Obnażyłam te włoskie cuda ,wszystkie na raz i pora aby wspomnieć o nich choć po parę słów, zanim się rozstaniemy na zawsze.
Trzeba przyznać im jedno, pośród ogromu trudnego do ogarnięcia przeróżnych woni które w moim odczuciu w pewnym stopniu zaczynają się powtarzać, mniej lub bardziej przypominać jakiś inny wcześniej poznany -twórcom zapachów Laboratorio Olfattivo udało się stworzyć coś czego nie było.
Alambar
Moim zdaniem najciekawszy. Ambrowy , ciepły i bogaty. W pierwszej chwili intensywność ambry lekko mnie zamroczyła, następnie rozpełzła się dookoła tracąc na intensywności a zyskując na urodzie Próbuję wczuć się co też w Alambarze piszczy, puszczam sobie wodze fantazji : wiejska spiżarnia uczyniona z kawałka sieni a w niej brytfanny przestygniętej szarlotki umiarkowanie słodkiej , z umiarkowaną ilością jabłek i umiarkowaną ilością cynamonu.
Ale nie szarlotka odzwierciedla zapach a powietrze w chłodnej spiżarni , gdzie od podłogi ciągnie chłodem po nogach, gdzie pachnie starymi rozeschłymi deskami prowadzącymi na strych, pokrytymi z lekka kurzem w miejscach gdzie stopa nie sięga, gdzie na każdego intruza spogląda z rogu pająk siedzący na pokaźnej pajęczynie a na drewnianych półkach stoją kamienne naczynia.
I Alambar pachnie mi taką właśnie spiżarnią ze szarlotką .To wyobrażenie jest mocno zaskakujące bo mani mi się obraz nader skromny i prosty, obraz właściwie prymitywnego na dzisiejsze czasy pomieszczenia i zapach placka,nie masowej szarlotki z 30 dekami proszku do pieczenia, cukru waniliowego i byle jakiej mąki za 20 zł/ kg, ale ciasta zrobionego z sercem , z jaj od kur biegających po podwórku , mąki z wora w sieni, masła ukręconego z mleka, z porannego udoju.Takie ciasto pachnie i smakuje inaczej, tymczasem Alambar pachnie niezwykle bogato, upojnie wręcz.Widać naprawdę piękno tkwi w prostocie.
Nuty: ambra, cynamon, kakao, bergamota, wanilia
Alkemi
Z Alkemi sprawa jest bardziej skomplikowana.Śliwkowo-paczulowe jest...ale, żeby nie było tak całkiem sztywno....mógłby się nazywać marzenie konesera....trunków,to na pewno tylko tak się zastanawiam-bo ja koneserem nie jestem czy czuję brandy,czy orzechówkę domowej roboty czy też może jednak śliwowicę. A może rum?
Zapach kołysze się i migoce jak alkohol w odstawionej przed momentem szklance, roztaczając wokół piękny, ostry zapach , który wydaje się zmieniać z minuty na minutę. I tak raz jest to paczula a za chwilę słodkie ylang ylang,w końcu zdaje się przeważać mirra i cedr.
A gdy koneser zaczyna trzeźwieć czytaj: gdy się zapach na nadgarstku pięknie uleży zaczyna się objawiać waniliowo-drewniana miękkość no i ambra-na końcu o dziwo ;)
Nuty: ylang-ylang, ambra, olibanum, paczula, mirra, drzewo cedrowe, drzewo kaszmirowe, wanilia, drzewo sandałowe
Daimiris
Tak mi smutno...chciałam alby Daimiris był cieplutki i miło zamszowy i kurczę ...nie jest, to raczej świeżo garbowana zesztywniała z zimna skóra w towarzystwie irysów. I Irysy mnie zawiodły. Są smętne jak uwiędnięta wiącha rzucona na wybejcowaną połyskliwą trumnę. Mnie nawet brak słów aby go opisać tak jestem rozczarowana, toż z całej czwórki w nim pokładałam największe nadzieje , no i masz babo, swoją intuicję :/ Mnie się on kojarzy z jednym , lekko makabrycznym obrazem...pogrzeb kogoś z Ochnika podczas wielkiej ulewy.Ot!
Tłumy zlanych deszczem skórzanych kurtek i płaszczy....ech nieważne ...
PS. Niech wszyscy pracownicy i udziałowcy spółki Ochnik żyją jak najdłużej!
Nuty: zamsz, skóra, irys, ambra
Cozumel
Wyczytałam (nie będę udawać że wiedziałam) , iż Cozumel to nazwa wyspy w Meksyku na której jako pierwsi zamieszkali Majowie i chyba właśnie życiem Majów inspirowany był ten zapach.
Cozumel jest zmienny jak stan magazynu w sklepie w Prl. (lubię takie porównania) .W jednej chwili maksymalnie zielono bazyliowy , w drugiej waniliowo słodki. Pachnie łysawym upalonym tatuśkiem, który w ramach odnawiania dawnych przyjaźni wyskoczył na imprezę w stylu lat 70- tych. I się przeliczył. Trochę dziwny jest, dymny, trochę gorzki, trochę słodki, trochę ambrowy, trochę drzewny i trochę kadzidlany...W jednej chwili zachwyca a w drugiej odrzuca...
A na koniec staje się tak słodko-drzewny, że aż łupie w zębach. Mnie otumania dusi i ogłupia, mam wrażenie że albo zaraz usnę albo zwymiotuję,abo przelecę się naked dookoła osiedla. Tylko nie wiem, czy będę mogła wybrać co się stanie czy stanie się to poza moją wolą i zadecyduje jakaś siła wyższa.
Chciałoby się więcej drzewa sandałowego, bo jest ładne, ale więcej ni ma...
Nuty: tytoń, konopie, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, bazylia, bergamota, olibanum, ambra, bób tonka
ps.
a Alambar to nazwa restauracji w Strasburgu ;p
27.07.2010
15.07.2010
Frederic Malle,French Lover
Zawahałam się nad tym postem...nadal zresztą się waham, zwykle piszę to co czuję, tutaj mam trochę mieszane uczucia, bo za szczerość mogę zostać skazana na banicję z kręgu wąchających, czujących, tych co znają ,uwielbiają.
Ale niech tam...nie będę się silić na nic ponad to co nos mój wyczuł. Wybaczta ludzie.
Wiele się spodziewałam po tym zapachu, że omdleję z zachwytu, że zachłysnę się zapachem i popadnę w totalny odlot po wsze czasy, że ma bielizna postanowi spotkać się z podłogą, no bo czegóż innego mogłam się spodziewać naczytawszy się iż prawdziwy zeń francuski kochanek, że oszałamiający, że wspaniały ,oczyma wyobraźni widziałam wiele zaślinionych dziewczęcych lic i męskich podekscytowanych możliwością posiadania pachnącego cuda o taaakiej mocy.Niczym hiszpańska mucha.....
No i mam... pijanego Victrixa -jakkolwiek to brzmi.
Przede wszystkim czuję ziele angielskie i wetiwer, no i cedru trochę. A kadzidło gdzie? Ni ma. Zapach zmienia się jak w kalejdoskopie, do samego końca: na zmianę czuję zieleń i żywicę i wydartą z wilgotnej ziemi wiąchę młodej , dorodnej marchewy.
Zapach w sumie jest interesujący, surowo męski, szorstki , można nawet się pokusić o stwierdzenie, że pasuje do nieokrzesanego łamacza niewieścich serc....tylko ...dziś nikt nie mówi o kobitach " niewiasty" a nazwa French Lover mnie pasuje bardziej bo upudrowanego, wyfiokowanego marnej postury paniczyka w atłasach ;)
Ale to French Lover pisane po angielsku więc niech będzie ;)
Jak bardzo muszę być oziębła skoro nie rusza mnie Francuski Kochanek? Czy jest On naprawdę tak piękny i tylko ja tej urody nie dostrzegam,czy może trochę działa w tym przypadku siła sugestii ?
Nie wiem, i w sumie wszystko mi jedno jak jest ...
Nuty zapachowe: cedr, wetiwer, florencki irys, ziele angielskie, galbanum, paczula, kadzidło i piżmo.
Ale niech tam...nie będę się silić na nic ponad to co nos mój wyczuł. Wybaczta ludzie.
Wiele się spodziewałam po tym zapachu, że omdleję z zachwytu, że zachłysnę się zapachem i popadnę w totalny odlot po wsze czasy, że ma bielizna postanowi spotkać się z podłogą, no bo czegóż innego mogłam się spodziewać naczytawszy się iż prawdziwy zeń francuski kochanek, że oszałamiający, że wspaniały ,oczyma wyobraźni widziałam wiele zaślinionych dziewczęcych lic i męskich podekscytowanych możliwością posiadania pachnącego cuda o taaakiej mocy.Niczym hiszpańska mucha.....
No i mam... pijanego Victrixa -jakkolwiek to brzmi.
Przede wszystkim czuję ziele angielskie i wetiwer, no i cedru trochę. A kadzidło gdzie? Ni ma. Zapach zmienia się jak w kalejdoskopie, do samego końca: na zmianę czuję zieleń i żywicę i wydartą z wilgotnej ziemi wiąchę młodej , dorodnej marchewy.
Zapach w sumie jest interesujący, surowo męski, szorstki , można nawet się pokusić o stwierdzenie, że pasuje do nieokrzesanego łamacza niewieścich serc....tylko ...dziś nikt nie mówi o kobitach " niewiasty" a nazwa French Lover mnie pasuje bardziej bo upudrowanego, wyfiokowanego marnej postury paniczyka w atłasach ;)
Ale to French Lover pisane po angielsku więc niech będzie ;)
Jak bardzo muszę być oziębła skoro nie rusza mnie Francuski Kochanek? Czy jest On naprawdę tak piękny i tylko ja tej urody nie dostrzegam,czy może trochę działa w tym przypadku siła sugestii ?
Nie wiem, i w sumie wszystko mi jedno jak jest ...
Nuty zapachowe: cedr, wetiwer, florencki irys, ziele angielskie, galbanum, paczula, kadzidło i piżmo.
10.07.2010
Comme des Garcons,Wonderwood
Z braku laku dobry i Wonderwood, ale laku nie brakuje więc...
Drzewny jest faktycznie, zgodnie z zapowiedziami i ciekawa jestem czy pewna znajoma poszukiwaczka drzewności absolutnej odnajdzie w nim swojego graala ;)
Zerkając na nuty ciśnie się na usta stwierdzenie: no drzewnie jak cholera a tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej...
otóż widzę ja Emila ( pamiętacie Emila który ciągle strugał w drewnie? ) , Emil siedzi sobie w drewutni na poszarzałym pniaczku, otoczony różnej odmiany i wielkości pniaczkami ( przyjmijmy że Emil ma nawet te najbardziej egzotyczne), kawałkami desek , pod jego nogami rośnie kupka strużyn świeżego i pachnącego drewna. Ale ja Emila widzę jedynie przez szczeliny między deskami, zaglądam do drewutni jednym tylko okiem..I to drewno mogę powąchać wciskając dosłownie nos między dwie deski, szczelina jest wąska, nos ściśnięty, choć wdycham zapach najgłębiej jak się da to czuję tylko połowę tego co mogłabym wywąchać, tego co spodziewałam się wywąchać....i czuję niedosyt jakiś. Najchętniej wdarła bym się do Emilowej drewutni i rzuciła się w te deski, pniaczki i drzewne wióry.
Kiedy Emil się zmęczy, wyjmuje z kieszeni spodni kilka sztuk muszkatołowej gałki i przerzuca je między palcami a że czort z niego, to ściera scyzorykiem gałkę i posypuje nieduże kawałki drewna . A potem niesie mamusi,do pieca...
I tą gałkę czuję mocniej mino ściśniętego nosa...
Na ciele żywym w Wonderwoodzie dosyć dobrze wyczuwalna jest bergamota na nieżywej odzieży-ani odrobiny.
Najciekawsze zjawisko to cristalon, jedyne znane mi coś o tej nazwie to nawóz z mikroelementami ale nie spodziewam się , aby do perfum dodano nawozu dla roślin, no chyba żeby wzmóc intensywność zapachu drewna a jeśli tak to skutku to nie przyniosło ;p
A jeśli to coś innego to...ktoś wie???
Poza wszystkim Wonderwood nie jest w moim odczuciu jakimś innowacyjnym zapachem, mało w nim obiecywanej magii, znowu mam wrażenie, że to już było... i jeśli to co było w CdG będzie wracać w dalszym ciągu to kupując zapach CdG można będzie powiedzieć do sprzedawcy: cokolwiek oprócz tych kilku(i tu wymienić serię 5,6,7 czy co tam sobie ktoś uważa...)
Dobra,pojechałam może mało elegancko- to z upału pewnie.Kończąc ten mętny wywód...Wonderwood nie jest brzydkim zapachem, ale mało cukru w tym cukrze...;)
Nuty zapachowe: pieprz, bergamota, olibanum, gałka muszkatołowa, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, drzewo cedrowe, kminek, aoud, wetiwer, drzewo sandałowe, cristalon
cóż to ten cristalon?
Drzewny jest faktycznie, zgodnie z zapowiedziami i ciekawa jestem czy pewna znajoma poszukiwaczka drzewności absolutnej odnajdzie w nim swojego graala ;)
Zerkając na nuty ciśnie się na usta stwierdzenie: no drzewnie jak cholera a tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej...
otóż widzę ja Emila ( pamiętacie Emila który ciągle strugał w drewnie? ) , Emil siedzi sobie w drewutni na poszarzałym pniaczku, otoczony różnej odmiany i wielkości pniaczkami ( przyjmijmy że Emil ma nawet te najbardziej egzotyczne), kawałkami desek , pod jego nogami rośnie kupka strużyn świeżego i pachnącego drewna. Ale ja Emila widzę jedynie przez szczeliny między deskami, zaglądam do drewutni jednym tylko okiem..I to drewno mogę powąchać wciskając dosłownie nos między dwie deski, szczelina jest wąska, nos ściśnięty, choć wdycham zapach najgłębiej jak się da to czuję tylko połowę tego co mogłabym wywąchać, tego co spodziewałam się wywąchać....i czuję niedosyt jakiś. Najchętniej wdarła bym się do Emilowej drewutni i rzuciła się w te deski, pniaczki i drzewne wióry.
Kiedy Emil się zmęczy, wyjmuje z kieszeni spodni kilka sztuk muszkatołowej gałki i przerzuca je między palcami a że czort z niego, to ściera scyzorykiem gałkę i posypuje nieduże kawałki drewna . A potem niesie mamusi,do pieca...
I tą gałkę czuję mocniej mino ściśniętego nosa...
Na ciele żywym w Wonderwoodzie dosyć dobrze wyczuwalna jest bergamota na nieżywej odzieży-ani odrobiny.
Najciekawsze zjawisko to cristalon, jedyne znane mi coś o tej nazwie to nawóz z mikroelementami ale nie spodziewam się , aby do perfum dodano nawozu dla roślin, no chyba żeby wzmóc intensywność zapachu drewna a jeśli tak to skutku to nie przyniosło ;p
A jeśli to coś innego to...ktoś wie???
Poza wszystkim Wonderwood nie jest w moim odczuciu jakimś innowacyjnym zapachem, mało w nim obiecywanej magii, znowu mam wrażenie, że to już było... i jeśli to co było w CdG będzie wracać w dalszym ciągu to kupując zapach CdG można będzie powiedzieć do sprzedawcy: cokolwiek oprócz tych kilku(i tu wymienić serię 5,6,7 czy co tam sobie ktoś uważa...)
Dobra,pojechałam może mało elegancko- to z upału pewnie.Kończąc ten mętny wywód...Wonderwood nie jest brzydkim zapachem, ale mało cukru w tym cukrze...;)
Nuty zapachowe: pieprz, bergamota, olibanum, gałka muszkatołowa, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, drzewo cedrowe, kminek, aoud, wetiwer, drzewo sandałowe, cristalon
cóż to ten cristalon?
6.07.2010
Serge Lutens,Daim Blond
Dzisiaj umyśliłam sobie coś znacznie przyjemniejszego dla mojego nosa- Daim Blond. Jak może pachnieć zamsz? Trudno to sobie wyobrazić jeśli się nie powąchało...a zielony, gorzki zamsz? to już w ogóle niemożliwa niemożliwość...tymczasem ja tak właśnie czuję. Cierpki, zielony gładki i szorstki,, niezwykle narkotycznie wręcz pociągający...
Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka ani pojąć dlaczego tak się dzieje, trudno uznać wdychając ten boski zapach, że to pachną perfumy. Taki z niego oryginał.
Cierpkość w Daim Blond przypomina mi zieloną skórkę orzecha włoskiego, albo jeszcze mokrawą od tej skórki łupinę , trochę też przypomina gorzki rumianek , no i głóg czuję....jak pięknie czuć głóg gdzieś indziej niż na krzewince :) Ma dosłownie odrobinkę , niemal niezauważalną ociupinę słodyczy, którą pewnie daje mu irys natomiast mnie bardziej kojarzy się z obdartą z kory giętką wierzbową witką. Obdzieraliście kiedyś? Ja ciągle ;)
W moim odczuciu jest to zapach absolutnie wytrawny i to jest intrygujące.. bo z jednej strony jest surowy nieprzystępny i...dziwny a z drugiej tak tajemniczy przytulny i zmysłowy że chce się być jak najbliżej niego...i czuć go , czuć bez końca.
No i pięknie, bo jest niezwykle trwały. Nie znam jeszcze wszystkich ale może to dlatego, że pochodzi z czarnej kolekcji "Eaux de Parfum Haute Concentration" .....
Choć bywa niekiedy, że concentration jest słowem jeno i nijak się ma do intensywności, stężenia i mocy...
Nuty zapachowe: głóg, cejloński kardamon, irys, pestki moreli, piżmo, heliotrop, skóra
Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka ani pojąć dlaczego tak się dzieje, trudno uznać wdychając ten boski zapach, że to pachną perfumy. Taki z niego oryginał.
Cierpkość w Daim Blond przypomina mi zieloną skórkę orzecha włoskiego, albo jeszcze mokrawą od tej skórki łupinę , trochę też przypomina gorzki rumianek , no i głóg czuję....jak pięknie czuć głóg gdzieś indziej niż na krzewince :) Ma dosłownie odrobinkę , niemal niezauważalną ociupinę słodyczy, którą pewnie daje mu irys natomiast mnie bardziej kojarzy się z obdartą z kory giętką wierzbową witką. Obdzieraliście kiedyś? Ja ciągle ;)
W moim odczuciu jest to zapach absolutnie wytrawny i to jest intrygujące.. bo z jednej strony jest surowy nieprzystępny i...dziwny a z drugiej tak tajemniczy przytulny i zmysłowy że chce się być jak najbliżej niego...i czuć go , czuć bez końca.
No i pięknie, bo jest niezwykle trwały. Nie znam jeszcze wszystkich ale może to dlatego, że pochodzi z czarnej kolekcji "Eaux de Parfum Haute Concentration" .....
Choć bywa niekiedy, że concentration jest słowem jeno i nijak się ma do intensywności, stężenia i mocy...
Nuty zapachowe: głóg, cejloński kardamon, irys, pestki moreli, piżmo, heliotrop, skóra
30.06.2010
Norma Kamali,Incense
Oswajałam ten zapach ,koniecznie chciałam się przekonać co też w nim takiego jest że budzi u niektórych ludzi takie emocje i pragnienie posiadania....Nie było to łatwe , bo znieść Incense na łapie było bardzo ciężko a diabelstwo trwałe i nie chciało ulecieć w niebyt...Przede wszystkim ja nie nazwałabym Incense zapachem. To woń tak ciężka i odstręczająca że trudno mi uwierzyć iż są to perfumy...
Spodziewałam się kadzidła a dostałam podstarzały,wielki żywiczny zaciek na starej śliwie a do tego odrobinę świeżej żywicy z dopiero ściętej sosny. Równie uroczo mogłaby pachnieć resztka soku owocowego odkryta w piwnicznej niszy( ;p ) po 10-ciu latach od czasu jak po raz ostatni dolano go do herbaty.
Wiem co mówię- znalazłam kiedyś taki stary słoik, a że dzieckiem byłam ciekawym, to wiecie.....;p
To co czuję nosząc na sobie Incense - w ilości naprawdę oszczędnej, to jakiś perfumiarski ponury ryk wściekłości, złości, obłąkania czy cholerka wie czego, to wielkie mroczne pogorzelisko po zbiorowym stosie, może pani Norma wściekła się na szanownego małżonka i chciała go wykończyć zapachem;) I mogłoby się jej udać gdyby szanowny małżonek nie był muzułmaninem a delikatnym i "miętkim" Anglikiem w typie Edgara Lintona z Wichrowych Wzgórz ;)
Krótko mówiąc Incense nie pachnie ani kadzidłem , ani też niczym z aktualnym terminem ważności, tak fajne nuty zapachowe i lipa .Za dużo tego, za bardzo się autorka rozszalała i wyszedł paskudny dziwoląg... Nie pojmuję o co tu chodzi i co to w ogóle ma być (???).
Gdyby były tańsze kupiłabym teściowej:)
Nuty zapachowe: żywica sosnowa, żywica kopal , galbanum, mirra, opoponaks, kadzidło świerkowe, kmin, cynamon, kardamon, pieprz,labdanum, drzewo sandałowe, żywica elemi.
26.06.2010
Serge Lutens,Bois de Violette
Rok czekała próbka w ciemnej szufladzie. Dziś wywlokłam i doznałam dzikiej radości. Jak powszechnie wiadomo fiołkowe zapachy były kiedyś moim numerem jeden, nawet zostawiłam sobie jedne fiołkowe;)
Oczekiwałam fiołka a co dostałam? Dostałam niemal wierną kopię Feminite du Bois :o
Jestem w cięzkim szoku, albo nos płata mi figla albo skóra, bo i w Aziyade Parfum d'Empire wyczułam klona FdB albo coś się z tym zapachem w próbce stało i może nie powinnam o nim pisać.Jeżeli jednak we flaszce pachnie tak samo jak w mojej próbce- to ja poproszę całą flachę,a najlepiej dwie i Aziyade też :D
Przepiękny jest, faktycznie cokolwiek fiołkowy. Ale nie jest to tak oczywisty fiołkowy zapach jak na przykład Verte Violette L'Artisan czy Violetta di Parma .
Tutaj fiołka można się co najwyżej domyślać. Fiołek jest maleńkim bukiecikiem rzuconym na furę pachnącego drewna...
Znawcą nie jestem, ale nawet mój niewprawny nos ale czuje tu rękę tego samego "stwórcy " Christophera Sheldrake'a. ( Uczę się uczę, nie tylko wącham )
Czuję tą samą kwaskową nutę, tę samą miękkość, minimalną słodycz ...I żadne tam wydzieliny czy inne takie...cielesność jest (lubię to słowo) ale zupełnie czysta i wyjątkowo zmysłowa.
Mnie trudno jest ubrać w słowa to co czuję wąchając Bois de Violette i Feminite du Bois....jak już kiedyś pisałam, mam trudności z pisaniem o zapachem które bardzo lubię...
Nuty zapachowe: drzewo cedrowe, liście fiołka, nuty kwiatowe
Oczekiwałam fiołka a co dostałam? Dostałam niemal wierną kopię Feminite du Bois :o
Jestem w cięzkim szoku, albo nos płata mi figla albo skóra, bo i w Aziyade Parfum d'Empire wyczułam klona FdB albo coś się z tym zapachem w próbce stało i może nie powinnam o nim pisać.Jeżeli jednak we flaszce pachnie tak samo jak w mojej próbce- to ja poproszę całą flachę,a najlepiej dwie i Aziyade też :D
Przepiękny jest, faktycznie cokolwiek fiołkowy. Ale nie jest to tak oczywisty fiołkowy zapach jak na przykład Verte Violette L'Artisan czy Violetta di Parma .
Tutaj fiołka można się co najwyżej domyślać. Fiołek jest maleńkim bukiecikiem rzuconym na furę pachnącego drewna...
Znawcą nie jestem, ale nawet mój niewprawny nos ale czuje tu rękę tego samego "stwórcy " Christophera Sheldrake'a. ( Uczę się uczę, nie tylko wącham )
Czuję tą samą kwaskową nutę, tę samą miękkość, minimalną słodycz ...I żadne tam wydzieliny czy inne takie...cielesność jest (lubię to słowo) ale zupełnie czysta i wyjątkowo zmysłowa.
Mnie trudno jest ubrać w słowa to co czuję wąchając Bois de Violette i Feminite du Bois....jak już kiedyś pisałam, mam trudności z pisaniem o zapachem które bardzo lubię...
Nuty zapachowe: drzewo cedrowe, liście fiołka, nuty kwiatowe
25.06.2010
Satelite,Padparadscha
Skoro już pachnę ,to skrobnę coś.....
Napiszę ,że nazwa pochodzi od bardzo rzadkiego szafiru to mało odkrywcze jest dla każdego kto zna Padparadschę, a ja piszę o tym bo nie rozumiem czemu akurat tak się nazywa, chodzi o kolor czy co? Szafir to taki wesoły kamień jest a zapach choć piękny to trudno go nazwać wesołym.
Aż głupio użyć mi takiego porównania, ale...czuję zapach ostygłego popieliska w prowizorycznej wędzarni samoróbce ( takie są najlepsze) i jałowcówki . Coś tu się działo....ale gdy w nie dmuchniesz, nie zostanie nic poza kawałkiem niedopalonego drewna , trochę smutny to widok i taka też jest Padparadscha , nostalgiczna i cicha...nie zmienia się , nie ewoluuje , tylko trwa, otula ciepłym pieprzno- drewnianym zapachem i powoduje jakiś dziwny smutek. Przypomina mi Kyoto i Tumulte, z tą różnicą , że one są żywsze , ostrzejsze i bardziej ziołowe.
I to dziwne jest bo imaginowałam sobie , że skoro w Padpie jest pieprz -to będzie ostro...no i nie jest, pieprz oczywiście czuję od początku ale zmieniło się moje wyobrażenie o pieprzu w perfumach .
Kiedyś tak głupio myślałam, że jak powącham perfumy z pieprzem w składzie to będzie mnie kręcić w nosie, a tymczasem nic ale też pierwszy raz czuję pieprz tak intensywnie ;) I dziwne jest, że mam Kyoto a nie mam Padpy mimo, że to ona układa się ładniej na mojej skórze.
Wydaje mi się, że najbardziej nadaje się dla permanentnych optymistów, w ponurakach bowiem może potęgować smętne nastroje. Ja - istota niesamowicie zmienna , o 10.00 radosna , o 11.00 smętna jak zmoknięty psi ogon, pachnąc Padparadschą popadam w melancholię.
Chcę usiąść w kartoflisku i upiec sobie kartofla, nie ziemniaka a kartofla właśnie...
PS. Padparadscha według mojego nosa nie ma nic wspólnego z Coze
Nuty zapachowe: pieprz, jałowiec, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, ambra
Napiszę ,że nazwa pochodzi od bardzo rzadkiego szafiru to mało odkrywcze jest dla każdego kto zna Padparadschę, a ja piszę o tym bo nie rozumiem czemu akurat tak się nazywa, chodzi o kolor czy co? Szafir to taki wesoły kamień jest a zapach choć piękny to trudno go nazwać wesołym.
Aż głupio użyć mi takiego porównania, ale...czuję zapach ostygłego popieliska w prowizorycznej wędzarni samoróbce ( takie są najlepsze) i jałowcówki . Coś tu się działo....ale gdy w nie dmuchniesz, nie zostanie nic poza kawałkiem niedopalonego drewna , trochę smutny to widok i taka też jest Padparadscha , nostalgiczna i cicha...nie zmienia się , nie ewoluuje , tylko trwa, otula ciepłym pieprzno- drewnianym zapachem i powoduje jakiś dziwny smutek. Przypomina mi Kyoto i Tumulte, z tą różnicą , że one są żywsze , ostrzejsze i bardziej ziołowe.
I to dziwne jest bo imaginowałam sobie , że skoro w Padpie jest pieprz -to będzie ostro...no i nie jest, pieprz oczywiście czuję od początku ale zmieniło się moje wyobrażenie o pieprzu w perfumach .
Kiedyś tak głupio myślałam, że jak powącham perfumy z pieprzem w składzie to będzie mnie kręcić w nosie, a tymczasem nic ale też pierwszy raz czuję pieprz tak intensywnie ;) I dziwne jest, że mam Kyoto a nie mam Padpy mimo, że to ona układa się ładniej na mojej skórze.
Wydaje mi się, że najbardziej nadaje się dla permanentnych optymistów, w ponurakach bowiem może potęgować smętne nastroje. Ja - istota niesamowicie zmienna , o 10.00 radosna , o 11.00 smętna jak zmoknięty psi ogon, pachnąc Padparadschą popadam w melancholię.
Chcę usiąść w kartoflisku i upiec sobie kartofla, nie ziemniaka a kartofla właśnie...
PS. Padparadscha według mojego nosa nie ma nic wspólnego z Coze
Nuty zapachowe: pieprz, jałowiec, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, ambra
Costes,Costes
Powiem szczerze, że spodziewałam się czegoś więcej po tym zapachu, chociaż sama właściwie nie wiem czego. Patrząc na butelkę oczekiwałam, że zawartość rzeczywiście będzie mroczna, gorąca i tajemnicza .Wszędzie wyczytać można że inspirowany jest paryskim hotelem Costes podążam więc w tym kierunku.To stosunkowo "młody" hotel a Costes pachnie tak jakoś tradycyjnie...czystością i sterylnością pachnie, maglem pachnie, gorącym żelazkiem,wielokrotnie praną i krochmaloną pościelą.To całkiem przyjemny aczkolwiek wcale nie perfumowy zapach i słabiutki jeśli chodzi o intensywność, trzyma się nadgarstka i ani myśli zostawiać za sobą jakikolwiek "ogon".
Na mnie pachnie tak , jakbym wysmarowała się kremem penaten...:o
Gdybym miała zasugerować się nutami to zastanawiałbym się nad tym czy przypadkiem atomizerek nie został podmieniony-ale wiem, że to niemożliwe więc...w moim odczuciu nijak się ma to co czytam poniżej do tego co czuje mój nos...jak się uprę to mogę sobie właściwie wszystko wyobrazić i samej sobie wmówić że jest i kolendra i biały pieprz i róża i lawenda-lawendę akurat czuję, ale nijak nie jestem w stanie wyczuć , że tam jest kadzidło.... Oszukaństwo, normalnie oszukaństwo ;D
Nuty zapachowe: liście laurowe, kolendra, biały pieprz, róża, kadzidło, lawenda, nuty drzewne, piżmo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







