ylang,w końcu zdaje się przeważać mirra i cedr.
A gdy koneser zaczyna trzeźwieć czytaj: gdy się zapach na nadgarstku pięknie uleży zaczyna się objawiać waniliowo-drewniana miękkość no i ambra-na końcu o dziwo ;)
Nuty: ylang-ylang, ambra, olibanum, paczula, mirra, drzewo cedrowe, drzewo kaszmirowe, wanilia, drzewo sandałowe
Daimiris
Tak mi smutno...chciałam alby Daimiris był cieplutki i miło zamszowy i kurczę ...nie jest, to raczej świeżo garbowana zesztywniała z zimna skóra w towarzystwie irysów. I Irysy mnie zawiodły. Są smętne jak uwiędnięta wiącha rzucona na wybejcowaną połyskliwą trumnę. Mnie nawet brak słów aby go opisać tak jestem rozczarowana, toż z całej czwórki w nim pokładałam największe nadzieje , no i masz babo, swoją intuicję :/ Mnie się on kojarzy z jednym , lekko makabrycznym obrazem...pogrzeb kogoś z Ochnika podczas wielkiej ulewy.Ot!
Tłumy zlanych deszczem skórzanych kurtek i płaszczy....ech nieważne ...
PS. Niech wszyscy pracownicy i udziałowcy spółki Ochnik żyją jak najdłużej!
Nuty: zamsz, skóra, irys, ambra
Cozumel
Wyczytałam (nie będę udawać że wiedziałam) , iż Cozumel to nazwa wyspy w Meksyku na której jako pierwsi zamieszkali Majowie i chyba właśnie życiem Majów inspirowany był ten zapach.
Cozumel jest zmienny jak stan magazynu w sklepie w Prl. (lubię takie porównania) .W jednej chwili maksymalnie zielono bazyliowy , w drugiej waniliowo słodki. Pachnie łysawym upalonym tatuśkiem, który w ramach odnawiania dawnych przyjaźni wyskoczył na imprezę w stylu lat 70- tych. I się przeliczył. Trochę dziwny jest, dymny, trochę gorzki, trochę słodki, trochę ambrowy, trochę drzewny i trochę kadzidlany...W jednej chwili zachwyca a w drugiej odrzuca...
A na koniec staje się tak słodko-drzewny, że aż łupie w zębach. Mnie otumania dusi i ogłupia, mam wrażenie że albo zaraz usnę albo zwymiotuję,abo przelecę się naked dookoła osiedla. Tylko nie wiem, czy będę mogła wybrać co się stanie czy stanie się to poza moją wolą i zadecyduje jakaś siła wyższa.
Chciałoby się więcej drzewa sandałowego, bo jest ładne, ale więcej ni ma...
Nuty: tytoń, konopie, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, bazylia, bergamota, olibanum, ambra, bób tonka
ps.
a Alambar to nazwa restauracji w Strasburgu ;p
15.07.2010
Frederic Malle,French Lover
Zawahałam się nad tym postem...nadal zresztą się waham, zwykle piszę to co czuję, tutaj mam trochę mieszane uczucia, bo za szczerość mogę zostać skazana na banicję z kręgu wąchających, czujących, tych co znają ,uwielbiają.
Ale niech tam...nie będę się silić na nic ponad to co nos mój wyczuł. Wybaczta ludzie.
Wiele się spodziewałam po tym zapachu, że omdleję z zachwytu, że zachłysnę się zapachem i popadnę w totalny odlot po wsze czasy, że ma bielizna postanowi spotkać się z podłogą, no bo czegóż innego mogłam się spodziewać naczytawszy się iż prawdziwy zeń francuski kochanek, że oszałamiający, że wspaniały ,oczyma wyobraźni widziałam wiele zaślinionych dziewczęcych lic i męskich podekscytowanych możliwością posiadania pachnącego cuda o taaakiej mocy.Niczym hiszpańska mucha.....
No i mam... pijanego Victrixa -jakkolwiek to brzmi.
Przede wszystkim czuję ziele angielskie i wetiwer, no i cedru trochę. A kadzidło gdzie? Ni ma. Zapach zmienia się jak w kalejdoskopie, do samego końca: na zmianę czuję zieleń i żywicę i wydartą z wilgotnej ziemi wiąchę młodej , dorodnej marchewy.
Zapach w sumie jest interesujący, surowo męski, szorstki , można nawet się pokusić o stwierdzenie, że pasuje do nieokrzesanego łamacza niewieścich serc....tylko ...dziś nikt nie mówi o kobitach " niewiasty" a nazwa French Lover mnie pasuje bardziej bo upudrowanego, wyfiokowanego marnej postury paniczyka w atłasach ;)
Ale to French Lover pisane po angielsku więc niech będzie ;)
Jak bardzo muszę być oziębła skoro nie rusza mnie Francuski Kochanek? Czy jest On naprawdę tak piękny i tylko ja tej urody nie dostrzegam,czy może trochę działa w tym przypadku siła sugestii ?
Nie wiem, i w sumie wszystko mi jedno jak jest ...
Nuty zapachowe: cedr, wetiwer, florencki irys, ziele angielskie, galbanum, paczula, kadzidło i piżmo.
Ale niech tam...nie będę się silić na nic ponad to co nos mój wyczuł. Wybaczta ludzie.
Wiele się spodziewałam po tym zapachu, że omdleję z zachwytu, że zachłysnę się zapachem i popadnę w totalny odlot po wsze czasy, że ma bielizna postanowi spotkać się z podłogą, no bo czegóż innego mogłam się spodziewać naczytawszy się iż prawdziwy zeń francuski kochanek, że oszałamiający, że wspaniały ,oczyma wyobraźni widziałam wiele zaślinionych dziewczęcych lic i męskich podekscytowanych możliwością posiadania pachnącego cuda o taaakiej mocy.Niczym hiszpańska mucha.....
No i mam... pijanego Victrixa -jakkolwiek to brzmi.
Przede wszystkim czuję ziele angielskie i wetiwer, no i cedru trochę. A kadzidło gdzie? Ni ma. Zapach zmienia się jak w kalejdoskopie, do samego końca: na zmianę czuję zieleń i żywicę i wydartą z wilgotnej ziemi wiąchę młodej , dorodnej marchewy.
Zapach w sumie jest interesujący, surowo męski, szorstki , można nawet się pokusić o stwierdzenie, że pasuje do nieokrzesanego łamacza niewieścich serc....tylko ...dziś nikt nie mówi o kobitach " niewiasty" a nazwa French Lover mnie pasuje bardziej bo upudrowanego, wyfiokowanego marnej postury paniczyka w atłasach ;)
Ale to French Lover pisane po angielsku więc niech będzie ;)
Jak bardzo muszę być oziębła skoro nie rusza mnie Francuski Kochanek? Czy jest On naprawdę tak piękny i tylko ja tej urody nie dostrzegam,czy może trochę działa w tym przypadku siła sugestii ?
Nie wiem, i w sumie wszystko mi jedno jak jest ...
Nuty zapachowe: cedr, wetiwer, florencki irys, ziele angielskie, galbanum, paczula, kadzidło i piżmo.
10.07.2010
Comme des Garcons,Wonderwood
Z braku laku dobry i Wonderwood, ale laku nie brakuje więc...
Drzewny jest faktycznie, zgodnie z zapowiedziami i ciekawa jestem czy pewna znajoma poszukiwaczka drzewności absolutnej odnajdzie w nim swojego graala ;)
Zerkając na nuty ciśnie się na usta stwierdzenie: no drzewnie jak cholera a tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej...
otóż widzę ja Emila ( pamiętacie Emila który ciągle strugał w drewnie? ) , Emil siedzi sobie w drewutni na poszarzałym pniaczku, otoczony różnej odmiany i wielkości pniaczkami ( przyjmijmy że Emil ma nawet te najbardziej egzotyczne), kawałkami desek , pod jego nogami rośnie kupka strużyn świeżego i pachnącego drewna. Ale ja Emila widzę jedynie przez szczeliny między deskami, zaglądam do drewutni jednym tylko okiem..I to drewno mogę powąchać wciskając dosłownie nos między dwie deski, szczelina jest wąska, nos ściśnięty, choć wdycham zapach najgłębiej jak się da to czuję tylko połowę tego co mogłabym wywąchać, tego co spodziewałam się wywąchać....i czuję niedosyt jakiś. Najchętniej wdarła bym się do Emilowej drewutni i rzuciła się w te deski, pniaczki i drzewne wióry.
Kiedy Emil się zmęczy, wyjmuje z kieszeni spodni kilka sztuk muszkatołowej gałki i przerzuca je między palcami a że czort z niego, to ściera scyzorykiem gałkę i posypuje nieduże kawałki drewna . A potem niesie mamusi,do pieca...
I tą gałkę czuję mocniej mino ściśniętego nosa...
Na ciele żywym w Wonderwoodzie dosyć dobrze wyczuwalna jest bergamota na nieżywej odzieży-ani odrobiny.
Najciekawsze zjawisko to cristalon, jedyne znane mi coś o tej nazwie to nawóz z mikroelementami ale nie spodziewam się , aby do perfum dodano nawozu dla roślin, no chyba żeby wzmóc intensywność zapachu drewna a jeśli tak to skutku to nie przyniosło ;p
A jeśli to coś innego to...ktoś wie???
Poza wszystkim Wonderwood nie jest w moim odczuciu jakimś innowacyjnym zapachem, mało w nim obiecywanej magii, znowu mam wrażenie, że to już było... i jeśli to co było w CdG będzie wracać w dalszym ciągu to kupując zapach CdG można będzie powiedzieć do sprzedawcy: cokolwiek oprócz tych kilku(i tu wymienić serię 5,6,7 czy co tam sobie ktoś uważa...)
Dobra,pojechałam może mało elegancko- to z upału pewnie.Kończąc ten mętny wywód...Wonderwood nie jest brzydkim zapachem, ale mało cukru w tym cukrze...;)
Nuty zapachowe: pieprz, bergamota, olibanum, gałka muszkatołowa, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, drzewo cedrowe, kminek, aoud, wetiwer, drzewo sandałowe, cristalon
cóż to ten cristalon?
Drzewny jest faktycznie, zgodnie z zapowiedziami i ciekawa jestem czy pewna znajoma poszukiwaczka drzewności absolutnej odnajdzie w nim swojego graala ;)
Zerkając na nuty ciśnie się na usta stwierdzenie: no drzewnie jak cholera a tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej...
otóż widzę ja Emila ( pamiętacie Emila który ciągle strugał w drewnie? ) , Emil siedzi sobie w drewutni na poszarzałym pniaczku, otoczony różnej odmiany i wielkości pniaczkami ( przyjmijmy że Emil ma nawet te najbardziej egzotyczne), kawałkami desek , pod jego nogami rośnie kupka strużyn świeżego i pachnącego drewna. Ale ja Emila widzę jedynie przez szczeliny między deskami, zaglądam do drewutni jednym tylko okiem..I to drewno mogę powąchać wciskając dosłownie nos między dwie deski, szczelina jest wąska, nos ściśnięty, choć wdycham zapach najgłębiej jak się da to czuję tylko połowę tego co mogłabym wywąchać, tego co spodziewałam się wywąchać....i czuję niedosyt jakiś. Najchętniej wdarła bym się do Emilowej drewutni i rzuciła się w te deski, pniaczki i drzewne wióry.
Kiedy Emil się zmęczy, wyjmuje z kieszeni spodni kilka sztuk muszkatołowej gałki i przerzuca je między palcami a że czort z niego, to ściera scyzorykiem gałkę i posypuje nieduże kawałki drewna . A potem niesie mamusi,do pieca...
I tą gałkę czuję mocniej mino ściśniętego nosa...
Na ciele żywym w Wonderwoodzie dosyć dobrze wyczuwalna jest bergamota na nieżywej odzieży-ani odrobiny.
Najciekawsze zjawisko to cristalon, jedyne znane mi coś o tej nazwie to nawóz z mikroelementami ale nie spodziewam się , aby do perfum dodano nawozu dla roślin, no chyba żeby wzmóc intensywność zapachu drewna a jeśli tak to skutku to nie przyniosło ;p
A jeśli to coś innego to...ktoś wie???
Poza wszystkim Wonderwood nie jest w moim odczuciu jakimś innowacyjnym zapachem, mało w nim obiecywanej magii, znowu mam wrażenie, że to już było... i jeśli to co było w CdG będzie wracać w dalszym ciągu to kupując zapach CdG można będzie powiedzieć do sprzedawcy: cokolwiek oprócz tych kilku(i tu wymienić serię 5,6,7 czy co tam sobie ktoś uważa...)
Dobra,pojechałam może mało elegancko- to z upału pewnie.Kończąc ten mętny wywód...Wonderwood nie jest brzydkim zapachem, ale mało cukru w tym cukrze...;)
Nuty zapachowe: pieprz, bergamota, olibanum, gałka muszkatołowa, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, drzewo cedrowe, kminek, aoud, wetiwer, drzewo sandałowe, cristalon
cóż to ten cristalon?
6.07.2010
Serge Lutens,Daim Blond
Dzisiaj umyśliłam sobie coś znacznie przyjemniejszego dla mojego nosa- Daim Blond. Jak może pachnieć zamsz? Trudno to sobie wyobrazić jeśli się nie powąchało...a zielony, gorzki zamsz? to już w ogóle niemożliwa niemożliwość...tymczasem ja tak właśnie czuję. Cierpki, zielony gładki i szorstki,, niezwykle narkotycznie wręcz pociągający...
Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka ani pojąć dlaczego tak się dzieje, trudno uznać wdychając ten boski zapach, że to pachną perfumy. Taki z niego oryginał.
Cierpkość w Daim Blond przypomina mi zieloną skórkę orzecha włoskiego, albo jeszcze mokrawą od tej skórki łupinę , trochę też przypomina gorzki rumianek , no i głóg czuję....jak pięknie czuć głóg gdzieś indziej niż na krzewince :) Ma dosłownie odrobinkę , niemal niezauważalną ociupinę słodyczy, którą pewnie daje mu irys natomiast mnie bardziej kojarzy się z obdartą z kory giętką wierzbową witką. Obdzieraliście kiedyś? Ja ciągle ;)
W moim odczuciu jest to zapach absolutnie wytrawny i to jest intrygujące.. bo z jednej strony jest surowy nieprzystępny i...dziwny a z drugiej tak tajemniczy przytulny i zmysłowy że chce się być jak najbliżej niego...i czuć go , czuć bez końca.
No i pięknie, bo jest niezwykle trwały. Nie znam jeszcze wszystkich ale może to dlatego, że pochodzi z czarnej kolekcji "Eaux de Parfum Haute Concentration" .....
Choć bywa niekiedy, że concentration jest słowem jeno i nijak się ma do intensywności, stężenia i mocy...
Nuty zapachowe: głóg, cejloński kardamon, irys, pestki moreli, piżmo, heliotrop, skóra
Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka ani pojąć dlaczego tak się dzieje, trudno uznać wdychając ten boski zapach, że to pachną perfumy. Taki z niego oryginał.
Cierpkość w Daim Blond przypomina mi zieloną skórkę orzecha włoskiego, albo jeszcze mokrawą od tej skórki łupinę , trochę też przypomina gorzki rumianek , no i głóg czuję....jak pięknie czuć głóg gdzieś indziej niż na krzewince :) Ma dosłownie odrobinkę , niemal niezauważalną ociupinę słodyczy, którą pewnie daje mu irys natomiast mnie bardziej kojarzy się z obdartą z kory giętką wierzbową witką. Obdzieraliście kiedyś? Ja ciągle ;)
W moim odczuciu jest to zapach absolutnie wytrawny i to jest intrygujące.. bo z jednej strony jest surowy nieprzystępny i...dziwny a z drugiej tak tajemniczy przytulny i zmysłowy że chce się być jak najbliżej niego...i czuć go , czuć bez końca.
No i pięknie, bo jest niezwykle trwały. Nie znam jeszcze wszystkich ale może to dlatego, że pochodzi z czarnej kolekcji "Eaux de Parfum Haute Concentration" .....
Choć bywa niekiedy, że concentration jest słowem jeno i nijak się ma do intensywności, stężenia i mocy...
Nuty zapachowe: głóg, cejloński kardamon, irys, pestki moreli, piżmo, heliotrop, skóra
Subskrybuj:
Posty (Atom)








