Fuel to dla mnie zapach na wpół zmechanizowanego żniwiarza co to lubi i klasycznie kosą w kontakcie z naturą i sprzętem coby mu sąsiedzi nie zarzucali że nie ma. Sprzętu znaczy. Sprzęt żniwiarza ma siedzenie z pachnącej skóry, lekko wytarte ,podniszczone , gdzieś niechcący maźnięte olejem napędowym, bez zbędnych ulepszaczy. W sprzęt ów powplątywało się nieco siana zmieszanego z różnego rodzaju samosiejkami ,dodając zapachowi siana nieco delikatnej słodyczy.
A zanim stało się sianem rosło sobie w idealnych warunkach, słoneczko świeciło deszcz padał tylko wtedy gdy było to potrzebne, dzięki temu siano temu przyszłe sianko nie ściemniało , potem schło spokojnie nie męczone deszczem w umiarkowanym słońcu i było piękne złoto-beżowe .
I pachnie teraz na sprzęcie intensywnie i słodkawo, miesza się pięknie zapach pracy żniwiarza , zapach bujnego dorodnego siana i rozgrzanego promieniami słońca i pracą silnika kombajnu- pomarańczowego Bizona;) i pachnie też kombajnistą-żniwiarzem
albo w wielkim uproszczeniu -garażem, bo taki kombajn często pięknie się psuje i wymaga interwencji, gmerania, stukania i różnych takich...Z lekka czuć woń różności w stanie ciekłym i trochę stałym którymi można się przy każdym sprzęcie zmechanizowanym ubrudzić. Jakby tu bardziej obrazowo.....
ano jak taki sprzęt jedzie kręci się milion trybów i trybików,wałów nasmarowanych tłustymi maziami, żeby się pięknie kręciły i tak się kręcą i kręcą wyrzucając mikre drobiny tych mazideł we wszystkie strony co się często objawia tłustym zaczernieniem w strategicznych miejscach takich maszyn/urządzeń....
i tym też Fuel pachnie..
Marna fantazja, bo ściano kosi się zielone a zboża suche, ale tak sobie wyimaginowałam;)
Przyjmijmy więc , że na hederze/ podajniku się ostało trochę i ładnie uschło.
Stygnie silnik kombajnu i stygnie Fuel, zapominam o pachnącym sianku i skórzanym siedzeniu,
bo właśnie objawiło mi się nowe wcielenie zapachu Santa Maria Novella Nostalgia. Serio.
Brzmi obco? Nieciekawie? Nie dla mnie. Fakt, nuty nie mają nic wspólnego z tym co ja tu wypisuję, ale czyż nie jest tak że wielokrotnie zapach kojarzy nam się z czymś bliskim , albo dalekim , z osobą albo zdarzeniem...
Dla mnie jest to zapach tak znajomy i miły ,że czystą przyjemnością jest wtulać nos w nadgarstek.
A jeszcze milej byłby wtulić się w pachnącą Fuel męską szyją;)
Nuty: cytron, jałowiec, ananas, ambra, migdały, kwiat majowy, sandałowiec, lawenda, piżmo
27.05.2010
26.05.2010
Balmain,Ambre Gris
Dziś robię sobie prawdziwą przyjemność i pachnę Ambre Gris. Nie jestem pewna tego co napiszę, ale biorąc pod uwagę jak mało popularny jest to zapach i słabo dostępny chyba uznam go za niszowy. Nie jest zdominowany przez ambrę, ale to właśnie ambra rządzi , sprawiając, że zapach jest miło przytulny i otulający i taki...szlachetny. Mówi się coś takiego , że milsza ciału koszula niźli.......ale Ambre Gris jest milusim delikatnym jak mgiełka przydużym sweterkiem założonym na gołe ciało, grzeje i pieści ciało, dostarczając przyjemnych doznań.
Początkowo pachnie słodko i lekko odurzająco podejrzewam,że za sprawą tuberozy, albo nieśmiertelnika, ale pewności nie mam bo nie mam bladego pojęcia jak pachnie nieśmiertelnik, jego kwiatowość nie jest przytłaczająca-piszę o tym bo mnie zwykle zniechęca nadmiar kwiateczków w perfumach.
W nutach nie ma żadnego drewna, chyba że skamuflowane gdzie w "nutach leśnych", bo o ile niczego typowego dla lasu nie wyczuwam o tyle znajomych nut drewna czuję sporo. I jest to drewno niezwykłej urody.Poza tym mirra, sporo mirry gęstej i aromatycznej.
Chyba fajniej byłoby pisać o Ambre Gris nie próbując rozmieniać go na drobne, bez analizowania czym pachnie najpierw a czym później.Wszystkie nuty tworzą bowiem idealną ,cudnie skomponowaną całość. Mimo, że jest adresowany do kobiet, uważam , że z powodzeniem mogą go nosić panowie, no przynajmniej Ci którym wystarcza testosteronu aby być męskimi i nie mają ciśnienia alby zlewać się tylko i wyłącznie tym na czym jak byk wykaligrafowano literki: for men albo pour homme.. ;) Bardzo elegancki i oryginalny nieprzekombinowany grzecznie orientalny jest to zapach.
Gdyby można go było wszędzie powąchać, kupić to podejrzewam, że byłby niezwykle popularny.
Nie jest podobny do niczego co można dostać w sieciowych perfumeriach. chciałam jeszcze napisać , że nie rozumiem czemu go tam nie ma, ale w zasadzie rozumiem,więc nie napiszę.
Doszłam do wniosku, iż łatwiej pisać mi o tych zapachach, które podobają mi się mniej...albo wcale nawet.
Nuty zapachowe:cynamon, czerwona jagoda, mirra, nieśmiertelnik, tuberoza, nuty leśne, piżmo, styraks, ambra
Początkowo pachnie słodko i lekko odurzająco podejrzewam,że za sprawą tuberozy, albo nieśmiertelnika, ale pewności nie mam bo nie mam bladego pojęcia jak pachnie nieśmiertelnik, jego kwiatowość nie jest przytłaczająca-piszę o tym bo mnie zwykle zniechęca nadmiar kwiateczków w perfumach.
W nutach nie ma żadnego drewna, chyba że skamuflowane gdzie w "nutach leśnych", bo o ile niczego typowego dla lasu nie wyczuwam o tyle znajomych nut drewna czuję sporo. I jest to drewno niezwykłej urody.Poza tym mirra, sporo mirry gęstej i aromatycznej.
Chyba fajniej byłoby pisać o Ambre Gris nie próbując rozmieniać go na drobne, bez analizowania czym pachnie najpierw a czym później.Wszystkie nuty tworzą bowiem idealną ,cudnie skomponowaną całość. Mimo, że jest adresowany do kobiet, uważam , że z powodzeniem mogą go nosić panowie, no przynajmniej Ci którym wystarcza testosteronu aby być męskimi i nie mają ciśnienia alby zlewać się tylko i wyłącznie tym na czym jak byk wykaligrafowano literki: for men albo pour homme.. ;) Bardzo elegancki i oryginalny nieprzekombinowany grzecznie orientalny jest to zapach.
Gdyby można go było wszędzie powąchać, kupić to podejrzewam, że byłby niezwykle popularny.
Nie jest podobny do niczego co można dostać w sieciowych perfumeriach. chciałam jeszcze napisać , że nie rozumiem czemu go tam nie ma, ale w zasadzie rozumiem,więc nie napiszę.
Doszłam do wniosku, iż łatwiej pisać mi o tych zapachach, które podobają mi się mniej...albo wcale nawet.
Nuty zapachowe:cynamon, czerwona jagoda, mirra, nieśmiertelnik, tuberoza, nuty leśne, piżmo, styraks, ambra
25.05.2010
Keiko Mecheri,Genie des Bois
Oj .Pięknie zaczynam ten wpis....Oj, nie znalazłam ja fiołka w Genie.Trzykrotnie szukałam. I za każdym razem kojarzy mi się dziwnie,jak sklep z gospodarstwem domowym.Dokładnie tak. Teraz są markety i wszystko ma swój osobny dział i zapach w każdym jest jakiś taki.....a kiedyś w takim sklepie było wszystko,od szczoteczki do paznokci,poprzez szklanki, dzbanki, żarówki , mydło lux aż do proszku Pollena.
Nie wiedzieliśmy lata temu jaką egzotykę mamy stojąc w kolejce po żarówkę i szary papier..
Genie pachnie jak wafle które dosyć długo leżą w takim właśnie sklepie. Albo podmieciony w kąt rozsypany proszek do prania , zwyczajny,mydlinowy zmieszany z cukierkami.
Strasznie męczący i chemicznie słodki to zapach, Po naprawdę długim czasie,jak już właściwie niknie z nadgarstka pojawia się leciutka nuta przypominająca fiołka, zmaltretowanego fiołka. Zwiędniętego i smętnego. A może ja nie mam pojęcia jak pachnie leśny fiołek?
Genie jest na mnie tak mizerny, że właściwie nie ma o czym pisać, nie ma co silić się na filozofię lub tworzyć tu jakąś bajkę. Ale klikam bo ponad rok czekałam aby poznać to fiołkowe cudo. W tym czasie ja zdążyłam wyleczyć się z fiołków, a fiołkowe cudo okazało się cudakiem. Szkoda...
Na koniec prawie wychynął cedr.....ale co z tego,skoro naprawdę trzeba się mocno postarać aby wyczuć cokolwiek innego niż chemię....
Nuty zapachowe: fiołek, cedr, egzotyczne drzewa
Nie wiedzieliśmy lata temu jaką egzotykę mamy stojąc w kolejce po żarówkę i szary papier..
Genie pachnie jak wafle które dosyć długo leżą w takim właśnie sklepie. Albo podmieciony w kąt rozsypany proszek do prania , zwyczajny,mydlinowy zmieszany z cukierkami.
Strasznie męczący i chemicznie słodki to zapach, Po naprawdę długim czasie,jak już właściwie niknie z nadgarstka pojawia się leciutka nuta przypominająca fiołka, zmaltretowanego fiołka. Zwiędniętego i smętnego. A może ja nie mam pojęcia jak pachnie leśny fiołek?
Genie jest na mnie tak mizerny, że właściwie nie ma o czym pisać, nie ma co silić się na filozofię lub tworzyć tu jakąś bajkę. Ale klikam bo ponad rok czekałam aby poznać to fiołkowe cudo. W tym czasie ja zdążyłam wyleczyć się z fiołków, a fiołkowe cudo okazało się cudakiem. Szkoda...
Na koniec prawie wychynął cedr.....ale co z tego,skoro naprawdę trzeba się mocno postarać aby wyczuć cokolwiek innego niż chemię....
Nuty zapachowe: fiołek, cedr, egzotyczne drzewa
21.05.2010
Thierry Mugler,Alien Sunessence Sun Sapphire edt
Sun Sapphire pachnie dokładnie tak jak wygląda. Słońce,pomelo i bursztyn , nie wiem tylko czemu zwie się słonecznym szafirem. Dotąd nie przyjmowałam do wiadomości,ze szafir może mieć inny kolor niż ciemnoniebieski jak niebo w letni wieczór a tu proszę...może być szafir z domieszką żelaza ,chromu czy jeszcze czegoś innego i mieć kolor taki jak widać, no chyba że się mylę i nie może. Ale w tej sytuacji nazwa będzie dla mnie dalej zagadką;)
Zapach jest niezwykle słoneczny, letni, gorący, plażowy wręcz . Przypomina klasycznego Aliena co mnie akurat dziwi, bo zdaje mi się, prawie pewna jestem że czuję jaśmin a w składzie go nie widać i w zasadzie nie ma nic co je łączy, a jednak podobieństwo jest. I tak sobie myślę czy aby twórcy perfum nas nie oszukują z tymi nutami...... Czuję białe kwiaty i wewnętrzną stronę skórki pomelo i nie chodzi mi o smak tego owocu, ale o taką szorstką cierpkość jaką ma ten owoc, dzięki czemu nie jest tylko kolejnym mdląco-kwiatkowym zapachem.Cytrusowy jest i ciepły jednocześnie, a ja dotąd myślałam że taki duet jest niemożliwy.
Moim skromnym zdaniem typowo letni to zapach, mimo, że dosyć intensywny, taki pachnący żar tropików.
Miałam nadzieję, że mnie ruszy a tu nic obawiam się , że to naprawdę jest jakaś klątwa gołego Muglera ;p
Nuty zapachowe: różowy grejpfrut, owoc pomelo, kwiat monoi, biały bursztyn
Zapach jest niezwykle słoneczny, letni, gorący, plażowy wręcz . Przypomina klasycznego Aliena co mnie akurat dziwi, bo zdaje mi się, prawie pewna jestem że czuję jaśmin a w składzie go nie widać i w zasadzie nie ma nic co je łączy, a jednak podobieństwo jest. I tak sobie myślę czy aby twórcy perfum nas nie oszukują z tymi nutami...... Czuję białe kwiaty i wewnętrzną stronę skórki pomelo i nie chodzi mi o smak tego owocu, ale o taką szorstką cierpkość jaką ma ten owoc, dzięki czemu nie jest tylko kolejnym mdląco-kwiatkowym zapachem.Cytrusowy jest i ciepły jednocześnie, a ja dotąd myślałam że taki duet jest niemożliwy.
Moim skromnym zdaniem typowo letni to zapach, mimo, że dosyć intensywny, taki pachnący żar tropików.
Miałam nadzieję, że mnie ruszy a tu nic obawiam się , że to naprawdę jest jakaś klątwa gołego Muglera ;p
Nuty zapachowe: różowy grejpfrut, owoc pomelo, kwiat monoi, biały bursztyn
20.05.2010
Thierry Mugler,Angel Sunessence Edition Bleu Lagon
O Angelu nie planuję pisać, w końcu to zapach który chyba każdy zna.Skrobnę za to słów kilka,dosłownie kilka na temat najnowszego "wynalazku" .
Poczytałam już że niektórzy uważają Bleu Lagon za popłuczyny po Angelu,no więc...się nie zgodzę z tymi opiniami. Jest po prostu inny.
Faktycznie jest lżejszy i łagodniejszy ale przez to mniej ingeruję w moją psychikę -co czynił już pod koniec flaszki klasyczny Aniołek. Dopuściłam się tego, że flaszkę wykańczałam jako odświeżacz powietrza co nie było dobrym pomysłem bo chciał mnie udusić;p Poza tym zaczął mi pachnieć trupem.
Bleu Lagon nie jest taki mdląco słodki, biedniejszy o wiele składników typu karmel , miód, czekolada czy "słodkie owoce". Nawet "upojna wanilia" w Bleu Lagon jest już tylko wanilią, cóż... może ja przestałam być "anielska" ;p
Tak, zdecydowanie Blue Lagon jest łatwiejszy do zniesienia , bardziej wodnisty,trochę kwaskowy a jak już całkiem się rozwinie robi się słony-może to ma być ta laguna...nie wiem,nie byłam, nie czułam, nie mam porównania, jedynie wyobrażenie. Nie jestem jednak przekonana, czy jest to mój zapach , bo pomimo wielu różnic dalej jest to Angel a ten klimat stanowczo mi obrzydł. Nie wiem , może się to zmieni, może to chwilowy przesyt.
Zastanawiam się czy wpływ na odbiór Angela miał fakt obejrzenia dosyć ekstremalnych fotek pana Muglera, bo tak się dziwnie składa , że jakoś zbiegło się to w czasie.
Także moja rada , tak na wszelki wypadek: nie oglądajcie fotek gołego Thierrego Muglera, jeśli lubicie Angel,
gdyż nie wiadomo jak podziała to na Waszą psychikę ;D
Chyba nie spodoba się wielbicielkom klasyka za to jest spora szansa ,ze znajdą się nowi odbiorcy, wśród tych którzy Aniołka nie mogli znieść.
Buteleczka śliczna, korek mniej śliczny ;)
Nuty zapachowe: owoc karamboli, kwiat imbiru, paczula, wanilia
Poczytałam już że niektórzy uważają Bleu Lagon za popłuczyny po Angelu,no więc...się nie zgodzę z tymi opiniami. Jest po prostu inny. Faktycznie jest lżejszy i łagodniejszy ale przez to mniej ingeruję w moją psychikę -co czynił już pod koniec flaszki klasyczny Aniołek. Dopuściłam się tego, że flaszkę wykańczałam jako odświeżacz powietrza co nie było dobrym pomysłem bo chciał mnie udusić;p Poza tym zaczął mi pachnieć trupem.
Bleu Lagon nie jest taki mdląco słodki, biedniejszy o wiele składników typu karmel , miód, czekolada czy "słodkie owoce". Nawet "upojna wanilia" w Bleu Lagon jest już tylko wanilią, cóż... może ja przestałam być "anielska" ;p
Tak, zdecydowanie Blue Lagon jest łatwiejszy do zniesienia , bardziej wodnisty,trochę kwaskowy a jak już całkiem się rozwinie robi się słony-może to ma być ta laguna...nie wiem,nie byłam, nie czułam, nie mam porównania, jedynie wyobrażenie. Nie jestem jednak przekonana, czy jest to mój zapach , bo pomimo wielu różnic dalej jest to Angel a ten klimat stanowczo mi obrzydł. Nie wiem , może się to zmieni, może to chwilowy przesyt.
Zastanawiam się czy wpływ na odbiór Angela miał fakt obejrzenia dosyć ekstremalnych fotek pana Muglera, bo tak się dziwnie składa , że jakoś zbiegło się to w czasie.
Także moja rada , tak na wszelki wypadek: nie oglądajcie fotek gołego Thierrego Muglera, jeśli lubicie Angel,
gdyż nie wiadomo jak podziała to na Waszą psychikę ;D
Chyba nie spodoba się wielbicielkom klasyka za to jest spora szansa ,ze znajdą się nowi odbiorcy, wśród tych którzy Aniołka nie mogli znieść.
Buteleczka śliczna, korek mniej śliczny ;)
Nuty zapachowe: owoc karamboli, kwiat imbiru, paczula, wanilia
17.05.2010
Omnia Profumo,Madera
Miało być dzisiaj o czymś innym ale aura tak niesprzyjająca, że postanowiłam uprzyjemnić sobie dzień milszym dla nosa zapachem;)
No i takoż padło na Maderę...
O słodkich i pysznych zapachach już pisałam, karmelowa Madera tym się różni od innych, jej karmelowość nie jest męcząca ani przesadnie słodka.Nie mam poczucia, że wynyżałam się w cukierkach , nie mdli mnie od nadmiaru słodkości. Pierwszy raz spotkałam się z tak wyrazistym połączeniem karmelu z kwiatami i muszę przyznać ,że mi się podoba. Zapach jest gładki i kremowy, jak dzieło mistrza cukiernika, który stawia na naturalne składniki nie poprawiając swoich dzieł sztucznymi ulepszaczami, sama naturalność i świetnie wyważone proporcje. Nie mam pojęcia co to za cukiernicze cudo, ale pyrkocze sobie radośnie wydzielając przemiłe dla nosa aromaty wanilii i słodkiej śmietanki -która nie ma nic wspólnego z czymś co się zwie : " śmietana homogenizowana" i co tak naprawdę w niczym prawdziwej śmietanki nie przypomina, a tylko bezczelnie nazywa się tak samo...
Cukiernicze cudo ma już lekko żółtawą barwę i konsystencję tak gładką, że sprawia wrażenie śliskiej , z lekka rozchodzi się delikatna woń kokosu i kwiatów,jest płynne i takie zostaje do końca. Miękkość piżma otula i przyjemnie koi , ani na moment nie tracąc nic z karmelowego początku.
Madera jest niebezpiecznym łakociem, bo takiego cuda można zjeść naprawdę dużo- i nie zemdli;)
Gdyby nie to ,że w Maderze cały czas wyczuwalna jest leciutka woń kwiatów, przyrównałabym ją do Serendipitous, z tym, że Serendipitous mnie męczył swą słodkością a Madera nie..I to samo mogłabym napisać o Pistachio Ganache, równie łakome aczkolwiek na dłuższą metę przytłaczające pomimo tego , że pistacje uwielbiam.
Póki co ,Madera wygrywa;)
Nuty zapachowe: wanilia, karmel, kwiat brzoskwini, kwiat tytoniu, kokos, białe piżmo i jeszcze coś niezidentyfikowanego przeze mnie...
No i takoż padło na Maderę...
O słodkich i pysznych zapachach już pisałam, karmelowa Madera tym się różni od innych, jej karmelowość nie jest męcząca ani przesadnie słodka.Nie mam poczucia, że wynyżałam się w cukierkach , nie mdli mnie od nadmiaru słodkości. Pierwszy raz spotkałam się z tak wyrazistym połączeniem karmelu z kwiatami i muszę przyznać ,że mi się podoba. Zapach jest gładki i kremowy, jak dzieło mistrza cukiernika, który stawia na naturalne składniki nie poprawiając swoich dzieł sztucznymi ulepszaczami, sama naturalność i świetnie wyważone proporcje. Nie mam pojęcia co to za cukiernicze cudo, ale pyrkocze sobie radośnie wydzielając przemiłe dla nosa aromaty wanilii i słodkiej śmietanki -która nie ma nic wspólnego z czymś co się zwie : " śmietana homogenizowana" i co tak naprawdę w niczym prawdziwej śmietanki nie przypomina, a tylko bezczelnie nazywa się tak samo...
Cukiernicze cudo ma już lekko żółtawą barwę i konsystencję tak gładką, że sprawia wrażenie śliskiej , z lekka rozchodzi się delikatna woń kokosu i kwiatów,jest płynne i takie zostaje do końca. Miękkość piżma otula i przyjemnie koi , ani na moment nie tracąc nic z karmelowego początku.
Madera jest niebezpiecznym łakociem, bo takiego cuda można zjeść naprawdę dużo- i nie zemdli;)
Gdyby nie to ,że w Maderze cały czas wyczuwalna jest leciutka woń kwiatów, przyrównałabym ją do Serendipitous, z tym, że Serendipitous mnie męczył swą słodkością a Madera nie..I to samo mogłabym napisać o Pistachio Ganache, równie łakome aczkolwiek na dłuższą metę przytłaczające pomimo tego , że pistacje uwielbiam.
Póki co ,Madera wygrywa;)
Nuty zapachowe: wanilia, karmel, kwiat brzoskwini, kwiat tytoniu, kokos, białe piżmo i jeszcze coś niezidentyfikowanego przeze mnie...
15.05.2010
Comme des Garcons,Monocle Scent,Hinoki
Uznać Hinoki na starcie za zapach kadzidlany tylko dlatego,że ma w składzie kadzidło to byłaby lekka przesada.Początek ma z lekka chemiczny i odrzucający nawet ,daje po nosie terpentyną i kamforą. I bałam się odpowiedzieć na pytanie J: "co tu tak śmierdzi", że to zapach jest,perfumy nawet,woda toaletowa....I tak zaczyna patrzeć na mnie jak na osobę niespełna rozumu.Bo kto po dobroci wącha takie śmierdziele? ;D Ano ja,wącham i nawet niektóre mi się podobają.
Hinoki jest śmierdzielem tylko na początku,jak już przebrzmi woń terpentynki robi się całkiem przyjemny,drzewny i dziwnie znajomy....znowu...
Poza drewnem który czuć w Hinoki od początku do końca wyczuwam sosnę, i jest to zapach starego sosnowego lasu gdzie igliwie jest już bardzo wysoko a kora drzew naznaczona wiekiem , spękana i poszarzała , gdzie mech zaczyna usychać z braku deszczu i smutnym zapachem przypomina o swoim istnieniu. Las w Hinoki jest cichy, nie wieje wiatr,wszystko jest nieruchome i senne.
I kadzidło jest ,tak jakby przez ten cichy las przebiegł z kadzielnicą za pazuchą szalony ksiądz, dezerter , przemknął i znikł , zostawiając po sobie smugę kościelno-mszalnego klimatu....A że wiatru nie ma zapach zawisł w miejscu i trwa.....
Pospieszyłam się ze złą oceną ,testując Hinoki kilka dni temu,bo w zasadzie nie jest zapachem brzydkim,ale jakimś takim wtórnym,podobnym do pięcioraczków,taki przyrodni młodszy braciszek...No i kadzidło....jest,faktycznie jest...podobne do tego w Avignon albo w Kyoto tyle tylko, że troszkę wymizerowane...Jest jednak coś co podoba mi się w Hinoki a mianowicie taka jakaś gładkość, której zabrakło mi w Kyoto,a którą zdaje mi się czułam testując Kyoto pierwszy raz dawno temu.... i dymek czuć , przyjemny nie drażniący gęsty dymek....
Nie sądzę abym kiedykolwiek nabyła Hinoki ,bo to by było tak jak kupiła kolejny taki sam tiszercik ,różniący się od innych które mam jedynie ściegiem jakim były szyte........
Nuty zapachowe: cyprys, terpentyna, kamfora, cedr, tymianek, sosna, gruzińskie drewno, kadzidło frankońskie, mech, wetiwer.
Hinoki jest śmierdzielem tylko na początku,jak już przebrzmi woń terpentynki robi się całkiem przyjemny,drzewny i dziwnie znajomy....znowu...
Poza drewnem który czuć w Hinoki od początku do końca wyczuwam sosnę, i jest to zapach starego sosnowego lasu gdzie igliwie jest już bardzo wysoko a kora drzew naznaczona wiekiem , spękana i poszarzała , gdzie mech zaczyna usychać z braku deszczu i smutnym zapachem przypomina o swoim istnieniu. Las w Hinoki jest cichy, nie wieje wiatr,wszystko jest nieruchome i senne.I kadzidło jest ,tak jakby przez ten cichy las przebiegł z kadzielnicą za pazuchą szalony ksiądz, dezerter , przemknął i znikł , zostawiając po sobie smugę kościelno-mszalnego klimatu....A że wiatru nie ma zapach zawisł w miejscu i trwa.....
Pospieszyłam się ze złą oceną ,testując Hinoki kilka dni temu,bo w zasadzie nie jest zapachem brzydkim,ale jakimś takim wtórnym,podobnym do pięcioraczków,taki przyrodni młodszy braciszek...No i kadzidło....jest,faktycznie jest...podobne do tego w Avignon albo w Kyoto tyle tylko, że troszkę wymizerowane...Jest jednak coś co podoba mi się w Hinoki a mianowicie taka jakaś gładkość, której zabrakło mi w Kyoto,a którą zdaje mi się czułam testując Kyoto pierwszy raz dawno temu.... i dymek czuć , przyjemny nie drażniący gęsty dymek....
Nie sądzę abym kiedykolwiek nabyła Hinoki ,bo to by było tak jak kupiła kolejny taki sam tiszercik ,różniący się od innych które mam jedynie ściegiem jakim były szyte........
Nuty zapachowe: cyprys, terpentyna, kamfora, cedr, tymianek, sosna, gruzińskie drewno, kadzidło frankońskie, mech, wetiwer.
13.05.2010
Pro Fvmvm Roma,Victrix
Przypadkiem dziś padło na Victrix, nie powiem żebym była z tego powodu szczególnie szczęśliwa , bo nie bardzo wiem co mam o nim pisać. Skład ma nie za bogaty a ja czuję w nim mnogość różnej maści krzaczorów.Najpierw obrazek. Na wysokości Solca po tej stronie Wisły , od wschodu znaczy,mieszkają moi dziadkowie i tam właśnie zetknęłam się z "rosnącym" obficie Victrixem, jaki tam Rzym, jacy legioniści....? No chyba , że akurat tam ich zawiało i odpoczywając zapuścili korzonki;)
Toż to chaszcze ze starego koryta Wisły i to z pokrzywami na czele. Chaszcze które rosły sobie długimi latami mnożąc się w coraz to bardziej zróżnicowany gatunkowo kożuszek chwastów. I tak mamy tu chrzan, babkę lancetowatą , dziurawiec, pokrzywę, kąkol, łopian, polną miętę i ptasi rdest i perz i inne takie o których już pisać nie będę no bo po pierwsze, nie znam wszystkich chaszczorków a po drugie nie ma to być spis chwastów w Polsce rosnących , tylko opis Victrixa. Chwasty te są ostre i drażniące i czuć w nich niewątpliwie zieleń.I tak sobie wącham i zdaje mi się jakby roślinki owe początkowo mokrawe doczekały się promieni słońca który stopniowo je wysusza,zostawiając na koniec suche wiechcie , co można od biedy uznać za nuty drzewne. Ja jednak nie przyjmuję tego do wiadomości. I dobrowolnie pachnieć Victrixem jednak nie będę.
ps. nawet obrazeczek mizerny.....
Nuty zapachowe: różowy pieprz, wetiwer, laur, kolendra, piżmo
Subskrybuj:
Posty (Atom)







