9.05.2010

Balmain.Ivoire de Balmain

Niepozorna ,zwyczajna buteleczka kryje w sobie niezwykle ciekawy zapach. I chyba troszkę niedoceniony -przynajmniej u nas. Pierwsze minuty z Ivoire to dosyć intensywna ostra i gorzkawa woń sporej ilości zielska. Ostrość ta towarzyszyła mi przez trzy dni bezpośrednio po "zażyciu". Specjalnie czekałam z pisaniem żeby zobaczyć co dalej i słusznie czekałam bo czwartego dnia przestałam czuć tą pierwszą fazę , która- nie ukrywam trochę mnie poraziła. Miało być gładko i milusio a tu takie hece;). Objawił mi się szypr, podobny jak w Soir de Lune z tym że w Ivoire czuć sporo zieleni  a w Soir nie.
Nie jestem znawczynią ani zapachów aldehydowych  ani szyprowych, żeby móc porównać je z jakimkolwiek innym . Niemniej czuję  niemal każdy ze sporej ilości składników jakie Ivoire zawiera, ale nie jest tak , że czuć je każdy z osobna-wszystkie razem tworzą taką niezwykłą i niewątpliwie piękną całość. Odważę się nazwać Ivoire zapachem retro, ale wcale nie znaczy to, że jest "starobabciny". Zresztą, czyż nie mamy przypadkiem mody na retro?(taki żarcik;) ) Klimatem jednak tak mi się kojarzy i jest bliski Chanelom-tylko ładniejszy;) To jest ten zapach które kiedyś nazwałoby się luksusowym, a dziś czasy mamy takie, że mało który jest luksusowy a wszystko chyba  przez ilość i dostępność. I nie mam tu na myśli kosztów składników użytych do produkcji, ale o klimat perfum. Wiecie o co chodzi?
Idziemy do perfumerii, patrzymy na setki flaszeczek poustawianych na regałach, wybieramy, płacimy i idziemy do domu. Czujecie luksus pryskając się nimi? Bo ja nie. Fakt, skoro kupiłam tzn. że mi się podobają (no chyba że kupiłam "w ciemno" ;P ) ale nie czuję tego co poczułam niegdyś jako nastolatka gdy zdobyłam miniaturkę Chanel No 5 , mimo, że perfumy te w najmniejszym nawet stopniu mi się nie podobają. Mówiąc wprost dziś Chanelowa Piątka jest dla mnie śmierdzielem, no niestety, nic na to nie poradzę.

W Ivoire jest ten klimat,klasa,klasyka. Miło czuć jak się ładnie zmienia,układa,wygładza i przechodzi kilka transformacji w trzech rejonach mojego ciała ( a co!, sprawdzam kompleksowo,poza tym mam złe krążenie więc testy jednomiejscowe mogłyby nie wyjść wiarygodnie ;p )
Co ja jeszcze chciałam....aaaaa...z czystością się kojarzy a dokładnie z  mydłem, ale nie jakimś badziewiem za 2 zł z którego opakowania wrzeszczy  nadrukowany komunikat że orchidea, że asja spa, że tahitan czy inny japan, tylko z porządnym mydłem , takim jakiego dziś już chyba nie uświadczy (ale głowy nie dam , bo się poprawia trochę  w tym temacie).
Pod koniec robi się piżmowo -drzewnie i to też mi się podoba. Nie sądzę aby Ivoire znalazły zwolenniczki wśród dwudziestolatek, ale mimo wszystko można je uznać za zapach ponadczasowy, a ponad to niezwykle kobiecy i seksowny.
Cóż więcej dodać...wyjątkowy jest i szczerze mówiąc trochę jestem rozczarowana, że na tych perfumeryjnych półeczkach stoi cała masa niewiele wartych "perfumków" a nie ma tam Ivoire...


Nuty zapachowe:
Nuty głowy: aldehydy, rumianek, asafoetida*, mandarynka, pomarańcza, fiolek, artemisia, nagietek, bergamotka i cytryna
Nuty serca: gałka muszkatołowa, goździk, cynamon, narcyz, pieprz, orchidea, jaśmin, korzeń orrisa, turecka róża, neroli, ylang-ylang i konwalia
Nuty bazy: drzewo sandałowe, fasola tonka, ambra, patchouli, piżmo, malina, wanilia, mech dębowy, vetiver i kadzidło

asafoetida- gumo-żywica, przyprawa używana w kuchni indyjskiej. Zapachem przypomina cebulę lub czosnek  i  jako ich zamiennik używana jest w Indiach.W Polsce  asafoetida występuje pod mało zachęcającymi nazwami: smrodzieniec lub czarcie łajno

7.05.2010

Dsquared2, She Wood Velvet Forest

Niesamowity,zaskoczyłam się;) Wcześniej miałam przyjemność zaznajomić się z klasycznym She Wood i pomimo,że tam było  dużo więcej bardzo lubianego przeze mnie fiołka,to niestety jest cieniasem w porównaniu z Velvet Forest. No i nie polubiliśmy się.
W Velvet Forest czuć na pewno fiołkowe liście,kwiatów nie ma,ale nic nie szkodzi ,bo nie tego oczekiwałam .W pierwszej chwili zapachniał mi mokrym mieszanym lasem i będę się przy tej wersji upierać.Początek jest zmienny i z każdą chwilą uwalnia coraz to nowe  leśne skojarzenia.
Pachnie tak sugestywnie,że niemal czuję ten las,widzę lśniące od deszczu sosnowe igiełki,czuję jak mokra  ściółka ugina się pod stopami  i raz po raz na nos spadają mi na nos krople deszczu strącane z drzew delikatnym podmuchem wiosennego wiatru.W tym lesie wiosna jest już w pełnym rozkwicie ,jest zielono i pachnie tak miło,że chce się wdychać i wdychać to przesycone zapachem natury powietrze. Pomimo leśno-zielonych klimatów  i takiej rześkości typowej dla podeszczowej aury, jest ciepły.
Z czasem las wysusza się i nie czuć już tak intensywnie mokrych liści i ściółki.Na tym etapie zaczyna wyłaniać się podeschnięte drewno,galbanum i piżmo.Pięknie się rozwija i na każdym etapie mnie zachwyca.
To mógłby być zapach dla lubiącej naturę wędrowniczki,ale wędrowniczka będzie tak pachniała spacerując po lesie,więc może dla kogoś kto chce poczuć naturę bo ma do lasu daleko :D
Moim zdaniem można go uznać za zapach z kategorii  unisex,zresztą ja zwykle daleka jestem od dzielenia zapachów na męskie i damskie;)



Nuty zapachowe: liść fiołka, cedr, igły sosnowe, nuty zielone, galbanum, wetiwer, paczula, ambra, nuty kwiatowe, piżmo

3.05.2010

Montale,Amber& Spices

Porwałam się  nań ale nie wiem co z  tego wyjdzie,bo dla mnie Amber& Spices łatwy do opisania nie jest.
Pierwsze minuty to woń wyleczona żywcem z dobrze zaopatrzonego gabinetu dentystycznego(nie stomatologicznego) sprzed lat 20,bo teraz  pachnie w tym sympatycznym miejscu nieco inaczej. Albo  szafka z medykamentami w gabinecie zabiegowym ale też sprzed 20-tu lat dlatego, że wtedy zapachy medykamentów przenikały się i rozłaziły dosyć intensywnie,dziś wszystko jest w ampułkach,jednorazowych,jednodawkowych ,jednofiolkowych opakowankach. Nie ma tego fajnego uczucia strachu jaki czuło się niegdyś w takim gabinecie.
No więc taki jest początek Amber&Spices. Jak już szczęśliwie przebrzmi wizja siostry Herty z wielką strzykawą i potężną dawką kokarboksylazy to pojawia się kolejna, jakże pięknie kojarząca się z mym beztroskim dzieciństwem kiedy to z uśmiechem na ustach paradowałam za panami lejącymi asfalt w przepięknych sandałkach,okupionych wielogodzinnym staniem w kolejce przez moją kochaną mamusię - fala zapachu a właściwie smuga świeżo wylanego rozgrzanego asfaltu.
I jeszcze jedno skojarzenie: guma,ale nie taka zwyczajna  tylko taka z jakiej robi się opony przemysłowe:D Ostatecznie można podciągnąć tę woń do zapachu opony rowerowej,palonej,łatwiej bowiem podpalić taką oponę niż łazić po budowach i podpalać opony koparkom i dźwigom po to aby zobaczyć jak też może pachnieć ten tajemniczy zapach i narażać się na więzień a w najlepszym razie grzywnę;)Jeśli nie myślę o asfalcie ,smole,gumie i medykamentach to udaje mi się poczuć przyprawy ,tak czy siak jest mocno świdrująco i drewno jakieś takie zimne,mało przyjazne.A kolor zapachu to czarny, na dodatek śliski i tłusty.
Gdzieś bliżej końca jego rozwoju  zaczynam wyczuwać agar i  różę i robi się nawet oryginalnie,sam koniec jest bursztynowy i słodkawy i nie czuję już nic medycznego. Ale tylko ja, bo gdy podtykam łapę pod nos bliźnich,bez wahania przyznają,że pachnie smołą i szpitalem...ale Oni nie bywają tam aż tak często aby móc odróżnić zapach gabinetu zabiegowego od szpitala;)

Więc ,kiedy mój nos przyzwyczai się od tego zapachu,wówczas zaczynam czuć go troszkę inaczej.Niemniej pachnieć smołą też może być ciekawie;)

edit: prawie skłamałam- z czasem drewno jest coraz milsze dla nosa;)





Nuty zapachowe czyli składnikowa( ;D ) unia międzynarodowa: drewno agarowe,  heban, bursztyn, marokańska  róża , indonezyjska gałka muszkatołowa i egipski  kminek,drzewo sandałowe,

albo egipska gałka,indonezyjska róża, marokański kminek i reszta :)
albo kminek,gałka ,róża i reszta:)

1.05.2010

By Kilian A taste of Heaven,Straight to Heaven

 Czas zacząć rozgramiać Kilianowe próbeczki;)

A taste of Heaven (Absitnhe Verte)

Lawendowy absynt.To czuję przede wszystkim,początkowo dosyć mocno ziołowy i jednocześnie mdląco słodki.Po zaaplikowaniu w zgięcie łokcia byłam zszokowana jego intensywnością  i bałam się,że nie dam rady tego znieść,ale nie,po kilku minutach ostre nuty ustępują i zapach łagodnieje a jak już złagodnieje to robi się całkiem sympatyczny.Początkowo czuć głównie lawendę,po jakimś czasie daje się wyodrębnić poszczególne składniki ,ja wyczuwam geranium i kwiat pomarańczy .Jak już się umości i rozgości prym wiodą paczula,wanilia i lawenda.
Chwilami mam jakieś medyczne skojarzenia,kiedyś podobnie pachniał lekarz który zszedł do przyszpitalnej przychodni prosto z oddziału  no i nie wiem czy pachniał sobą tzn perfumami czy pachniał po prostu szpitalem.Dziwne skojarzenie bo Absinthe Verte w sumie nie pachnie szpitalem,niemniej coś tam jest na rzeczy.Z jednej strony jak już ujdą mocno zielne nuty to wydaje się być zapachem ciepłym z drugiej jednak bije od niego jakiś chłód,podejrzewam ,że to sprawka lawendy,kilkukrotnie próbowałam bowiem zaprzyjaźnić się,no dobra,przynajmniej zakumplować z zapachami lawendowymi i nic kurczę z tego nie wyszło. Nic nie szkodzi,bo (muszę wspomnieć o cenie,no po prostu muszę) pachnieć lawendą  z 50 mililitrowej buteleczki wartej 850 zł byłoby w   moim przypadku głupotą rozrzutnością ,marnotrawstwem i wszystkim innym temu podobnym.

Odbieram go jako typowo męski zapach,aczkolwiek mogę nosić i nie czuję się podduszana;)



Nuty: bergamotka, absynt, lawenda, geranium , róża, kwiat pomarańczy, wanilia, tonka, sosjura olejkodajna, paczula, mech dębowy


Straight to Heaven( White Cristal) 

A White Cristal( wygodniej mi nazywać go Straight to Heaven )To bajka zupełnie inna ,ale mam wrażenie ,że nie całkiem mi obca;)
Podoba mi się najbardziej z poznanych dotychczas sześciu zapach ,ba -jest cudowny,może nie w ten sposób co woda z Lichenia,ale po swojemu i wcale nie mniej.Według mojego szalonego nosa zaczyna się rumem i gałką muszkatołową,a potem zmierza w stronę delikatnej ale charakternej łagodności.Dotąd wytrawne zapachy nie wzbudzały we mnie tak pozytywnych odczuć ,a  tutaj ta wytrawność jest tak ujmująca,że trudno przestać się wwąchiwać.Trudno też o nim pisać i analizować poszczególne nutki.Nie ma w składzie kadzidła,a ja je czuję ,widocznie tworzy je taka właśnie kompozycja nuciana.Czuję też paczulę i ambrę i resztę pewnie czuję ,tak pięknie połączoną ,że trudną do wyłuskania.Jest krystaliczny i w jego przypadku jestem nawet w stanie zrozumieć podwójną nazwę.
Sklasyfikowany jest jako drzewno-orientalny,ja bym jednak zastanowiła się nad tym orientem...Drzewny owszem,nawet bardzo,ciepły i przejmujący powiedziałabym nawet,że  seksowny,chociaż ostatnio jest to słowo którego zdecydowanie się nadużywa.W przypadku White Cristal nadużyciem to nie będzie.Jest w nim jakaś tajemnica,której pomimo wielkich starań nie da się odkryć.I jest to przejmujące doznanie.
Mówiąc o bajce pachnącej znajomo miałam na myśli fakt ,że początkowe nuty przywołały skojarzenie Straight to Heaven z Ouarzazate Comme des Garcons i odrobinę z Zagorskiem.
To tylko cząstkowe podobieństwo bo Ouarzazate nie wzbudzały we mnie tylu pozytywnych emocji;)
Jestem szczęśliwą posiadaczką 7,5 ml refilka.Oszczędzam go jak tylko się da;)

No i znaczków nastawiałam a konkretów nie ma.No nic,trudno,nie potrafię....



Nuty zapachowe: suszone owoce jaśmin, gałka muszkatołowa ,rum, cedr, paczula, szara ambra, wanilia

27.04.2010

Serge Lutens,Fille En Aiguilles

 Przymierzałam się długo do dziewczęcia w szpilkach  w obawie, że sklecę trzy zdania i doznam zaćmienia.
Przmierzałam się długo do pana Lutensa w obawie,że sklecę trzy zdania i doznam zaćmienia ;p
No i dziś zdecydowałam, że muszę zacząć obnażać Serża bo mi zwietrzeją próbki;D
Panna...... no jeśli w szpilkach to tylko i wyłącznie sosnowych a ja matołek wyobrażałam sobie co najmniej trepki od Blahnika. Nic z tego jednak. Gigantyczne ilości sosnowych igiełek w których owa panna tłukła się po środku lasu tak długo aż sosnowe igiełki puściły ogromne ilości słodko-gorzkiego soku,gęstego  i lepkiego.Może mało subtelne to co piszę, ale jakże pięknie obrazuje zapach;)
Tzn mnie się tak wydaje ;p
Jak już owa panna długo w tych szpilkach leży, to czuć być zaczyna żywicę cieknącą po okaleczonym w tym właśnie celu wiekowym chojaku, i drugim i trzecim bo żywicy ogrom. I to już jest cudowna uczta dla nosa, choć niekoniecznie typowo perfumowa to woń. Jako że wiele leśnych ścieżek udeptałam  to sobie wyczułam ..dziwna sprawa...owoce głogu - i fajnie może od samego wąchania też spadnie poziom złego cholesterolu i berberys czuję a to już prosta ścieżka do spokojności ;)  Są niby w Fille jakieś tam owoce, kandyzowane nawet, jednak  poważnie wątpię aby znalazły się tam akurat berberys i głóg. Ja  je czuję , taki mam zapachowy obraz mojego  lasu u dziadków.
Z nieleśnych owoców czuję tylko śliwkę a dokładniej śliwkową nalewkę-mojej roboty;) ( J nalewka śmierdziała spirytusem  ;]  ).
Zanim jednak owoce owe ujawnią się w całej krasie do głosu dochodzi fajne kadzidło. Czuć je dużo wcześniej, ale póki zapachem snują się  sosnowe igły, to kadzidło  w Szpilkowej Pannie pachnie zupełnie inaczej niż to które znałam dotąd , jest mokre. Dopiero gdy przebrzmi zapach soku igiełkowego, robi się suche i trochę kościelne :) .
Mnie najbardziej podoba się ta faza kiedy żywica i iglany sok trochę ucichną, kiedy prym wiedzie kadzidło w towarzystwie owocków. To jest ten moment kiedy można złapać swobodny oddech bez strachu, że wciągnie się niespodzianie 86 sosnowych igieł zlepionych w kulkę żywicą;)
Tak z żartem podeszłam do tego zapachu , ale przyznaję , że jest niezwykle interesujący i warty uwagi. Trwałość też chwalę.


Nuty zapachowe:
sosnowe igły, wetiwer, słodka żywica, laur, balsam jodły, kadzidło, kandyzowane owoce, przyprawy


No i pierwsze koty za płoty a kobyłka u płota....czy tam coś takiego.....

24.04.2010

Juliette Has a Gun,Lady Vengeance

  Testując ten zapach  po raz kolejny przekonuję się,że kwiatowy zapach może mi się podobać.
Lady Vengeance to różowa róża jeszcze mokra od deszczu o dość drobnych kwiatkach,drobnych ,listkach i drobnych łodyżkach gęsto usianych maluśkimi kolcami z pozoru niewinna i delikatna ,odurza intensywnym słodkim zapachem a gęsto oblepiające  krzak kwiaty wyglądają tak uroczo że masz ochotę skubnąć gałąź i zabrać ze sobą i tu niespodzianka:sięgasz dłonią i wita Cię ogromna ilość drobnych kolców wbijających się boleśnie w palce.
Taki to jest właśnie zapach z jednej strony upojny i słodki  a z drugiej ostry i kłujący jak różane kolce.
Róża ta jest trochę pudrowa ,i to maskuje jej drapieżność.Wyczuwam też sporą ilość paczuli ,natomiast całkiem nie wyczuwalna jest dla mnie wanilia.Bardzo przyjemny to zapach,typowo różany a więc nie przesadnie ale jednak dosyć słodki.Fajny nieskomplikowany zapach.
Wydaje mi się ,że może dodawać drapieżności klasycznej elegantce w grzecznej spódniczce do kolan albo łagodzić wizerunek rockowej dziewczyny w glanach i mocno znoszonych dżinsach.
A dlaczego Pani Zemsta? Może właśnie przez te schowane w gąszczu liści kłujące igiełki;)

Jeszcze ciekawostka:Juliette Has a Gun to marka utworzona przez prawnuka Niny Ricci- i żeby nie było-wiedza ta nie wynika  z mojego geniuszu i obeznania w temacie, a z faktu że przeczytałam o tym w sieci ;D



Nuty zapachowe: bułgarska róża, paczula, wanilia

21.04.2010

Tom Ford ,Tobacco Vanille (Private Blend)

Tobacco Vanille to jak dotąd jedyny zapach z prywatnej kolekcji 12 zapachów Toma Forda i mam poważne obawy że jedyny i ostatni.Szkoda,ale  zarówno dostępność jak i ceny przyprawiają mnie o zawroty głowy ;)
Pierwsze długie minuty z tym zapachem to właściwie tytoń tytoń i jeszcze raz tytoń,gorzkawy ususzony momentami jednak mam wrażenie że suszarnia w której wisiał sobie ten tytoń miała dziurawy dach;)
Gdy już ostra won tytoniu uleci sobie w powietrze wyłania się bogata i gęsta woń mieszaniny wanilii ,kakao i mnóstwa miodu i robi się naprawdę ładnie.I bogato.
Ta faza jest najładniejsza w Tobacco Vanille,lekko słodka miodowo-waniliowa woń daje wrażenie trudnego do określenia ciepła  powoduje chęć przytulania;P
Wanilia w dużych ilościach wywołuje u mnie wręcz odruch wymiotny,na samo przypomnienie niegdyś popularnego zapachu Vanilla Fields robi mi się słabo(z porównaniem trafiam jak kulą w płot ale chodzi mi o 100 % cukru w cukrze;) ) natomiast tutaj jest inna,świetnie przemieszana z tytoniem i resztą nabiera innego  i całkiem niedokuczliwego wymiaru.
Na męskiej skórze to kiler absolutny trwa i trwa i trwa zdaje się że nie zniknie niewspomożony solidnym myciem z szorstką gąbką.
Na mojej również trwały ale nie aż tak
Gęsty,ciężki zapach TV potrafi jednak zmęczyć dlatego umiar wskazany.
Moim zdaniem pasuje do eleganckiego mężczyzny ,takiego dla którego garnitur nie jest obowiązkiem a drugą skórą,ale niekoniecznie klasyka,odrobina ekstrawagancji w elegancji jak najbardziej wskazana i broń Cię borze sosnowy aby ów elegant przywdział skarpetki z Tesco za 4.50,jak elegancja to elegancja od stóp do głów,zero wystających spod spodni kosmatych łydek;)
Pomimo niewątpliwej urody tego bądź co bądź ekskluzywnego zapachu mojemu TŻ-towi do gustu nie przypadł-męczyła go faza ostrego tytoniu.Z jednej strony szkoda bo później jest tak milusio ale z drugiej 260$  za 100 ml powoduje ,że jestem w stanie przyznać ,że Tobacco Vanille to śmierdziel.I zapomnieć. :D



Nuty zapachowe: tytoń-liście i kwiaty,wanilia,kakao,bób tonka,suszone owoce,nuty przyprawowe(czy jakoś tak;p )

20.04.2010

Parfumerie Generale,L'Eau Guerriere

 Jeżeli możliwe jest wywąchanie zapachu ze skóry do zera to ja to właśnie uczyniłam.Pierwszy raz,no ale cóż ,dziś ostatni raz mogłam pocieszyć nos tym zapachem i dziś ostatnia szansa aby napisać o nim parę słów..ostatnie krople wojownika poleciały bowiem w świat,pocieszyć inny nos;)
Świeży jak podmuch wiatru omiatający szkockie klify a przy tym nie mający nic wspólnego z poznanymi przez mnie zapachami które nazywa się świeżymi .Pachnie świeżutką żywicą i drewnem,mocno wyczuwalne są tez zielone nuty trawa? zioła?Lekki,świetlisty i przejrzysty jak tafla szkockiego jeziora ukrytego pomiędzy licznymi wzniesieniami a jednocześnie ostry, trochę pikantny.Pewnie za sprawą mirry;)
Nie rozbiorę go na nutki,bo nie potrafię,kojarzy mi się z przestrzenią,ale mam konkretny obraz który mi do niego pasuje.Może to dlatego, że swego czasu naczytałam się książek o średniowiecznej Szkocji.
I L'Eau Guerriere kojarzy mi się właśnie z tym krajem.
Idealnie pasuje do skromnie(w sensie ilości odzieży)  odzianego silnego,jasnowłosego i złotolicego Celta w przepasce podtrzymującej rozwiane wiatrem długie włosy,spadkobiercy mocno posuniętego w latach przywódcy klanu,stojącego z dumnie uniesioną głową na szczycie stromego klifu..
Takiego który za nic ma stroje i tytuły,który nie bawi się w upiększanie surowego wnętrza kamiennego zamczyska,który walczy o  to aby to co jego nie dostało się w łapy pstrokatych Anglików.Pachnie wiatrem i przestrzenią.Jest chłodny i surowy i nieobliczalny w walce ale jednocześnie ma wielkie serce które potrafi kochać.
I jakby nie to wielkie zamczysko na skałach które w moim wyobrażeniu być musi to powiedziałabym ,że taki jasnowłosy William Wallace;)



Nuty zapachowe: kora drzewa chinowego, aldehydy,mirra,  żywica olibanowa, drewno aloesowe, piżmo.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...