23.05.2011

Prada, Infusion de Rose

Myślałam ja sobie że jeżeli latem tak bardzo lubię Infusion d'Iris to pewnikiem polubię i różaną wersję Prady, pomimo tego, że różane zapachy jakoś poruszyć mną nie chcą. Takoż się stało że i ta róża nie przypadła mi do gustu . Owszem, zapach przyjemny, ot tak powąchać sobie z nadgarstka, ale próby użycia globalnego zakończyły się mdłościami.
Infusion de Rose jest w podobnym klimacie do Irysowej , jest podobna pudrowość, jest wrażenie czystości , wszystko jest. Bardziej jednak rozwodnione i mdławo słodkie. Róża grzeje się na skórze i po jakimś czasie odnoszę wrażenie jakoby przymdlała trochę od nadmiaru słońca, a słodycz staje się nużąco cukierkowa, jak zgnieciony w torebce pączek.  W opisie nut widnieje róża turecka, bułgarska i cholibka wie jaka jeszcze ... ja się na bułgarskim różach nie znam, na tureckich tym bardziej , mnie pachnie zwyczajną pnącą różową różą z ogródka babci. Podobną zapachem różę poczuć można w English Rose marki Yardley. No i bądź człowiecze mądry i wyczaj, jakiej  też jest narodowości ;)
Dla mnie , kompletnego laika w temacie kwiatów róże dzielą się na te z kwiaciarni , proste eleganckie i smętne i radosne maksymalnie kujące róże z ogródka, potem ogródkowe dzielą się na takie które rosną bardziej wzwyż i mają pełne kwiecie i na te bardziej wszerz z kwiatami nieco uboższymi za to piękniej pachnące. Normalnie jak z ludźmi;)
Wracając do Infusion de Rose, polecam testy oczywiście, ale jeśli ktokolwiek spodziewa się  złożoności i mnogości doznań -może się troszkę rozczarować. Mnie nie było dane poczuć ani odrobiny miodu ani ostrokrzewu ani nawet smużki mięty. Być może gdyby zapach był trwalszy udałoby mi się wywąchać coś więcej , tymczasem minęło 2 godziny,  ledwo skończyłam zajmować się różą , cała woń rozeszła się nie wiadomo gdzie i tyle.

Nuty:
mandarynka, miód,róża bułgarska, róża turecka, ostrokrzew, mięta, mandarynka.

17.05.2011

Made in Italy, Rome

Rome miało być straszne  ze względu na cedr którym ostatnimi czasy niemalże się podtrułam, czaiłam się dobrą chwilę nim powąchałam a potem czaiłam się miesiąc aby skrobnąć słów kilka i zapachu tego nie ukrzywdzić.
I będę się starała tego nie zrobić bo zapach w moim odczuciu wyborny aczkolwiek mi kojarzy się z czymś co u wielbicieli  i znawców perfumowych kadzideł wielkiej sympatii nie zyskało, ale o tym na koniec, czyli właściwie za chwilunię ;)
Rome jest zapachem wietrznym i świetlistym , nie jest  perfumami , nie jest wodą perfumowaną,  jest smugą zapachu, silną i intensywną a jednocześnie lekką nie przyduszającą swoją mocą.  Nic nie skrzypi i nie chrzęści, jest gładko ale nie nudno. Spod paczulowo-cedrowej poduchy , wymykają się nutki cytrusów i bergamotki , zgrabnie mieszają się z kadzidłem i żywicą, a osładza  je  pudrowy irys.  Tak to u mnie/na mnie wygląda. 
Ponieważ alkoholu nie stwierdzono pokuszę się a maluśki obrazek:
Piękna wsi spokojna.... w  piwniczce pod kościołem siedzi "w kucki" słodki brzdąc, powiedzmy- dziecię organisty, dłubie uszarpanym gdzieś patyczkiem po udeptanym klepisku po czym przychodzi mu do głowy myśl jakaś i postanawia wybiec na dwór, w sieni chwyta w małe łapki starą księżą szatę i pędzi przez ogród ciągnąc ją po równiutkich rabatach ku nowej przygodzie...
A Rome silnie przypomina mi Incense  M. Williamsona , gdyby tylko odebrać Rome tę odrobinę słodyczy.... ;))


Nuty: bergamotka, mandarynka, irys, elemi, rum, cedr, wetiwer, paczula, olibanum

25.03.2011

Sonoma Scent Studio, Sienna Musk



      Długo zabierałam się do tego aby napisać o moim najulubieńszym zapachu Sonoma...dziś w końcu nadszedł ten dzień, od rana odurzam się Sienną i jakoś brak mi słów aby odpowiednio wyrazić swój zachwyt.
Miałam zastosować pewien trik, określający mój odbiór tego zapachu , a jak wiadomo czytelnikom tego bloga jestem raczej oszczędna w słowach, i to nawet mogłoby przejść, tylko cóż z tego, czy na ten przykład zaśliniona emotka byłaby w stanie przekazać coś więcej ponad to, że mam ślinotok?  Wątpię.
I piszę. Krótko, no bo jakżeby inaczej...
 Sienna jest piżmowo - drzewna, nienachalna ale i nielicha. Drewno jest intensywnie wyczuwalne od użycia aż do mycia, że się tak pseudo-poetycko wyrażę.
Pachnie słodko  pomimo dosyć "ostrego" doboru składników. Początkowo wydaje się być gęsta i zawiesista, gdybym miała przywołać obraz tego zapachu to byłby to lejący się obficie z wielkiego słoja miód gryczany, ciemny, błyszczący i powodujący wzmożoną pracę ślinianek;)
Przytula się piżmem i łaskocze delikatną słodyczą, a potem ( bo wiadomo że długotrwałe łaskotanie, nawet najmilsze powoduje ból) subtelnie drapie aromatycznym kardamonem.I uniseksuje  zapach śmierdzącym cedrem ;D
O dziwo wydaje się jakby w składzie występowało również kadzidło, kropla czarnej atramentowej mroczności ulanej z Ambre Noir, byłaby podobna do tej z Black Cashmere  gdyby nie była słodka.
U schyłku zapach troszkę się zmienia, stając się odrobinę staro-apteczny, i pachnie fornirowanym wiekowym drewnem. Co oczywiście absolutnie nie umniejsza urody tego zapachu.
Cudo, cudo Drodzy Państwo;)




Nuty zapachowe: piżmo, drzewo sandałowe, gałka muszkatołowa, goździki, mandarynka,kardamon, imbir, cedr, cyprys


PS. lubię używać słów które w słowniku nie istnieją i robię to celowo, z j. polskiego miałam całkiem dobre oceny ale nauczyciel mnie  trochę nie lubił bom była pyskata.

*zdjęcie pochodzi ze strony : http://www.sonomascentstudio.com

4.03.2011

Custo Barcelona ,Pure Custo Woman, Pure Custo Man

Chcąc zapoznać się trochę z marką Custo Barcelona, obejrzałam ich najnowszą kolekcję . I rozumiem. Zapachy idealnie ją odzwierciedlają . O ile dotąd nierzadko cięzko było mi zrozumieć reklamę niektórych perfum o tyle tutaj nie miałam z tym problemu ,   wszystko jest jasne i oczywiste -reklama mówi o zapachu tak dużo że właściwie już na jej podstawie może zapaść decyzja: -kupię,albo- nie kupię.



           Feria soczystych ,energetycznych barw każe sądzić że zapach jest radosny i pełen optymizmu. I tak jest.
Nie ma konkretnej osoby do której skierowany jest zapach ale moim zdaniem skierowany jest do ludzi młodych, pełnych wigoru , energii i radości życia, tu nie ma miejsca na smutki, na zastanawianie się nad czymkolwiek, poczynając od sensu istnienia , poprzez wpływ topnienia lodowców na rosnące ceny cukru w Polsce , kończąc na nutach zawartych w Pure. Nosisz to i cieszysz się życiem.
 Dopełnieniem charakteru obydwu zapachów są śmieszne, wesołe kubraczki upstrzone graficznymi wzorami.
Nie są skomplikowane bo nie mogą takie być. Mają oddawać ducha młodości i moim zdaniem oddają .     
        Wersja dla kobiet  serwuje od samego  początku ogrom  soczystych owoców  w połączeniu z szałwią i bergamotką. Tuż za nimi podąża solidna ilość słodkiego kwiecia z podkręcającym imprezę pieprzem i imbirem , cała zabawa kończy się  delikatną nutą drewna z piżmem i wanilią.
Słowem -power zapach.
Nie dla mnie niestety, bo to już ani  wieku ani lat ani energii po temu, ale wśród młodszych członów rodziny znalazł uradowaną fankę:)
        Wersja męska pozbawiona jest słodyczy ale rozpoczyna się podobnym natężeniem świeżości, którą łagodzi olejek neroli a ambra i cedr dodają jej głębi. Początkowo zapach wydaje się nie mniej szalony niż wersja damska , jednak z upływem czasu  zapach "poważnieje" ujawniając delikatną smużkę kadzidła  i moją ulubioną, niepozorną a jakże urokliwą fasolkę tonka;)  Męskości dodają zaś trwające do końca paczula i piżmo
U mnie w domu spodobał się wielbicielowi Platinum Egoiste ;)
A i mnie zdecydowanie bardziej podoba się wersja męska.



Nuty:
Pure Custo Barcelona Woman- szałwia , bergmotka, cytryna, imbir, pieprz, fiołek, owoce, piżmo, wanilia, drewno.
Pure Custo Barcelona-ambra, cedr,  neroli, cytryna, bergamotka, kwiaty, kadzidło, paczula, fasola tonka , piżmo.

26.02.2011

Etro Sandalo edc

Dziś wreszcie doszłam do wniosku że poza kilkoma najukochańszymi zapachami które zawsze nosi się z taką samą przyjemnością cała reszta, również te lubiane-może trochę mniej , muszą mieć swój dzień. Jeśli nie mają no to choćby nie wiem co-to nic.
Po prostu -nic.
Refleksja ta mało odkrywcza nadeszła pod wpływem Etro Sandało, niebrzydkiego przecież...
Pierwsze minuty z Sandało  to była różana katorga, serio , jakby usiąść na kolczastej krzewince gołym zadkiem i próbować samą siebie przekonać że to kurczę może być przyjemne. Posiedziałam, przeczekałam i róża uszła. Miast niej wylazło na pierwszy plan przyjemne dla nosa mokre, pachnące, leciutko słodkawe drewno, które w chwilę później straciło słodycz i dało się wypchnąć na drugi plan cedrowi. I znów poczułam się jakbym siedziała na kolcach. Ale nic to. Zmienia się , a jeśli się zmienia to czekam co też będzie dalej...Zapach kameleon ,mimo prostej i konkretnej nazwy.
I tak  Sandał mojemu nosku zrobił niespodziankę. Staliście kiedyś  pod włoskim orzechem podczas deszczu? Tak mi zapachniał Sandalo. Ładnie i przyjemnie. Znów jednak była to krótka chwila, zapach orzecha uleciał niczym piórko popchnięte podmuchem wiatru i objawił się sandał właściwy  owinięty puchatą kołderką ambry i piżma, muśnięty piwniczką, czyli paczulą  ;)   Potrwało to dłużej niż wszystko przedtem i znikło. Bo choć Sandalo w gruncie rzeczy całkiem urodziwe to niestety strasznie ulotne.

Nuty: róża, gorzka pomarańcza, cytryna, cedr, paczula, sandałowiec,piżmo, ambra.

niektóre źródła podają iż Sandalo to edt inne że edc- nie wiem czy to błąd czy są dwie wersje....

Dziś miało być a Amouage Jubilation-ale zaginęła mi gdzieś fiolka :( Pomarańczka Lutensowa też zaginęła-podejrzewam koty:/

10.02.2011

Serge Lutens, Cuir Mauresque

Żaden z poznanych do tej pory zapachów baj Lutens nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia jak Cuir Mauresque. Jedne zachwyciły mnie na dłużej , inne na krótko, jeszcze inne przeszły bez echa  pod moim narządem węchu, ale żaden, doprawdy żaden nie wywołał we mnie ochoty na mały haft i bynajmniej nie krzyżykowy czy richelieu ;]
  Czegoś tak śmierdzącego dawno nie wąchałam. No ale może tak właśnie pachnieć ma  "mauretańska skóra"  z cytrusikiem . Rzeczywiście wyczuwam skórę, w pierwszych nanosekundach dosłownie przypomina mi tą z Cuir Ottoman albo Dżinga, niestety to zbyt krótki czas a potem jest już tylko gorzej i gorzej.
 Skóra jest jakby setki razy przesiąkniętą wodą z flakonu z rozmemłanymi w niej podgnitymi liśćmi i płatkami jaśminu, mdły duszny zapach robi wrażenie brudnego i nieświeżego. Do tego wszystkiego piżmo i pomarańczowe kwiecie i niezidentyfikowana spalenizna. Wszystko to  intensywne i duszące.  Coś jakby rządek zapomnianych toitoiów  po imprezie plenerowej. Mam same paskudne skojarzenia , niestety.
 Pachnie czymś starym i smutnym, przygnębia, mnie się kojarzy z przemijaniem, starzeniem...Boję się powtórzyć, że nazwano go "prawdziwie arabskim" na Fragrantice.  Wiem, że orient może pachnieć ładniej, dużo ładniej...  No i ma w składzie cywet i cedr a to już 50 procent szans na to że mi się nie spodoba.  Biorąc pod uwagę to i powyższy ogrom doznań  to musiała być porażka.
 Gdy już mnie porządnie zmęczył i przyczynił się nadmiernej mimiki powodującej paskudne, ponure zmarchy czyli o dziwo po paru ładnych godzinach  ułożył się w coś co jest charakterystyczne dla wielu ( bo nie znam wszystkich) Lutków. A mnie to coś po roku  chyba zachwytów zaczęło potwornie męczyć. Więc  na koniec mogę powiedzieć, że  w przypadku Cuir Mauresque powiedzenie : "nieważne jak się zaczyna-ważne jak się kończy" nie jest pocieszające.
 Wierzę jednak w to, a nawet jestem prawie pewna, że na męskiej skórze mógłby pachnieć ładnie. Niestety sprawdzić nie mogę bo jedyny mężczyzna w domu uciekł powąchawszy moje kończyny, ale żeby nie było- najpierw chciał mnie ratować płynem do naczyń :]


Nuty: jaśmin przyprawy, styraks, kadzidło, piżmo, cywet, gałka muszkatołowa, drewno aloesowe,  cedr, cynamon, goździki, bursztyn, kminek, , skórki mandarynki, kwiat pomarańczy.

5.01.2011

Tous Touch

 Zupełnie mi nie znana dotąd hiszpańska, biżuteryjna marka  Tous, wydała na świat czas temu jakiś - kilkoro pachnących dzieci. I ja dziś słow kilka rzeknę o jednym z nich.
Touch. Ma nawiązywać do kolekcji biżuterii Duna, i rzeczywiście nawiązuje. Jeśli zapachowi Touch uda się zdobyć serca polskich kobiet to nie przez fakt że flakon pięknie zagra w komplecie   z obłym pierścionkiem przypominającym korek flakonu lecz dlatego, że jest to zapach który powinien się spodobać tłumom kobiet poszukujących czegoś słodkiego,owocowego  i kwiatkowego, wyrazistego acz nie bardzo nachalnego. Żeby otoczenie czuło, a nie uznało nosicielki za wyfiokowaną , męczącą pudernicę ani też za undergroundowego dziwaka.  Touch siedzi po środku-czyli się nadaje.
Touch jest bezpiecznie słodki, ciepły i aromatyczny  przez cały czas swojego trwania na mojej skórze, a przyznać trzeba że czas ten jest wyjątkowo długi , jeden psik i trwa do nieskończoności (czytaj: mycia) .
Nie dzielę go na nutki, akordy, oktawy ,metrumy czy inne takie. Jestem w stanie podzielić go na dwie porcje zapachu : bukiet białych , puchato-waniliowych kwiatów i miseczkę dżemu owocowego, który najchętniej pacnęłabym na świeżutką bułę ( z masłem ;P ). To co czuję silniej zależy od pory dnia . Rankiem -dżem , po śniadanku- kwietny ogród.
Dziś właśnie zainspirowana pewnym artykułem w jednym z poczytnych miesięczników dla Pań ( i bynajmniej i o dziwo nie chodzi o Cosmopolitan)  zastanowiłam się na chwilę nad zapachami które jak to się mówi "działają" na mężczyzn. I przyszło mi do głowy że Touch jest właśnie takim zapachem, który niewątpliwie działa.  Bezwzględnie działa ;)   Więc jeśli tym "działaniem " kierujecie się wybierając perfumy- to rada jest jedna:  Kupujcie Touch. I dajcie odpocząć producentom Euphorii ;)

Nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała że Touch oczywiście coś mi przypomina i tym czymś jest najprawdopodobniej  któraś z Escad , ale....nie pamiętam która.

Buteleczka a właściwie sam korek wygląda tak jakby ktoś od niechcenia ociosał sztabkę złota na obło, na szyi Touch , na rzemyczku wisi miś-najbardziej charakterystyczny element marki Tous.

Nuty:
migdały, wanilia, malina, miód
taitańska gardenia,osmanthus, arabski jaśmin
konwalia, lotos, frezja

3.01.2011

O Smell Bent ogólnie i hurtem

Podekscytowana zacierałam ręce w oczekiwaniu na małe buteleczki ze śmiesznymi etykietkami, zawierające w moim wyobrażeniu  niezwykłej urody niewiadomoco.
No i są. No i rzeczywiście jest to  niewiadomoco . Zawędrowałam na stronę smellbent.com,  żeby się upewnić że nie czuję tego co wedle skromnych bo skromnych ale jednak opisów czuć powinnam.
Z przykrością ale mus przyznać, że do mnie kręcioły Brenta -Smell Benta nie przemawiają jakoś...
Jednego nie można im odmówić, trwałości. Bo biorąc pod uwagę, że niektóre zapachy po godzinie zostają wątłym wspomnieniem ichniejsze 5-7 godzin to jest już coś. Gdyby jeszcze to coś zachwycało zapachem, to wyklikałabym tu ze 3 peany na ich cześć.
No więc po takich wstępnych wnioskach zebrałam sie w sobie i postanowiłam machnąć hurtem o kilku poznanych Smell-olejkach zanim się z nimi pożegnam, nie rodrabniając się na osobne posty o każdym.
Pięciowyrazowy post bowiem to byłaby przesada nawet jak na moje możliwości ;P

krótko więc:
Sexy Turtleneck -świeża buła ze sporą ilością miękkiego masła i miodem
 nuty : miękkie drewno, piżmo, tonka, żywice, masło, paczula.
Horny Little Devil-drewniany młynek z pieprzem i oderwany z drzewa żywiczny złoty strupek.
nuty: bursztyn, czarny pieprz, piżmo, cynamon.
Incensed- jeżeli TO jest kadzidło to muszę stwierdzić, że nie znałam dotąd kadzidła,dla mnie smużka wanilii i mirry, z buteleczki pachnie zupełnie inaczej , bardziej żywiczno-dymnie.
nuty: kadzidło, mirra, wanilia....
Reindeer Games- No i Reindeer jest bardziej Incensed od Incensed, fajny , żywiczny , jak herbata z własnoręcznie robionym syropem z młodych pędów sosny.
nuty: francuskie kadzidło,bergamota,topola (?),  bursztyn, daglezja zielona ( sosnowata, z modrzewiowych ;) )
Tibet ur Bottom - też  ponoć kadzidło, i to potrójne  ;> a w moim odczuciu świeżo drewno pociągnięte lakierobejcą 
nuty: galanga l(przyprawa podobna do imbiru), ironwood , i nie wiem co jeszcze....
Never Never Land - maksymalnie ambrowy, aż do umordowania , bardzo przypomina mi Alambar Laboratorio Olfattivo.
nuty: gaiac,wetiver, bursztyn, pustynna róża....
Chile Vanilli paczula,wanilia i kora cynamonu. I paczula;)
Chile może podobać się wielbicielkom Yves Rocherowej Neonatury Cocon. Ja widzę spore, niemal bliźniacze podobieństwo . Chile pozbawione jest suchości jaką czuję w Coconie no i trwałość ma o wiele lepszą.
Po jakimś czasie podobieństwo do Cocona znika ale zapach zyskujena urodzie, stając się przyjemnie ciastkowy;)
No i ostatni z poznanych Elf-Fulfilling Prophecy-chyba największa moja nadzieja.....na piernik.
Po testach okazało się że żaden tam piernik, że szarlotka z suszonych jabłek, kto czyta dziś niech sobie wyimaginuje że szarlotka ta się piekła na święta, jabłek miałyście / mieliście za mało i nadrabialiście ciastem , o! Nic z piernika, no zupełnie nic. Takie samo zaskoczenie jak w przypadku zeszłorocznej limitowanki  Gingerbread CB I Hate Perfume . Elf przypomina mi  Demeterowe Mulled Cider i jest pięć razy trwalszy.



fotka: własnoręczna
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...