Stosując myk pod tytułem "na kogo wypadnie na tego bęc" wygmerałam Ambre Noir i wśród zgliszczy domowych przysiadłam skrobnąć słów kilka z głodu pisania i abyście o mnie nie zapomnieli, bo jestem , mam się dobrze, tylko warunków chwilowo brak.
Ambre Noir mnie ogłuszyła swoją mocą, zgniotła, zdusiła i wbiła w fotel. Toż to niemal zabójca zapachowy. Takiego stężenia mocy dawno nie miałam okazji poczuć, nawet tam gdzie się go spodziewałam. Tu się nie spodziewałam, choć po testach innych zapachów Laurie Erickson powinnam była .
Pierwsze zetknięcie i zbyt mocny wdech nosem spowodował że niemal poczułam w nosie, głowie , uszach pół litra czarnego atramentu, drugim razem wąchałam ostrożniej i o dziwo wydał mi się skrzyżowaniem Ouarzazate z Fille en Aiguilles w butelce po Ambre Sultan :D
Nie zmieniłam zdania po ponownych testach mam przed oczyma schlapany atramentem kałamarz i sosnowe igliwie, plaster świeżo uciętego drzewa z kroplami żywicy, mokrą ziemię i księdza - egzorcystę z opętaniem w oczach, w rozmemłanej sutannie.
Ambre Noir jest zapachem niezwykle trwałym i intensywnym i głębokim, ale nie należy się spodziewać że jest zapachem grzecznym ,bo nie jest.
Polecam kilka psiknięć , jeśli podróżujecie zatłoczonym autobusem miejskiej komunikacji -wolne krzesełko gwarantowane, bowiem takiej dawki mocy przeciętny pochłaniacz płatków na mleku ciut świtkiem nie zniesie ;) W innych przypadkach zalecany umiar a gwarantowane niezwykłe doznania.
Nuty:
olibanum , mirra, ambra, róża, wetiwer, labdanum, cedr, drzewo sandałowe, mech dębowy, goździk, castoreum*, paczula.
*castoreum- substancja o silnym zapachu, wydzielana przez gruczoły przyodbytowe bobrów,używana jako utrwalacz zapachu...
zdjęcie "pożyczyłam" ze strony : http://www.sonomascentstudio.com
25.11.2010
3.11.2010
Giveaway u Hexxany
Czasem warto wyleźć z ramek ,wrzucić na luz, ,uśmiechnąć się do bloga własnego i naszych znajomych.
Polecam więc zabawę z nagrodami-niespodziankami na blogu Tysiąc jeden pomysłów i pasji u Hexxany, u której bywam częstym gościem łasa na wszelkie nowinki, które Hexx osobiście testuje na swym zacnym licu, ciele, włosach i paznokciach i o których czytam często z rozdziawioną paszczą ;)
Ukradłam zdjęcie z bloga Hexxany ;P
Takie fajności można wylosować:
Polecam więc zabawę z nagrodami-niespodziankami na blogu Tysiąc jeden pomysłów i pasji u Hexxany, u której bywam częstym gościem łasa na wszelkie nowinki, które Hexx osobiście testuje na swym zacnym licu, ciele, włosach i paznokciach i o których czytam często z rozdziawioną paszczą ;)
Ukradłam zdjęcie z bloga Hexxany ;P
Takie fajności można wylosować:
28.10.2010
Annick Goutal, Eau du Fier edt
Gdyby ktokolwiek dał mi do powąchania Eau du Fier w jego początkowej fazie nie wpadłabym na to, że mogą to być perfumy. Przeczytawszy nuty spodziewałam się czegoś zupełnie innego . Tymczasem początek mnie przeraził, nie aż tak bardzo;p Ponieważ człowiek takim stworzeniem jest, że podobają mu się różne wydzielające woń dziwy. Takoż i tutaj.
Zapach podobno inspirowany małą wyspą na zachodnim wybrzeżu Francji. Słone morze, piaszczyste plaże i tak dalej...
Tymczasem ja poczułam woń przykurzonego stryszku, wielokrotnie pastowanego, wiekowego parkietu, jaki pamiętam z starej, wiejskiej szkoły w której dane mi było w dzieciństwie często przebywać w okresie wakacji. Zapach ten nie mija, w miarę upływu czasu trwa równie intensywnie jak na początku, podłoga zbiera tylko kolejne warstwy kurzu, które początkowo wgryzają się w warstwę pasty a potem tworząc nań szarą pylistą smugę.
Kurz osiada na wszystkich wypucowanych meblach na starych poszarzałych mapach.
Próbowaliście kiedyś podpalić deseczkę parkietu? Ja owszem ;) W Eau du Fier to chyba wędzona herbata będzie tą paloną deseczką. Jednak mi taka herbatka nie smakuje ;)
Pomimo najszczerszych starań i pobudzania wyobraźni różnymi znanymi mi metodami jedyne co jeszcze udało mi się wyłuszczyć z tego dziwaka (jednak) to sól. Dużo soli. I ani grama słodyczy która przeciętnemu osobnikowi używającemu perfum mogłaby się z nimi kojarzyć.
No i koniec. Ostatni rzut oka na opustoszałą szkolną salę geograficzną: na jednym ze stolików leży zaschnięta smętna skórka pomarańczy.
Zapach sam w sobie ciekawy i pomimo tego że sama używam wielu zapachów uznawanych przez otoczenie za śmierdzące dziwadła do tego jakoś trudno mi się przekonać. Wąchać z nadgarstka owszem, pachnieć nim jednak nie. I nie szkodzi bo Eau du Fier nie jest już produkowany.
Nuty zapachowe:
mięta, gorzka pomarańcza, goździki, kora brzozy, wędzona herbata, osmantus, fleur de sel (salt flower).
Zapach podobno inspirowany małą wyspą na zachodnim wybrzeżu Francji. Słone morze, piaszczyste plaże i tak dalej...

Kurz osiada na wszystkich wypucowanych meblach na starych poszarzałych mapach.
Próbowaliście kiedyś podpalić deseczkę parkietu? Ja owszem ;) W Eau du Fier to chyba wędzona herbata będzie tą paloną deseczką. Jednak mi taka herbatka nie smakuje ;)
Pomimo najszczerszych starań i pobudzania wyobraźni różnymi znanymi mi metodami jedyne co jeszcze udało mi się wyłuszczyć z tego dziwaka (jednak) to sól. Dużo soli. I ani grama słodyczy która przeciętnemu osobnikowi używającemu perfum mogłaby się z nimi kojarzyć.
No i koniec. Ostatni rzut oka na opustoszałą szkolną salę geograficzną: na jednym ze stolików leży zaschnięta smętna skórka pomarańczy.
Zapach sam w sobie ciekawy i pomimo tego że sama używam wielu zapachów uznawanych przez otoczenie za śmierdzące dziwadła do tego jakoś trudno mi się przekonać. Wąchać z nadgarstka owszem, pachnieć nim jednak nie. I nie szkodzi bo Eau du Fier nie jest już produkowany.
Nuty zapachowe:
mięta, gorzka pomarańcza, goździki, kora brzozy, wędzona herbata, osmantus, fleur de sel (salt flower).
12.10.2010
Serge Lutens,Bas de Soie
Pierwszy test Bas de Soie ujawnił irysa i młode marchewki, li i tylko , ale jak się już niejednokrotnie przekonałam kolejne mogą zaskoczyć, takoż i tutaj. Wylazł bowiem hiacynt, chłodny i słodki w towarzystwie nieśmiałych ledwo wybudzonych przez słońce pierwszych niepozornych jeszcze roślinek.
Hiacynt ów jest chłodny niczym ziemia na której rośnie i powietrze w pierwszych dniach wiosny, kiedy to jeszcze ziemia prawie łysa i tylko co śmielsze roślinki odważnie wychynęły spod pulchnego gruntu.
W moim ogródku jest i irys i marchewka wzeszła.Wszystko pięknie.
W miarę rozpełzania się zapachu , w wysokiej temperaturze próbuje się przedzierzgnąć gorycz, z irysa jak mniemam. W niższych temperaturach gorycz się nie pojawia.
Zapach jest jasny, świetlisty i niezwykle szykowny. Odrobina słodyczy i pudru nie pozbawia go chłodu i delikatnej surowości a dodaje mu szlachetnej czystości i elegancji. W jednej chwili przyjemny i mięciutki , w drugiej chłodny "ziemniak" . Nie traci on przez to swojego uroku, jest jednak nietypowy i nijak się ma do poprzednich dzieł Lutensa.
To dosłownie zapachowa rewolta, choć podobna, pozorna lekkość u Lutensa już się pojawiała.
Czemu jednak pończochami ów zapach nazwano jedwabnymi/ nylonowymi pończochami nie wydedukowałam , może to ta gładkość i pozorne wrażenie chłodu a może wrażenie elegancji . Warto przekonać się osobiście, aczkolwiek wśród zwolenników sztandarowych zapachów Lutensa, Bas de Soie nie musi znaleźć uznania .
Nuty: irys, hiacynt, piżmo, galbanum,
Hiacynt ów jest chłodny niczym ziemia na której rośnie i powietrze w pierwszych dniach wiosny, kiedy to jeszcze ziemia prawie łysa i tylko co śmielsze roślinki odważnie wychynęły spod pulchnego gruntu.

W miarę rozpełzania się zapachu , w wysokiej temperaturze próbuje się przedzierzgnąć gorycz, z irysa jak mniemam. W niższych temperaturach gorycz się nie pojawia.
Zapach jest jasny, świetlisty i niezwykle szykowny. Odrobina słodyczy i pudru nie pozbawia go chłodu i delikatnej surowości a dodaje mu szlachetnej czystości i elegancji. W jednej chwili przyjemny i mięciutki , w drugiej chłodny "ziemniak" . Nie traci on przez to swojego uroku, jest jednak nietypowy i nijak się ma do poprzednich dzieł Lutensa.
To dosłownie zapachowa rewolta, choć podobna, pozorna lekkość u Lutensa już się pojawiała.
Czemu jednak pończochami ów zapach nazwano jedwabnymi/ nylonowymi pończochami nie wydedukowałam , może to ta gładkość i pozorne wrażenie chłodu a może wrażenie elegancji . Warto przekonać się osobiście, aczkolwiek wśród zwolenników sztandarowych zapachów Lutensa, Bas de Soie nie musi znaleźć uznania .
Nuty: irys, hiacynt, piżmo, galbanum,
27.09.2010
Cristiano Fissore Cashmere for men
Gdybym miała przybliżyć zapach Cashmere za pomocą jednego tylko zdania rzekłabym : odrobinę mniej dymny Gucci pour homme. Ale to tak w wielkim uproszczeniu.
W Cashmere bowiem jest niezwykła kremowość, gładkość i zielony cug ,smuga dosłownie. Coś jakby młode zielone gibkie i wilgotne witki, obdarte z miękkiej kory . Gdzieś już czułam coś podobnego i na pewno nie był to Gucci.
Dymność bierze się z żywych pełnych soku gałązek, a nie z suchych drewnianych szczap, tli się słodko i delikatnie i jest tak urocza , że chce się żeby to trwało i trwało....No i trwa i z chwili na chwilę jest coraz milej.
Jest tak miło, że aż wierzyć się nie chce, że Cashmere jest " for men" Czy godzi się o męskim zapachu pisać, że jest uroczy? ;)
Jedna z najbardziej urokliwych i nienachalnych odsłon bergamoty objawia się moim zdaniem właśnie w Cashmere, w połączeniu z żywicą jest niemal jak herbatka z miodem w zimny wietrzny dzień. Nie tyle w sensie zapachu co mnogości przyjemnych doznań. Słodyczy jest bowiem taka ilość że aby wspomnieć o słodyczy mówiąc o Cashmere trzeba się zastanowić, bo słodycz jest ale jej ilość jest na tyle umiarkowana, że słowo "słodkie" w opisie jeśli się pojawi to gdzieś na końcu. Do tego wszystkiego ogrom drewna i kadzidlana chmurka. Nie wiem jak pachnie samo drewno kaszmirowe ale mam poczucie, że to właśnie ono czyni Cashmere , do tego przecudnej urody gwajak. To nie mógł być niewypał .
Nie lubię klasyfikować perfum na męskie i damskie, ale zastanawia mnie które to składniki mogą go czynić męskim, no i nie wiem...może wetiwer, cedr, laur ?
Unisexem nie ośmielę się go nazwać mając w pamięci słowa mojego bliźniego: jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego;)
Chciałabym mieć:)
nuty:
drewno kaszmirowe, gwajak, drewno tekowe, żywica, bergamota, laur, cedr, imbir, wetiwer, ambra, paczula, białe piżmo, żywica elemi.
W Cashmere bowiem jest niezwykła kremowość, gładkość i zielony cug ,smuga dosłownie. Coś jakby młode zielone gibkie i wilgotne witki, obdarte z miękkiej kory . Gdzieś już czułam coś podobnego i na pewno nie był to Gucci.
Dymność bierze się z żywych pełnych soku gałązek, a nie z suchych drewnianych szczap, tli się słodko i delikatnie i jest tak urocza , że chce się żeby to trwało i trwało....No i trwa i z chwili na chwilę jest coraz milej.
Jest tak miło, że aż wierzyć się nie chce, że Cashmere jest " for men" Czy godzi się o męskim zapachu pisać, że jest uroczy? ;)
Jedna z najbardziej urokliwych i nienachalnych odsłon bergamoty objawia się moim zdaniem właśnie w Cashmere, w połączeniu z żywicą jest niemal jak herbatka z miodem w zimny wietrzny dzień. Nie tyle w sensie zapachu co mnogości przyjemnych doznań. Słodyczy jest bowiem taka ilość że aby wspomnieć o słodyczy mówiąc o Cashmere trzeba się zastanowić, bo słodycz jest ale jej ilość jest na tyle umiarkowana, że słowo "słodkie" w opisie jeśli się pojawi to gdzieś na końcu. Do tego wszystkiego ogrom drewna i kadzidlana chmurka. Nie wiem jak pachnie samo drewno kaszmirowe ale mam poczucie, że to właśnie ono czyni Cashmere , do tego przecudnej urody gwajak. To nie mógł być niewypał .
Nie lubię klasyfikować perfum na męskie i damskie, ale zastanawia mnie które to składniki mogą go czynić męskim, no i nie wiem...może wetiwer, cedr, laur ?
Unisexem nie ośmielę się go nazwać mając w pamięci słowa mojego bliźniego: jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego;)
Chciałabym mieć:)
nuty:
drewno kaszmirowe, gwajak, drewno tekowe, żywica, bergamota, laur, cedr, imbir, wetiwer, ambra, paczula, białe piżmo, żywica elemi.
26.09.2010
Histoires de Parfums , 1740 Marquis de Sade

Dla "stwórców" Markiz de Sade był chyba grzecznym chłopaczkiem z burzą hormonów. Albo ja czytałam same oszukańcze treści na temat de Sade ;) No dobra, może trochę przesadziłam z tym grzecznym chłopaczkiem. Ale to dlatego, że niczego specjalnie kontrowersyjnego się nie doszukałam a się spodziewałam. Czego się spodziewałam? No cóż... biorąc pod uwagę że parokrotnie zdarzało mi się wąchać różne smrody zwane perfumami i to zupełnie niespodziewanie, to tutaj się ich najnormalniej w świecie spodziewałam.
Nie ma zapachu krwi, nie ma zapachu erotycznych ekscesów szalonego pisarza, nie ma nawet zapachu suchej pomarszczonej skóry pośladków Markiza ;) Piwniczki też niewiele, trochę tylko na otarcie łez. Paczula w całkiem miłej dla nosa odsłonie mimo że zalata wilgocią i czymś zbutwiałym, zdaje się być przez pewien czas najgłówniejszą nutą , ustępując po jakimś czasie pola wanilii i skórze, ale tylko na jakiś czas, bo w pewnym momencie wyłazi ponownie i panoszy się wraz z drewnem.
U mnie to będą stare drewniane ławy gładkie, bo wyślizgane przez markizowe pośladki. (choć tyle;p ). Sporo tutaj też czystka, wiem bo skubańca już umiem wyczaić w perfumach ;)
O dziwo czuję w nim też coś jakby przesiąknięte tytoniem ubrania , choć w nutach tytoniu nie widać.
Skłamałabym jednak pisząc, że Marquis de Sade to zapach niewinności, ponieważ coś tam erotycznego w nim jest ale to taka erotyka w stylu "choć na kolanka a dziadzio Cię nauczy tego i owego", nie wrzyna się na chama w społeczeństwo, nie otumania, nie bezcześci niewinności (jeśli takowa gdzieś się jeszcze uchowała) i nie sprowadza na manowce.
Zainteresował mnie, bo ma coś wspólnego z Aziyade, tę samą lekko kwaśną ,lekko lubieżną nutkę, ale mieć nie planuję ;)
nuty:
bergamotka, dawana, paczula, kolendra, kardamon, cedr, czystek, brzoza, kocanka, wanilia, skóra.
25.09.2010
F.Malle,Musc Ravageur
Zacznę od końca. Nie powalił mnie słynny "majtkozdzierca" i nie rozumiem zupełnie skąd się wzięła ta wielce wymowna nazwa.
Spodziewałam sie zapachu erotycznego, uwodzicielskiego, spodziewałam się że kolana mi zmiękną i spryskawszy swojego mężczyznę rzucę się na niego w szale namiętności :D Tymczasem ja czekałam z minuty na minutę coraz bardziej powątpiewając w magię MR :D Po czym kazałam mężczyźnie pójść i się umyć a sama zabrałam się za smażenie racuchów. Faktycznie ma moc skubaniec, bo nie lubię smażyć;)
Pierwsze nuty to "mydłości". Dokładnie i mydło i mdłości. Dziwny mdły zapach brudnych przepoconych ubrań , bielizny. Trochę zieleniny-majtki na krzaku. O! ewentualnie podrzędny, cichy burdelik.
Więc nie majtkozdzierca a stosy zdzieranych i rzucanych na podłogę dzień po dniu gaci. Wydzieliny i pot, pot i wydzieliny. Średnio higieniczna wizja, no ale cóż poradzę...
Poza zapachem wydzielin nie brak w Musc Ravageur słodyczy, dziwnej metalicznej , ot earl grey w blaszanym kubanie i stare zwietrzałe cynamonowe ciastko plus krew. Wyczuwam w nim również coś mącznego, przez to kojarzy mi się troszkę z Bois Farine L'Artisan.
MR nie jest dla mnie ani tajemniczy ani uwodzicielski . I nie jest zachętą ani prowokacją do miłosnych igraszek to raczej efekt "po", i to bardzo "po".
Wierzę, że jest masa ludu na których jest piękny ja niestety do tej grupy nie należę, ale nie jest mi z tego powodu jakoś szczególnie przykro;)
nuty:
wanilia, drewno gwajakowe, cedrowe, cynamon, bergamota, piżmo, lawenda, goździki, bób tonka.

Pierwsze nuty to "mydłości". Dokładnie i mydło i mdłości. Dziwny mdły zapach brudnych przepoconych ubrań , bielizny. Trochę zieleniny-majtki na krzaku. O! ewentualnie podrzędny, cichy burdelik.
Więc nie majtkozdzierca a stosy zdzieranych i rzucanych na podłogę dzień po dniu gaci. Wydzieliny i pot, pot i wydzieliny. Średnio higieniczna wizja, no ale cóż poradzę...
Poza zapachem wydzielin nie brak w Musc Ravageur słodyczy, dziwnej metalicznej , ot earl grey w blaszanym kubanie i stare zwietrzałe cynamonowe ciastko plus krew. Wyczuwam w nim również coś mącznego, przez to kojarzy mi się troszkę z Bois Farine L'Artisan.
MR nie jest dla mnie ani tajemniczy ani uwodzicielski . I nie jest zachętą ani prowokacją do miłosnych igraszek to raczej efekt "po", i to bardzo "po".
Wierzę, że jest masa ludu na których jest piękny ja niestety do tej grupy nie należę, ale nie jest mi z tego powodu jakoś szczególnie przykro;)
nuty:
wanilia, drewno gwajakowe, cedrowe, cynamon, bergamota, piżmo, lawenda, goździki, bób tonka.
22.09.2010
Juliette Has a Gun, Midnight Oud

Rzeźnia normalnie, olfaktoryczne extremum , kostnica i czterokrotna sekcja zwłok , medykamenty, odkażanie, trumna z lekka nieszczelna, cmentarz i wiącha róż w cynkowanym wiadrze.
I nie chce ulecieć diabelstwo, trzeba iść i się umyć czym prędzej, zanim przywyknę i wizja śmierci stanie się dla mnie czymś zupełnie przerażająco oswojonym. Jak mi ktoś łaskawie zdradzi termin to obiecuję dobrowolnie udawać się na smętarz każdego dnia przez ostatnie 3 tygodnie mego żywota, żeby tam sobie przywykać. Bez drewna agarowego.
A najgorsze jest to że człowiek ma takie zboczenie , że niby mu nie pachnie a sam z siebie pociąga nosem i wdycha .
Nie chcę dostrzec piżma, ambry , ani szafranu ukochanego, kończę i lecę zmywać nim obudzi się we mnie zwierzę i jakiś nekrofil nie daj borze.
nuty: agar i róża agar i róża agar i róża agar agar agar
a tak serio to ponoć jest tam jeszcze szafran ,ambra, piżmo, paczula , sandałowiec ,bergamotka i kastoreum ;)
18.09.2010
Lorenzo Villoresi, Piper Nigrum
Piper Nigrum. Fajny zapach na przeziębienie;) Bije po nosie czymś w typie Inhalolu z gigantyczną ilością pieprzu. Od wdychania aż swędzi w gardle a jak człowieka męczy to o to właśnie chodzi, żeby sobie po kasłać.Wiem co mówię,wczoraj były inhalacje a dziś Piper Nigrum no i wsjo rawno w zasadzie czym się człowiek sztacha ,efekt podobny;)
Ja się nawet nie będę rozdrabniać i tworzyć tutaj jakieś historie co tam w otwarciu,co jak się rozwinie itd.
W zasadzie jeśli pominąć nasycenie zapachu, to cały czas pachnie tak samo.
Morze przypraw, ziół jakowychś przykryło, zgniotło, stłamsiło obecność żywicy ambry i drzewnych nut. Niby są a nie ma. Poza przeważającą ilością pieprzu i mięty wyczuć da się koper, mirrę, oregano i trochę igliwia.
Pomysł fajny, ale chyba trochę przekombinowany. Dlatego wąchać z nadgarstka mogę i nawet nie bez przyjemności ale spryskać się globalnie i pachnieć tak pół dnia nie daję rady. Męczy mnie i przytłacza .
Może na męskiej skórze pachnie przystępniej, nie wiem...
Mam jednak paskudny obraz mężczyzny jaki mi się jawi gdy myślę o Piper . Facet ma gdzieś ta z sześćdziesiątkę, na rzadkim owłosieniu pół litra brylantyny między nienaturalnie białymi zębami śmiga porządnie już zżuta guma, koszulę ma w kolorze tzw oczojebnym -tak żeby go było widać, za ciasne dżinsy-tak żeby go było widać i glansowane 3 godziny buty z czubkami. A młode znacząco obnażone dziewczę które w mojej wyobraźni wychynęło zza niego to bynajmniej nie jest jego córką ;) Satyr jak w mordę strzelił. Ot i wkradło się odrobinkę erotyki;))
Nuty zapachowe:
koper, dziki anyż, dziki koper, mięta pieprzowa, cytrusy, echa drzew iglastych i liściastych, czarny pieprz, oregano, gałka muszkatołowa, żywica elemi, żywica olibanowa, petit grain, liście goździka, morski rozmaryn, przyprawy, ambra, styraks, żywica benzoesowa, balsam Peru, mirra, cedr atlantycki i nuty drzewne
Ja się nawet nie będę rozdrabniać i tworzyć tutaj jakieś historie co tam w otwarciu,co jak się rozwinie itd.
W zasadzie jeśli pominąć nasycenie zapachu, to cały czas pachnie tak samo.

Pomysł fajny, ale chyba trochę przekombinowany. Dlatego wąchać z nadgarstka mogę i nawet nie bez przyjemności ale spryskać się globalnie i pachnieć tak pół dnia nie daję rady. Męczy mnie i przytłacza .
Może na męskiej skórze pachnie przystępniej, nie wiem...
Mam jednak paskudny obraz mężczyzny jaki mi się jawi gdy myślę o Piper . Facet ma gdzieś ta z sześćdziesiątkę, na rzadkim owłosieniu pół litra brylantyny między nienaturalnie białymi zębami śmiga porządnie już zżuta guma, koszulę ma w kolorze tzw oczojebnym -tak żeby go było widać, za ciasne dżinsy-tak żeby go było widać i glansowane 3 godziny buty z czubkami. A młode znacząco obnażone dziewczę które w mojej wyobraźni wychynęło zza niego to bynajmniej nie jest jego córką ;) Satyr jak w mordę strzelił. Ot i wkradło się odrobinkę erotyki;))
Nuty zapachowe:
koper, dziki anyż, dziki koper, mięta pieprzowa, cytrusy, echa drzew iglastych i liściastych, czarny pieprz, oregano, gałka muszkatołowa, żywica elemi, żywica olibanowa, petit grain, liście goździka, morski rozmaryn, przyprawy, ambra, styraks, żywica benzoesowa, balsam Peru, mirra, cedr atlantycki i nuty drzewne
9.09.2010
L'artisan Perfumeur, Dzing!

Oczywisty i obecny od początku do końca jest w moim odczuciu żonkil. No i to akurat jest bardzo miłe, bo o ile u schyłku lata nie tęsknię jeszcze tak bardzo za wiosną (kłamię, już tęsknię ) o tyle nadchodzi w życiu każdego pora, że zaczynamy marzyć o nadejściu wiosny. A cóż kojarzy się z jej nadejściem bardziej niż pierwsze żonkile, kupowane za ciężką kasę od babeczki na miejskim bazarku i niesione z dziką radością do domu. To absolutnie nie cyrkowe prawda? Chociaż nie...jest w tym czasem trochę z cyrku, kiedy na dworze jeszcze zimno zdarza mi się tworzyć dokoła żonkili wielki namiot ochronny z reklamówek czy czegokolwiek co ochroniłoby je przed niszczycielskim marcowym zimnem i wiatrem.
A na początku Dzinga są kolorowe kredki. Chińskie. Zapach trochę dziwny,woskowy, ale przyciąga równie mocno jak lata temu kiedy szczęśliwie udało się je wystać w długim ogonku w papierniczym sklepie. I działały tak samo, bez względu na to czy ich zapach się komuś podobał czy nie, wszyscy pociągali nosem wdychając ich zapach.

Ale i skóra to tylko chwila, bo w Dzingu wszystko trwa chwilę i znika by ustąpić miejsca czemuś innemu ,zmienny jest jednym słowem. I przez to trudny do określenia. Przyciąga i odpycha. Nie pozwala się ujarzmić.
Nie lubię cyrku, nie podoba mi się idea tego czegoś ale butelczynę mogłabym mieć i nie zmarnowałaby się;)
Tak sobie myślę, że Pan Kleks mógłby pachnieć Dzingiem....
nuty:
róża, irys,żonkil, imbir,cynamon,szafran, castoreum, peru Balsam, benzoin, piżmo
7.09.2010
Muzycznie
Kolejna zabawa,do której zaprosiły mnie Hexxana,Sabbath i Hisoka
Tym razem trzeba się obnażyć muzycznie , czyli napisać 10 ulubionych utworów muzycznych i zaprosić do zabawy 5-10 czy ileś tam osób.
Kolejność przypadkowa ,a utwory pewnie wszystkim znane
1.Arrival To Earth Steve Jablonsky
2.Goodnight Moon Shivaree
3.Home by The Sea Genesis
4.Na Zakręcie K.Janda
4.Notre Dame de Paris,Belle
5.Prodigy No Good
6.Hans Zimmer (dużo ładności )
7. Uratuj mi życie R Rozmus
7.Depeche Mode Enjoy the Silence
8.Lance Morrison Spinnin Around
9.The Stranglers Always The Sun.
10 Gwen Stefani Early Winter.
Mnóstwo jest ulubionych... ciekawe czy Tymi pozwoliłam się trochę poznać;)
do zabawy zapraszam marteniczkę i Beti :D
edit:
zapomniałam o czymś istotnym
Dzikość mego serca Dżem
La belle et le bad boy Mc Solaar
Tym razem trzeba się obnażyć muzycznie , czyli napisać 10 ulubionych utworów muzycznych i zaprosić do zabawy 5-10 czy ileś tam osób.
Kolejność przypadkowa ,a utwory pewnie wszystkim znane
1.Arrival To Earth Steve Jablonsky
2.Goodnight Moon Shivaree
3.Home by The Sea Genesis
4.Na Zakręcie K.Janda
4.Notre Dame de Paris,Belle
5.Prodigy No Good
6.Hans Zimmer (dużo ładności )
7. Uratuj mi życie R Rozmus
7.Depeche Mode Enjoy the Silence
8.Lance Morrison Spinnin Around
9.The Stranglers Always The Sun.
10 Gwen Stefani Early Winter.
Mnóstwo jest ulubionych... ciekawe czy Tymi pozwoliłam się trochę poznać;)
do zabawy zapraszam marteniczkę i Beti :D
edit:
zapomniałam o czymś istotnym
Dzikość mego serca Dżem
La belle et le bad boy Mc Solaar
4.09.2010
Parfums Gres,Ambre de Cabochard-na pokuszenie albo i nie
Ambre kupiłam w ciemno kierując się jedynie nazwą i nie mając właściwie najmniejszego pojęcia co kupuję.
Żądza nabycia czegoś co osłodzi ponure jesienne dni pokierowała mój paluch w kierunku fiszki "kup".
No i mam. Pierwsze wrażenie piorunujące...jakbym zanurzyła no słodkiej puchatej piance,ale spokojnie-Ambre nie m nic z typowego ulepa. Słodycz jest konkretna ale wyważona i zupełnie niejadalna . Zgadzam się ze zdefiniowaniem go jako zapach orientalny choć orient uparcie kojarzy mi sie z czymś zupełnie innym , pomimo tego, że kilka tego typu zapachów miałam już okazję poznać i nawet polubić.
To jest orient elegancki i czysty, nie przytłacza i nie dusi, nie osacza nadmiarem kwiecistości zachowuje raczej idealny balans pomiędzy piżmowo-ambrowym ciepłem a kwietną słodyczą na drewnianym....czymś.
Przede wszystkim jednak w głównej roli występuje tu bursztyn, ogrom bursztynu w ciepłej miodowej oprawie. Wszystko to przyprószone dosłownie odrobiną imbiru i kardamonu, które nadają zapachowi zdecydowanego charakteru czyniąc z niego zapach niebanalny. Cynamon był.Przez minutę,przemknął właściwie niezauważony i zniknął zostawiając jedynie mikry , niemal niewyczuwalny ślad w całej kompozycji.
Odrobinę, dosłownie o d r o b i n ę przypomina mi Parfum Sacre Carona, ciągnie się tą samą bogatą, złotą smugą. Ambre jest jednak bardziej przystępne , ciepłe i mniej inwazyjne niż Sacre.
Obydwa zapachy łączą ze sobą ambra,piżmo i cynamon,no ale widać mojemu nosowi to wystarczyło aby znaleźć dla Ambre ziomka.
Nuty :
nuta głowy: imbir, mandarynka, cynamon, kardamon
nuta serca: cyklamen, tuberoza, lilia, bursztyn
nuta bazy: tonka, wanilia, piżmo, bursztyn, nuty drzewne
Żądza nabycia czegoś co osłodzi ponure jesienne dni pokierowała mój paluch w kierunku fiszki "kup".

To jest orient elegancki i czysty, nie przytłacza i nie dusi, nie osacza nadmiarem kwiecistości zachowuje raczej idealny balans pomiędzy piżmowo-ambrowym ciepłem a kwietną słodyczą na drewnianym....czymś.
Przede wszystkim jednak w głównej roli występuje tu bursztyn, ogrom bursztynu w ciepłej miodowej oprawie. Wszystko to przyprószone dosłownie odrobiną imbiru i kardamonu, które nadają zapachowi zdecydowanego charakteru czyniąc z niego zapach niebanalny. Cynamon był.Przez minutę,przemknął właściwie niezauważony i zniknął zostawiając jedynie mikry , niemal niewyczuwalny ślad w całej kompozycji.
Odrobinę, dosłownie o d r o b i n ę przypomina mi Parfum Sacre Carona, ciągnie się tą samą bogatą, złotą smugą. Ambre jest jednak bardziej przystępne , ciepłe i mniej inwazyjne niż Sacre.
Obydwa zapachy łączą ze sobą ambra,piżmo i cynamon,no ale widać mojemu nosowi to wystarczyło aby znaleźć dla Ambre ziomka.
Nuty :
nuta głowy: imbir, mandarynka, cynamon, kardamon
nuta serca: cyklamen, tuberoza, lilia, bursztyn
nuta bazy: tonka, wanilia, piżmo, bursztyn, nuty drzewne
2.09.2010
Sonia Rykiel Le Parfum
Chciałabym poświęcić kilka postów zapachom troszeczkę innym niż te o których dotąd pisałam.Łatwo mi nie będzie bo kiepsko się w tym temacie rozeznaję. Ale to że coś jest trudne nie oznacza że jest niemożliwe. Chciałbym też zanim przejdę do rzeczy podziękować Ju, bo to dzięki niej mam możliwość poznania Le Parfum ,a także innych o których w kolejnych wpisach.
Bardzo Ci dziękuję Justynko :*
A teraz do rzeczy.
Podczas pierwszego testu nawet nie próbowałam rozpoznać żadnej z nut, za drugim razem nie rozpraszając się innymi woniami a więc ominęłam toaletkę i nawet na głodniaka zaaplikowałam Le Parfum,spodziewając się eksplozji nut zapachowych.
I słusznie się spodziewałam .Była eksplozja. Słodki, bogaty i niezwykle elegancki orient. Tylko, że jedyne co udało mi się wyczuć to irys . Sprawdziłam więc i okazało się że irysa w nutach nie ma - a więc pudło i to po starym Rubinie.
Irys jednak nie chciał mi dać spokoju więc poryłam w sieci jeszcze trochę i wyczytałam że jednak w składzie jest a fragrantica mówi, że ni ma. Ale jak mawiał znajomy zza Buga : wsjo rawno.
Mnogość nut i bogactwo różnorodnego kwiecia i owoców umoszczona została na niezwykle przyjemnej i bogatej bazie obfitej w to co wyważona acz mało elegancka ja bardzo lubię. Nawet niezwykłej urody fasolka tonka znalazła tutaj swe miejsce wcisnąwszy się gdzieś pomiędzy ambrą a mchem.
Zapach jest to ciężki i intensywny i dziwnym wydawało mi się, że pomimo tej ciężkości tak pięknie wibruje i mieni się na skórze raz podduszając słodkim jaśminem i tuberozą,cierpkim goździkiem, raz soczystą brzoskwinią na koniec unosi się gdzieś dookoła mnie lekką aldehydową chmurą.
Jedno co mnie frapuje to goryczka, która trwa przez cały czas i nijak nie mogę jej przypisać do którejkolwiek z nut.
Słowo daję, że niczym się nie sugerowałam.....kojarzy mi się z pełną wigoru, ruchliwą artystką z szaleńczym błyskiem w oku, taką co to w amoku twórczym gotowa do obfitej kwiecistej spódnicy z india-shopu włożyć trampki i wyruszyć w miasto z pewnością, której nawet goście z ABW i CBŚ do kupy wzięci mogliby jej pozazdrościć. I nikt nawet nie śmiałby pomyśleć, że coś jest nie tak. Nie uważam absolutnie, że skoro pasuje do nadpobudliwej ekscentryczki to nie będzie pasował Tobie. Przekonałam się bowiem niejednokrotnie że ani kwiat kwiatu nierówny ani kadzidło kadzidłu .
Fakt, że tego typu zapachy zostały poniekąd zaszufladkowane jako starobabcine killery co to niby pasują babci staruszeczce której jedynym środkiem odmładzającym jest rower, retro oczywiście. Ale figę prawda. Uważam, że warto popróbować,szukać, by przez gąszcz nowiuśkich flaszek w perfumerii, kuszących coraz bardziej chwytliwymi reklamami nie stracić szansy na poznanie prawdziwej perełki.
Odbiegłam troszkę od dzisiejszego tematu nr 1, ale niech będzie, w końcu ani żadnych zasad ani foremek nie przestrzegam ;)
O Le Parfum trudno powiedzieć , że to zapach sędziwy powstał w końcu ledwo kilkanaście lat temu, ale ma tamten klimat, bogactwo i to coś co pozwala nazywać je perfumami.Bo przyznacie, że czasem trudno użyć tego słowa wobec niektórych zapachów .
nuty:
aldehydy, pomarańcza, malina, brzoskwinia, bergamotka, poziomka, miód, goździk, tuberoza, korzeń kosaćca, jaśmin, róża, bób tonka, ambra, paczula, benzoin, cybet, wanilia, mech, wetiwer, styrax i irys (?)
Bardzo Ci dziękuję Justynko :*
A teraz do rzeczy.
Podczas pierwszego testu nawet nie próbowałam rozpoznać żadnej z nut, za drugim razem nie rozpraszając się innymi woniami a więc ominęłam toaletkę i nawet na głodniaka zaaplikowałam Le Parfum,spodziewając się eksplozji nut zapachowych.
I słusznie się spodziewałam .Była eksplozja. Słodki, bogaty i niezwykle elegancki orient. Tylko, że jedyne co udało mi się wyczuć to irys . Sprawdziłam więc i okazało się że irysa w nutach nie ma - a więc pudło i to po starym Rubinie.
Irys jednak nie chciał mi dać spokoju więc poryłam w sieci jeszcze trochę i wyczytałam że jednak w składzie jest a fragrantica mówi, że ni ma. Ale jak mawiał znajomy zza Buga : wsjo rawno.
Mnogość nut i bogactwo różnorodnego kwiecia i owoców umoszczona została na niezwykle przyjemnej i bogatej bazie obfitej w to co wyważona acz mało elegancka ja bardzo lubię. Nawet niezwykłej urody fasolka tonka znalazła tutaj swe miejsce wcisnąwszy się gdzieś pomiędzy ambrą a mchem.
Zapach jest to ciężki i intensywny i dziwnym wydawało mi się, że pomimo tej ciężkości tak pięknie wibruje i mieni się na skórze raz podduszając słodkim jaśminem i tuberozą,cierpkim goździkiem, raz soczystą brzoskwinią na koniec unosi się gdzieś dookoła mnie lekką aldehydową chmurą.
Jedno co mnie frapuje to goryczka, która trwa przez cały czas i nijak nie mogę jej przypisać do którejkolwiek z nut.
Słowo daję, że niczym się nie sugerowałam.....kojarzy mi się z pełną wigoru, ruchliwą artystką z szaleńczym błyskiem w oku, taką co to w amoku twórczym gotowa do obfitej kwiecistej spódnicy z india-shopu włożyć trampki i wyruszyć w miasto z pewnością, której nawet goście z ABW i CBŚ do kupy wzięci mogliby jej pozazdrościć. I nikt nawet nie śmiałby pomyśleć, że coś jest nie tak. Nie uważam absolutnie, że skoro pasuje do nadpobudliwej ekscentryczki to nie będzie pasował Tobie. Przekonałam się bowiem niejednokrotnie że ani kwiat kwiatu nierówny ani kadzidło kadzidłu .
Fakt, że tego typu zapachy zostały poniekąd zaszufladkowane jako starobabcine killery co to niby pasują babci staruszeczce której jedynym środkiem odmładzającym jest rower, retro oczywiście. Ale figę prawda. Uważam, że warto popróbować,szukać, by przez gąszcz nowiuśkich flaszek w perfumerii, kuszących coraz bardziej chwytliwymi reklamami nie stracić szansy na poznanie prawdziwej perełki.
Odbiegłam troszkę od dzisiejszego tematu nr 1, ale niech będzie, w końcu ani żadnych zasad ani foremek nie przestrzegam ;)
O Le Parfum trudno powiedzieć , że to zapach sędziwy powstał w końcu ledwo kilkanaście lat temu, ale ma tamten klimat, bogactwo i to coś co pozwala nazywać je perfumami.Bo przyznacie, że czasem trudno użyć tego słowa wobec niektórych zapachów .
nuty:
aldehydy, pomarańcza, malina, brzoskwinia, bergamotka, poziomka, miód, goździk, tuberoza, korzeń kosaćca, jaśmin, róża, bób tonka, ambra, paczula, benzoin, cybet, wanilia, mech, wetiwer, styrax i irys (?)
21.08.2010
Tag. Czyli zostałam wyróżniona:)
Zostałam wyróżniona przez Hexxanę i Hisokę
Bardzo Wam dziękuję ,jest mi bardzo miło,że lubicie do mnie zaglądać :)
Zasady :
1. Napisz kto przyznał Ci nagrodę
2.Wymień 10 rzeczy które lubisz
3.Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i powiadom ich o tym komentarzem.
Lubię...(kolejność przypadkowa)
1.czytać książki
2.zwierzęta
3.być sama
4.perfumy
5.słuchać muzyki
6.oglądać polskie filmy
7.ludzi z poczuciem humoru (niezbyt wielu takich znam)
8.żelki Haribo
9.pachnące świece
10.kabanosy,jajka i zieloną herbatę
;)))
Blogi:
1.Sabbath of Senses czasem czytam jeden wpis po kilka razy,nawet jeżeli nie wiem o czym mowa. Zdanie i opinia Sabbath jest zawsze nr 1 u mnie,nawet jeśli mamy odmienne odczucia;P A często mamy odmienne;)
2.Pracownia Alchemiczna Wiedźma z Podgórza jest dużo bardziej (pisemnie) gadatliwa niż ja i uwielbiam Jej odniesienia:)
3.Leżę i pachnę bo lubię,po prostu.
4.Emma w podróży za piękne kawałki innego świata.
5.O urokach życia na wsi Paproszek przypomina mi moje dzieciństwo.
6.Milion Myśli kocham Beti ,pisze tak że się uśmiecham nawet jak nie jest mi do śmiechu.
7.Serwetką malowane cuda,cuda po prostu
8.Niszowe ciastka Madzika Monstera
9.Maria Czubaszek
10.Kulinarny Blog Margarytki czasem coś mi się udaje;)
Bardzo Wam dziękuję ,jest mi bardzo miło,że lubicie do mnie zaglądać :)
Zasady :
1. Napisz kto przyznał Ci nagrodę
2.Wymień 10 rzeczy które lubisz
3.Przyznaj tę nagrodę 10 innym blogerom i powiadom ich o tym komentarzem.
Lubię...(kolejność przypadkowa)
1.czytać książki
2.zwierzęta
3.być sama
4.perfumy
5.słuchać muzyki
6.oglądać polskie filmy
7.ludzi z poczuciem humoru (niezbyt wielu takich znam)
8.żelki Haribo
9.pachnące świece
10.kabanosy,jajka i zieloną herbatę
;)))
Blogi:
1.Sabbath of Senses czasem czytam jeden wpis po kilka razy,nawet jeżeli nie wiem o czym mowa. Zdanie i opinia Sabbath jest zawsze nr 1 u mnie,nawet jeśli mamy odmienne odczucia;P A często mamy odmienne;)
2.Pracownia Alchemiczna Wiedźma z Podgórza jest dużo bardziej (pisemnie) gadatliwa niż ja i uwielbiam Jej odniesienia:)
3.Leżę i pachnę bo lubię,po prostu.
4.Emma w podróży za piękne kawałki innego świata.
5.O urokach życia na wsi Paproszek przypomina mi moje dzieciństwo.
6.Milion Myśli kocham Beti ,pisze tak że się uśmiecham nawet jak nie jest mi do śmiechu.
7.Serwetką malowane cuda,cuda po prostu
8.Niszowe ciastka Madzika Monstera
9.Maria Czubaszek
10.Kulinarny Blog Margarytki czasem coś mi się udaje;)
10.08.2010
Diptyque,Feu de Bois room spray
Zastanawiałam się czy pisać o Feu de Bois, ostatecznie pomyślałam, że skoro używam jako perfum, i skoro na skórze sprawuje się dobrze.To warto choć kilka słów napisać. Zapachy Ajaxa też mi się podobają ale o nich pisać nie będę ;P
Zacznę od tego że pachnie palonym w kominku drewnem, bardzo przypomina Fireplace z biblioteki Demeter z tym, że może poszczycić się znacznie lepszą trwałością.I zmienia się , to nie są wielkie zmiany ale jednak...
W jednej chwili czuję suche szczapy tworząc w wyobraźni duży płomień i miłe dla ucha trzaskanie a w drugiej świeżo ścięte jabłonie, lekko omszałe, mokre i pełne soku, które tlą się powoli uwalniając delikatny zapach słodkawej żywicy.
Pięknie się nosi u schyłku lata, oraz zimą, kiedy za oknem szaruga, plucha lub siarczysty mróz, pięknie nie ze względu na jakiś wielki kunszt czy coś w tym rodzaju-ot po prostu miło nastraja i pozwala zapomnieć o odkręconych na full, paskudnych kaloryferach ..
Jeżeli ktoś lubi tego rodzaju zapachowe cudaki (tak jak ja, na ten przykład) to polecam.
Zacznę od tego że pachnie palonym w kominku drewnem, bardzo przypomina Fireplace z biblioteki Demeter z tym, że może poszczycić się znacznie lepszą trwałością.I zmienia się , to nie są wielkie zmiany ale jednak...
W jednej chwili czuję suche szczapy tworząc w wyobraźni duży płomień i miłe dla ucha trzaskanie a w drugiej świeżo ścięte jabłonie, lekko omszałe, mokre i pełne soku, które tlą się powoli uwalniając delikatny zapach słodkawej żywicy.
Pięknie się nosi u schyłku lata, oraz zimą, kiedy za oknem szaruga, plucha lub siarczysty mróz, pięknie nie ze względu na jakiś wielki kunszt czy coś w tym rodzaju-ot po prostu miło nastraja i pozwala zapomnieć o odkręconych na full, paskudnych kaloryferach ..
Jeżeli ktoś lubi tego rodzaju zapachowe cudaki (tak jak ja, na ten przykład) to polecam.
9.08.2010
Comme des Garcons,Series 6 Synthetic Garage
Sama nie wiem z czym kojarzy mi się bardziej czy z garażem czy z naftową maseczką na włosy.Ale zostanę przy tym , że czuję garaż. Ale jaki? Bo garaże sąsiadów tak nie pachną, mój też nie . To mógłby być garaż mojego ojca, dwadzieścia lat temu, albo warsztat samochodowy a w nim samochód rozebrany na części pierwsze a do tego pyrgnięte w kąt fotele ze "skórzaną"(czyt.skajową ) tapicerką i wszystko wymaziane czarnym i lepkim smarem. Taki, w którym strach czegokolwiek się dotknąć aby się nie wybrudzić.
Nie wymuskany, z lśniącym autkiem i flaszkami olejów i smarów ustawionych w równym rządku, a właśnie taki bałaganiarski z plamami oleju na posadzce.
Nic innego poza chemikaliami nie czuję. Żadnych kwiatków, aldehydów , cedrów i wetiwerów . Sama chemia.
Zapach idealny dla emerytowanego mechanika ze zwyrodnieniem stawów...chociaż mnie się też podoba.
Nie jest to jednak coś czym da się pachnieć na co dzień. Chyba, że chcemy przekonać nowego chłopaka, że właśnie skończyłyśmy naprawiać autko . Niech zobaczy...że można to zrobić i nie wyglądać jakby się odbębniło długą wędrówkę w miejskich kanałach ;p Taki wkręt może się udać;)
Po dłuższym czasie od zaaplikowania na skórę zapach zaczyna się kojarzyć ze starym, wieki nie cyklinowanym parkietem wysmarowanym pastą do podłóg tak ze 3 dni temu(nie jakimś sidoluxem,czy innym prontem ) po którym w ciągu tych trzech dni nikt nie chodził. Stare drewno wciąga pastę jak gąbka i tworzy się specyficzny zapach , prawie identyczny jak Garage godzinę po aplikacji.
Także z tymi wkrętami to tak szybko trzeba, inaczej chłopak gotów pomyśle , że dorabiamy u kogoś jako konserwator powierzchni płaskich.
Nuty zapachowe: aldehydy Laurel, ślady nafty, nuty skórzane, zapach plastikowych kwiatów, octan wetiweru, chińskie drzewo cedrowe
Nie wymuskany, z lśniącym autkiem i flaszkami olejów i smarów ustawionych w równym rządku, a właśnie taki bałaganiarski z plamami oleju na posadzce.
Nic innego poza chemikaliami nie czuję. Żadnych kwiatków, aldehydów , cedrów i wetiwerów . Sama chemia.
Zapach idealny dla emerytowanego mechanika ze zwyrodnieniem stawów...chociaż mnie się też podoba.
Nie jest to jednak coś czym da się pachnieć na co dzień. Chyba, że chcemy przekonać nowego chłopaka, że właśnie skończyłyśmy naprawiać autko . Niech zobaczy...że można to zrobić i nie wyglądać jakby się odbębniło długą wędrówkę w miejskich kanałach ;p Taki wkręt może się udać;)
Po dłuższym czasie od zaaplikowania na skórę zapach zaczyna się kojarzyć ze starym, wieki nie cyklinowanym parkietem wysmarowanym pastą do podłóg tak ze 3 dni temu(nie jakimś sidoluxem,czy innym prontem ) po którym w ciągu tych trzech dni nikt nie chodził. Stare drewno wciąga pastę jak gąbka i tworzy się specyficzny zapach , prawie identyczny jak Garage godzinę po aplikacji.
Także z tymi wkrętami to tak szybko trzeba, inaczej chłopak gotów pomyśle , że dorabiamy u kogoś jako konserwator powierzchni płaskich.
Nuty zapachowe: aldehydy Laurel, ślady nafty, nuty skórzane, zapach plastikowych kwiatów, octan wetiweru, chińskie drzewo cedrowe
27.07.2010
Laboratorio Olfattivo -słów kilka o Alkemi,Daimiris,Alambar i Cozumel
Obnażyłam te włoskie cuda ,wszystkie na raz i pora aby wspomnieć o nich choć po parę słów, zanim się rozstaniemy na zawsze.
Trzeba przyznać im jedno, pośród ogromu trudnego do ogarnięcia przeróżnych woni które w moim odczuciu w pewnym stopniu zaczynają się powtarzać, mniej lub bardziej przypominać jakiś inny wcześniej poznany -twórcom zapachów Laboratorio Olfattivo udało się stworzyć coś czego nie było.
Alambar
Moim zdaniem najciekawszy. Ambrowy , ciepły i bogaty. W pierwszej chwili intensywność ambry lekko mnie zamroczyła, następnie rozpełzła się dookoła tracąc na intensywności a zyskując na urodzie Próbuję wczuć się co też w Alambarze piszczy, puszczam sobie wodze fantazji : wiejska spiżarnia uczyniona z kawałka sieni a w niej brytfanny przestygniętej szarlotki umiarkowanie słodkiej , z umiarkowaną ilością jabłek i umiarkowaną ilością cynamonu.
Ale nie szarlotka odzwierciedla zapach a powietrze w chłodnej spiżarni , gdzie od podłogi ciągnie chłodem po nogach, gdzie pachnie starymi rozeschłymi deskami prowadzącymi na strych, pokrytymi z lekka kurzem w miejscach gdzie stopa nie sięga, gdzie na każdego intruza spogląda z rogu pająk siedzący na pokaźnej pajęczynie a na drewnianych półkach stoją kamienne naczynia.
I Alambar pachnie mi taką właśnie spiżarnią ze szarlotką .To wyobrażenie jest mocno zaskakujące bo mani mi się obraz nader skromny i prosty, obraz właściwie prymitywnego na dzisiejsze czasy pomieszczenia i zapach placka,nie masowej szarlotki z 30 dekami proszku do pieczenia, cukru waniliowego i byle jakiej mąki za 20 zł/ kg, ale ciasta zrobionego z sercem , z jaj od kur biegających po podwórku , mąki z wora w sieni, masła ukręconego z mleka, z porannego udoju.Takie ciasto pachnie i smakuje inaczej, tymczasem Alambar pachnie niezwykle bogato, upojnie wręcz.Widać naprawdę piękno tkwi w prostocie.
Nuty: ambra, cynamon, kakao, bergamota, wanilia
Alkemi
Z Alkemi sprawa jest bardziej skomplikowana.Śliwkowo-paczulowe jest...ale, żeby nie było tak całkiem sztywno....mógłby się nazywać marzenie konesera....trunków,to na pewno tylko tak się zastanawiam-bo ja koneserem nie jestem czy czuję brandy,czy orzechówkę domowej roboty czy też może jednak śliwowicę. A może rum?
Zapach kołysze się i migoce jak alkohol w odstawionej przed momentem szklance, roztaczając wokół piękny, ostry zapach , który wydaje się zmieniać z minuty na minutę. I tak raz jest to paczula a za chwilę słodkie ylang ylang,w końcu zdaje się przeważać mirra i cedr.
A gdy koneser zaczyna trzeźwieć czytaj: gdy się zapach na nadgarstku pięknie uleży zaczyna się objawiać waniliowo-drewniana miękkość no i ambra-na końcu o dziwo ;)
Nuty: ylang-ylang, ambra, olibanum, paczula, mirra, drzewo cedrowe, drzewo kaszmirowe, wanilia, drzewo sandałowe
Daimiris
Tak mi smutno...chciałam alby Daimiris był cieplutki i miło zamszowy i kurczę ...nie jest, to raczej świeżo garbowana zesztywniała z zimna skóra w towarzystwie irysów. I Irysy mnie zawiodły. Są smętne jak uwiędnięta wiącha rzucona na wybejcowaną połyskliwą trumnę. Mnie nawet brak słów aby go opisać tak jestem rozczarowana, toż z całej czwórki w nim pokładałam największe nadzieje , no i masz babo, swoją intuicję :/ Mnie się on kojarzy z jednym , lekko makabrycznym obrazem...pogrzeb kogoś z Ochnika podczas wielkiej ulewy.Ot!
Tłumy zlanych deszczem skórzanych kurtek i płaszczy....ech nieważne ...
PS. Niech wszyscy pracownicy i udziałowcy spółki Ochnik żyją jak najdłużej!
Nuty: zamsz, skóra, irys, ambra
Cozumel
Wyczytałam (nie będę udawać że wiedziałam) , iż Cozumel to nazwa wyspy w Meksyku na której jako pierwsi zamieszkali Majowie i chyba właśnie życiem Majów inspirowany był ten zapach.
Cozumel jest zmienny jak stan magazynu w sklepie w Prl. (lubię takie porównania) .W jednej chwili maksymalnie zielono bazyliowy , w drugiej waniliowo słodki. Pachnie łysawym upalonym tatuśkiem, który w ramach odnawiania dawnych przyjaźni wyskoczył na imprezę w stylu lat 70- tych. I się przeliczył. Trochę dziwny jest, dymny, trochę gorzki, trochę słodki, trochę ambrowy, trochę drzewny i trochę kadzidlany...W jednej chwili zachwyca a w drugiej odrzuca...
A na koniec staje się tak słodko-drzewny, że aż łupie w zębach. Mnie otumania dusi i ogłupia, mam wrażenie że albo zaraz usnę albo zwymiotuję,abo przelecę się naked dookoła osiedla. Tylko nie wiem, czy będę mogła wybrać co się stanie czy stanie się to poza moją wolą i zadecyduje jakaś siła wyższa.
Chciałoby się więcej drzewa sandałowego, bo jest ładne, ale więcej ni ma...
Nuty: tytoń, konopie, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, bazylia, bergamota, olibanum, ambra, bób tonka
ps.
a Alambar to nazwa restauracji w Strasburgu ;p
Trzeba przyznać im jedno, pośród ogromu trudnego do ogarnięcia przeróżnych woni które w moim odczuciu w pewnym stopniu zaczynają się powtarzać, mniej lub bardziej przypominać jakiś inny wcześniej poznany -twórcom zapachów Laboratorio Olfattivo udało się stworzyć coś czego nie było.
Alambar
Moim zdaniem najciekawszy. Ambrowy , ciepły i bogaty. W pierwszej chwili intensywność ambry lekko mnie zamroczyła, następnie rozpełzła się dookoła tracąc na intensywności a zyskując na urodzie Próbuję wczuć się co też w Alambarze piszczy, puszczam sobie wodze fantazji : wiejska spiżarnia uczyniona z kawałka sieni a w niej brytfanny przestygniętej szarlotki umiarkowanie słodkiej , z umiarkowaną ilością jabłek i umiarkowaną ilością cynamonu.
Ale nie szarlotka odzwierciedla zapach a powietrze w chłodnej spiżarni , gdzie od podłogi ciągnie chłodem po nogach, gdzie pachnie starymi rozeschłymi deskami prowadzącymi na strych, pokrytymi z lekka kurzem w miejscach gdzie stopa nie sięga, gdzie na każdego intruza spogląda z rogu pająk siedzący na pokaźnej pajęczynie a na drewnianych półkach stoją kamienne naczynia.
I Alambar pachnie mi taką właśnie spiżarnią ze szarlotką .To wyobrażenie jest mocno zaskakujące bo mani mi się obraz nader skromny i prosty, obraz właściwie prymitywnego na dzisiejsze czasy pomieszczenia i zapach placka,nie masowej szarlotki z 30 dekami proszku do pieczenia, cukru waniliowego i byle jakiej mąki za 20 zł/ kg, ale ciasta zrobionego z sercem , z jaj od kur biegających po podwórku , mąki z wora w sieni, masła ukręconego z mleka, z porannego udoju.Takie ciasto pachnie i smakuje inaczej, tymczasem Alambar pachnie niezwykle bogato, upojnie wręcz.Widać naprawdę piękno tkwi w prostocie.
Nuty: ambra, cynamon, kakao, bergamota, wanilia
Alkemi
Z Alkemi sprawa jest bardziej skomplikowana.Śliwkowo-paczulowe jest...ale, żeby nie było tak całkiem sztywno....mógłby się nazywać marzenie konesera....trunków,to na pewno tylko tak się zastanawiam-bo ja koneserem nie jestem czy czuję brandy,czy orzechówkę domowej roboty czy też może jednak śliwowicę. A może rum?
Zapach kołysze się i migoce jak alkohol w odstawionej przed momentem szklance, roztaczając wokół piękny, ostry zapach , który wydaje się zmieniać z minuty na minutę. I tak raz jest to paczula a za chwilę słodkie ylang ylang,w końcu zdaje się przeważać mirra i cedr.
A gdy koneser zaczyna trzeźwieć czytaj: gdy się zapach na nadgarstku pięknie uleży zaczyna się objawiać waniliowo-drewniana miękkość no i ambra-na końcu o dziwo ;)
Nuty: ylang-ylang, ambra, olibanum, paczula, mirra, drzewo cedrowe, drzewo kaszmirowe, wanilia, drzewo sandałowe
Daimiris
Tak mi smutno...chciałam alby Daimiris był cieplutki i miło zamszowy i kurczę ...nie jest, to raczej świeżo garbowana zesztywniała z zimna skóra w towarzystwie irysów. I Irysy mnie zawiodły. Są smętne jak uwiędnięta wiącha rzucona na wybejcowaną połyskliwą trumnę. Mnie nawet brak słów aby go opisać tak jestem rozczarowana, toż z całej czwórki w nim pokładałam największe nadzieje , no i masz babo, swoją intuicję :/ Mnie się on kojarzy z jednym , lekko makabrycznym obrazem...pogrzeb kogoś z Ochnika podczas wielkiej ulewy.Ot!
Tłumy zlanych deszczem skórzanych kurtek i płaszczy....ech nieważne ...
PS. Niech wszyscy pracownicy i udziałowcy spółki Ochnik żyją jak najdłużej!
Nuty: zamsz, skóra, irys, ambra
Cozumel
Wyczytałam (nie będę udawać że wiedziałam) , iż Cozumel to nazwa wyspy w Meksyku na której jako pierwsi zamieszkali Majowie i chyba właśnie życiem Majów inspirowany był ten zapach.
Cozumel jest zmienny jak stan magazynu w sklepie w Prl. (lubię takie porównania) .W jednej chwili maksymalnie zielono bazyliowy , w drugiej waniliowo słodki. Pachnie łysawym upalonym tatuśkiem, który w ramach odnawiania dawnych przyjaźni wyskoczył na imprezę w stylu lat 70- tych. I się przeliczył. Trochę dziwny jest, dymny, trochę gorzki, trochę słodki, trochę ambrowy, trochę drzewny i trochę kadzidlany...W jednej chwili zachwyca a w drugiej odrzuca...
A na koniec staje się tak słodko-drzewny, że aż łupie w zębach. Mnie otumania dusi i ogłupia, mam wrażenie że albo zaraz usnę albo zwymiotuję,abo przelecę się naked dookoła osiedla. Tylko nie wiem, czy będę mogła wybrać co się stanie czy stanie się to poza moją wolą i zadecyduje jakaś siła wyższa.
Chciałoby się więcej drzewa sandałowego, bo jest ładne, ale więcej ni ma...
Nuty: tytoń, konopie, drzewo sandałowe, drzewo cedrowe, bazylia, bergamota, olibanum, ambra, bób tonka
ps.
a Alambar to nazwa restauracji w Strasburgu ;p
15.07.2010
Frederic Malle,French Lover
Zawahałam się nad tym postem...nadal zresztą się waham, zwykle piszę to co czuję, tutaj mam trochę mieszane uczucia, bo za szczerość mogę zostać skazana na banicję z kręgu wąchających, czujących, tych co znają ,uwielbiają.
Ale niech tam...nie będę się silić na nic ponad to co nos mój wyczuł. Wybaczta ludzie.
Wiele się spodziewałam po tym zapachu, że omdleję z zachwytu, że zachłysnę się zapachem i popadnę w totalny odlot po wsze czasy, że ma bielizna postanowi spotkać się z podłogą, no bo czegóż innego mogłam się spodziewać naczytawszy się iż prawdziwy zeń francuski kochanek, że oszałamiający, że wspaniały ,oczyma wyobraźni widziałam wiele zaślinionych dziewczęcych lic i męskich podekscytowanych możliwością posiadania pachnącego cuda o taaakiej mocy.Niczym hiszpańska mucha.....
No i mam... pijanego Victrixa -jakkolwiek to brzmi.
Przede wszystkim czuję ziele angielskie i wetiwer, no i cedru trochę. A kadzidło gdzie? Ni ma. Zapach zmienia się jak w kalejdoskopie, do samego końca: na zmianę czuję zieleń i żywicę i wydartą z wilgotnej ziemi wiąchę młodej , dorodnej marchewy.
Zapach w sumie jest interesujący, surowo męski, szorstki , można nawet się pokusić o stwierdzenie, że pasuje do nieokrzesanego łamacza niewieścich serc....tylko ...dziś nikt nie mówi o kobitach " niewiasty" a nazwa French Lover mnie pasuje bardziej bo upudrowanego, wyfiokowanego marnej postury paniczyka w atłasach ;)
Ale to French Lover pisane po angielsku więc niech będzie ;)
Jak bardzo muszę być oziębła skoro nie rusza mnie Francuski Kochanek? Czy jest On naprawdę tak piękny i tylko ja tej urody nie dostrzegam,czy może trochę działa w tym przypadku siła sugestii ?
Nie wiem, i w sumie wszystko mi jedno jak jest ...
Nuty zapachowe: cedr, wetiwer, florencki irys, ziele angielskie, galbanum, paczula, kadzidło i piżmo.
Ale niech tam...nie będę się silić na nic ponad to co nos mój wyczuł. Wybaczta ludzie.
Wiele się spodziewałam po tym zapachu, że omdleję z zachwytu, że zachłysnę się zapachem i popadnę w totalny odlot po wsze czasy, że ma bielizna postanowi spotkać się z podłogą, no bo czegóż innego mogłam się spodziewać naczytawszy się iż prawdziwy zeń francuski kochanek, że oszałamiający, że wspaniały ,oczyma wyobraźni widziałam wiele zaślinionych dziewczęcych lic i męskich podekscytowanych możliwością posiadania pachnącego cuda o taaakiej mocy.Niczym hiszpańska mucha.....
No i mam... pijanego Victrixa -jakkolwiek to brzmi.
Przede wszystkim czuję ziele angielskie i wetiwer, no i cedru trochę. A kadzidło gdzie? Ni ma. Zapach zmienia się jak w kalejdoskopie, do samego końca: na zmianę czuję zieleń i żywicę i wydartą z wilgotnej ziemi wiąchę młodej , dorodnej marchewy.
Zapach w sumie jest interesujący, surowo męski, szorstki , można nawet się pokusić o stwierdzenie, że pasuje do nieokrzesanego łamacza niewieścich serc....tylko ...dziś nikt nie mówi o kobitach " niewiasty" a nazwa French Lover mnie pasuje bardziej bo upudrowanego, wyfiokowanego marnej postury paniczyka w atłasach ;)
Ale to French Lover pisane po angielsku więc niech będzie ;)
Jak bardzo muszę być oziębła skoro nie rusza mnie Francuski Kochanek? Czy jest On naprawdę tak piękny i tylko ja tej urody nie dostrzegam,czy może trochę działa w tym przypadku siła sugestii ?
Nie wiem, i w sumie wszystko mi jedno jak jest ...
Nuty zapachowe: cedr, wetiwer, florencki irys, ziele angielskie, galbanum, paczula, kadzidło i piżmo.
10.07.2010
Comme des Garcons,Wonderwood
Z braku laku dobry i Wonderwood, ale laku nie brakuje więc...
Drzewny jest faktycznie, zgodnie z zapowiedziami i ciekawa jestem czy pewna znajoma poszukiwaczka drzewności absolutnej odnajdzie w nim swojego graala ;)
Zerkając na nuty ciśnie się na usta stwierdzenie: no drzewnie jak cholera a tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej...
otóż widzę ja Emila ( pamiętacie Emila który ciągle strugał w drewnie? ) , Emil siedzi sobie w drewutni na poszarzałym pniaczku, otoczony różnej odmiany i wielkości pniaczkami ( przyjmijmy że Emil ma nawet te najbardziej egzotyczne), kawałkami desek , pod jego nogami rośnie kupka strużyn świeżego i pachnącego drewna. Ale ja Emila widzę jedynie przez szczeliny między deskami, zaglądam do drewutni jednym tylko okiem..I to drewno mogę powąchać wciskając dosłownie nos między dwie deski, szczelina jest wąska, nos ściśnięty, choć wdycham zapach najgłębiej jak się da to czuję tylko połowę tego co mogłabym wywąchać, tego co spodziewałam się wywąchać....i czuję niedosyt jakiś. Najchętniej wdarła bym się do Emilowej drewutni i rzuciła się w te deski, pniaczki i drzewne wióry.
Kiedy Emil się zmęczy, wyjmuje z kieszeni spodni kilka sztuk muszkatołowej gałki i przerzuca je między palcami a że czort z niego, to ściera scyzorykiem gałkę i posypuje nieduże kawałki drewna . A potem niesie mamusi,do pieca...
I tą gałkę czuję mocniej mino ściśniętego nosa...
Na ciele żywym w Wonderwoodzie dosyć dobrze wyczuwalna jest bergamota na nieżywej odzieży-ani odrobiny.
Najciekawsze zjawisko to cristalon, jedyne znane mi coś o tej nazwie to nawóz z mikroelementami ale nie spodziewam się , aby do perfum dodano nawozu dla roślin, no chyba żeby wzmóc intensywność zapachu drewna a jeśli tak to skutku to nie przyniosło ;p
A jeśli to coś innego to...ktoś wie???
Poza wszystkim Wonderwood nie jest w moim odczuciu jakimś innowacyjnym zapachem, mało w nim obiecywanej magii, znowu mam wrażenie, że to już było... i jeśli to co było w CdG będzie wracać w dalszym ciągu to kupując zapach CdG można będzie powiedzieć do sprzedawcy: cokolwiek oprócz tych kilku(i tu wymienić serię 5,6,7 czy co tam sobie ktoś uważa...)
Dobra,pojechałam może mało elegancko- to z upału pewnie.Kończąc ten mętny wywód...Wonderwood nie jest brzydkim zapachem, ale mało cukru w tym cukrze...;)
Nuty zapachowe: pieprz, bergamota, olibanum, gałka muszkatołowa, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, drzewo cedrowe, kminek, aoud, wetiwer, drzewo sandałowe, cristalon
cóż to ten cristalon?
Drzewny jest faktycznie, zgodnie z zapowiedziami i ciekawa jestem czy pewna znajoma poszukiwaczka drzewności absolutnej odnajdzie w nim swojego graala ;)
Zerkając na nuty ciśnie się na usta stwierdzenie: no drzewnie jak cholera a tymczasem sprawa wygląda nieco inaczej...
otóż widzę ja Emila ( pamiętacie Emila który ciągle strugał w drewnie? ) , Emil siedzi sobie w drewutni na poszarzałym pniaczku, otoczony różnej odmiany i wielkości pniaczkami ( przyjmijmy że Emil ma nawet te najbardziej egzotyczne), kawałkami desek , pod jego nogami rośnie kupka strużyn świeżego i pachnącego drewna. Ale ja Emila widzę jedynie przez szczeliny między deskami, zaglądam do drewutni jednym tylko okiem..I to drewno mogę powąchać wciskając dosłownie nos między dwie deski, szczelina jest wąska, nos ściśnięty, choć wdycham zapach najgłębiej jak się da to czuję tylko połowę tego co mogłabym wywąchać, tego co spodziewałam się wywąchać....i czuję niedosyt jakiś. Najchętniej wdarła bym się do Emilowej drewutni i rzuciła się w te deski, pniaczki i drzewne wióry.
Kiedy Emil się zmęczy, wyjmuje z kieszeni spodni kilka sztuk muszkatołowej gałki i przerzuca je między palcami a że czort z niego, to ściera scyzorykiem gałkę i posypuje nieduże kawałki drewna . A potem niesie mamusi,do pieca...
I tą gałkę czuję mocniej mino ściśniętego nosa...
Na ciele żywym w Wonderwoodzie dosyć dobrze wyczuwalna jest bergamota na nieżywej odzieży-ani odrobiny.
Najciekawsze zjawisko to cristalon, jedyne znane mi coś o tej nazwie to nawóz z mikroelementami ale nie spodziewam się , aby do perfum dodano nawozu dla roślin, no chyba żeby wzmóc intensywność zapachu drewna a jeśli tak to skutku to nie przyniosło ;p
A jeśli to coś innego to...ktoś wie???
Poza wszystkim Wonderwood nie jest w moim odczuciu jakimś innowacyjnym zapachem, mało w nim obiecywanej magii, znowu mam wrażenie, że to już było... i jeśli to co było w CdG będzie wracać w dalszym ciągu to kupując zapach CdG można będzie powiedzieć do sprzedawcy: cokolwiek oprócz tych kilku(i tu wymienić serię 5,6,7 czy co tam sobie ktoś uważa...)
Dobra,pojechałam może mało elegancko- to z upału pewnie.Kończąc ten mętny wywód...Wonderwood nie jest brzydkim zapachem, ale mało cukru w tym cukrze...;)
Nuty zapachowe: pieprz, bergamota, olibanum, gałka muszkatołowa, drzewo kaszmirowe, drzewo sandałowe, drzewo gwajakowe, drzewo cedrowe, kminek, aoud, wetiwer, drzewo sandałowe, cristalon
cóż to ten cristalon?
6.07.2010
Serge Lutens,Daim Blond
Dzisiaj umyśliłam sobie coś znacznie przyjemniejszego dla mojego nosa- Daim Blond. Jak może pachnieć zamsz? Trudno to sobie wyobrazić jeśli się nie powąchało...a zielony, gorzki zamsz? to już w ogóle niemożliwa niemożliwość...tymczasem ja tak właśnie czuję. Cierpki, zielony gładki i szorstki,, niezwykle narkotycznie wręcz pociągający...
Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka ani pojąć dlaczego tak się dzieje, trudno uznać wdychając ten boski zapach, że to pachną perfumy. Taki z niego oryginał.
Cierpkość w Daim Blond przypomina mi zieloną skórkę orzecha włoskiego, albo jeszcze mokrawą od tej skórki łupinę , trochę też przypomina gorzki rumianek , no i głóg czuję....jak pięknie czuć głóg gdzieś indziej niż na krzewince :) Ma dosłownie odrobinkę , niemal niezauważalną ociupinę słodyczy, którą pewnie daje mu irys natomiast mnie bardziej kojarzy się z obdartą z kory giętką wierzbową witką. Obdzieraliście kiedyś? Ja ciągle ;)
W moim odczuciu jest to zapach absolutnie wytrawny i to jest intrygujące.. bo z jednej strony jest surowy nieprzystępny i...dziwny a z drugiej tak tajemniczy przytulny i zmysłowy że chce się być jak najbliżej niego...i czuć go , czuć bez końca.
No i pięknie, bo jest niezwykle trwały. Nie znam jeszcze wszystkich ale może to dlatego, że pochodzi z czarnej kolekcji "Eaux de Parfum Haute Concentration" .....
Choć bywa niekiedy, że concentration jest słowem jeno i nijak się ma do intensywności, stężenia i mocy...
Nuty zapachowe: głóg, cejloński kardamon, irys, pestki moreli, piżmo, heliotrop, skóra
Nie mogę oderwać nosa od nadgarstka ani pojąć dlaczego tak się dzieje, trudno uznać wdychając ten boski zapach, że to pachną perfumy. Taki z niego oryginał.
Cierpkość w Daim Blond przypomina mi zieloną skórkę orzecha włoskiego, albo jeszcze mokrawą od tej skórki łupinę , trochę też przypomina gorzki rumianek , no i głóg czuję....jak pięknie czuć głóg gdzieś indziej niż na krzewince :) Ma dosłownie odrobinkę , niemal niezauważalną ociupinę słodyczy, którą pewnie daje mu irys natomiast mnie bardziej kojarzy się z obdartą z kory giętką wierzbową witką. Obdzieraliście kiedyś? Ja ciągle ;)
W moim odczuciu jest to zapach absolutnie wytrawny i to jest intrygujące.. bo z jednej strony jest surowy nieprzystępny i...dziwny a z drugiej tak tajemniczy przytulny i zmysłowy że chce się być jak najbliżej niego...i czuć go , czuć bez końca.
No i pięknie, bo jest niezwykle trwały. Nie znam jeszcze wszystkich ale może to dlatego, że pochodzi z czarnej kolekcji "Eaux de Parfum Haute Concentration" .....
Choć bywa niekiedy, że concentration jest słowem jeno i nijak się ma do intensywności, stężenia i mocy...
Nuty zapachowe: głóg, cejloński kardamon, irys, pestki moreli, piżmo, heliotrop, skóra
30.06.2010
Norma Kamali,Incense


Przede wszystkim ja nie nazwałabym Incense zapachem. To woń tak ciężka i odstręczająca że trudno mi uwierzyć iż są to perfumy...
Spodziewałam się kadzidła a dostałam podstarzały,wielki żywiczny zaciek na starej śliwie a do tego odrobinę świeżej żywicy z dopiero ściętej sosny. Równie uroczo mogłaby pachnieć resztka soku owocowego odkryta w piwnicznej niszy( ;p ) po 10-ciu latach od czasu jak po raz ostatni dolano go do herbaty.
Wiem co mówię- znalazłam kiedyś taki stary słoik, a że dzieckiem byłam ciekawym, to wiecie.....;p
To co czuję nosząc na sobie Incense - w ilości naprawdę oszczędnej, to jakiś perfumiarski ponury ryk wściekłości, złości, obłąkania czy cholerka wie czego, to wielkie mroczne pogorzelisko po zbiorowym stosie, może pani Norma wściekła się na szanownego małżonka i chciała go wykończyć zapachem;) I mogłoby się jej udać gdyby szanowny małżonek nie był muzułmaninem a delikatnym i "miętkim" Anglikiem w typie Edgara Lintona z Wichrowych Wzgórz ;)
Krótko mówiąc Incense nie pachnie ani kadzidłem , ani też niczym z aktualnym terminem ważności, tak fajne nuty zapachowe i lipa .Za dużo tego, za bardzo się autorka rozszalała i wyszedł paskudny dziwoląg... Nie pojmuję o co tu chodzi i co to w ogóle ma być (???).
Gdyby były tańsze kupiłabym teściowej:)
Nuty zapachowe: żywica sosnowa, żywica kopal , galbanum, mirra, opoponaks, kadzidło świerkowe, kmin, cynamon, kardamon, pieprz,labdanum, drzewo sandałowe, żywica elemi.
26.06.2010
Serge Lutens,Bois de Violette
Rok czekała próbka w ciemnej szufladzie. Dziś wywlokłam i doznałam dzikiej radości. Jak powszechnie wiadomo fiołkowe zapachy były kiedyś moim numerem jeden, nawet zostawiłam sobie jedne fiołkowe;)
Oczekiwałam fiołka a co dostałam? Dostałam niemal wierną kopię Feminite du Bois :o
Jestem w cięzkim szoku, albo nos płata mi figla albo skóra, bo i w Aziyade Parfum d'Empire wyczułam klona FdB albo coś się z tym zapachem w próbce stało i może nie powinnam o nim pisać.Jeżeli jednak we flaszce pachnie tak samo jak w mojej próbce- to ja poproszę całą flachę,a najlepiej dwie i Aziyade też :D
Przepiękny jest, faktycznie cokolwiek fiołkowy. Ale nie jest to tak oczywisty fiołkowy zapach jak na przykład Verte Violette L'Artisan czy Violetta di Parma .
Tutaj fiołka można się co najwyżej domyślać. Fiołek jest maleńkim bukiecikiem rzuconym na furę pachnącego drewna...
Znawcą nie jestem, ale nawet mój niewprawny nos ale czuje tu rękę tego samego "stwórcy " Christophera Sheldrake'a. ( Uczę się uczę, nie tylko wącham )
Czuję tą samą kwaskową nutę, tę samą miękkość, minimalną słodycz ...I żadne tam wydzieliny czy inne takie...cielesność jest (lubię to słowo) ale zupełnie czysta i wyjątkowo zmysłowa.
Mnie trudno jest ubrać w słowa to co czuję wąchając Bois de Violette i Feminite du Bois....jak już kiedyś pisałam, mam trudności z pisaniem o zapachem które bardzo lubię...
Nuty zapachowe: drzewo cedrowe, liście fiołka, nuty kwiatowe
Oczekiwałam fiołka a co dostałam? Dostałam niemal wierną kopię Feminite du Bois :o
Jestem w cięzkim szoku, albo nos płata mi figla albo skóra, bo i w Aziyade Parfum d'Empire wyczułam klona FdB albo coś się z tym zapachem w próbce stało i może nie powinnam o nim pisać.Jeżeli jednak we flaszce pachnie tak samo jak w mojej próbce- to ja poproszę całą flachę,a najlepiej dwie i Aziyade też :D
Przepiękny jest, faktycznie cokolwiek fiołkowy. Ale nie jest to tak oczywisty fiołkowy zapach jak na przykład Verte Violette L'Artisan czy Violetta di Parma .
Tutaj fiołka można się co najwyżej domyślać. Fiołek jest maleńkim bukiecikiem rzuconym na furę pachnącego drewna...
Znawcą nie jestem, ale nawet mój niewprawny nos ale czuje tu rękę tego samego "stwórcy " Christophera Sheldrake'a. ( Uczę się uczę, nie tylko wącham )
Czuję tą samą kwaskową nutę, tę samą miękkość, minimalną słodycz ...I żadne tam wydzieliny czy inne takie...cielesność jest (lubię to słowo) ale zupełnie czysta i wyjątkowo zmysłowa.
Mnie trudno jest ubrać w słowa to co czuję wąchając Bois de Violette i Feminite du Bois....jak już kiedyś pisałam, mam trudności z pisaniem o zapachem które bardzo lubię...
Nuty zapachowe: drzewo cedrowe, liście fiołka, nuty kwiatowe
25.06.2010
Satelite,Padparadscha
Skoro już pachnę ,to skrobnę coś.....
Napiszę ,że nazwa pochodzi od bardzo rzadkiego szafiru to mało odkrywcze jest dla każdego kto zna Padparadschę, a ja piszę o tym bo nie rozumiem czemu akurat tak się nazywa, chodzi o kolor czy co? Szafir to taki wesoły kamień jest a zapach choć piękny to trudno go nazwać wesołym.
Aż głupio użyć mi takiego porównania, ale...czuję zapach ostygłego popieliska w prowizorycznej wędzarni samoróbce ( takie są najlepsze) i jałowcówki . Coś tu się działo....ale gdy w nie dmuchniesz, nie zostanie nic poza kawałkiem niedopalonego drewna , trochę smutny to widok i taka też jest Padparadscha , nostalgiczna i cicha...nie zmienia się , nie ewoluuje , tylko trwa, otula ciepłym pieprzno- drewnianym zapachem i powoduje jakiś dziwny smutek. Przypomina mi Kyoto i Tumulte, z tą różnicą , że one są żywsze , ostrzejsze i bardziej ziołowe.
I to dziwne jest bo imaginowałam sobie , że skoro w Padpie jest pieprz -to będzie ostro...no i nie jest, pieprz oczywiście czuję od początku ale zmieniło się moje wyobrażenie o pieprzu w perfumach .
Kiedyś tak głupio myślałam, że jak powącham perfumy z pieprzem w składzie to będzie mnie kręcić w nosie, a tymczasem nic ale też pierwszy raz czuję pieprz tak intensywnie ;) I dziwne jest, że mam Kyoto a nie mam Padpy mimo, że to ona układa się ładniej na mojej skórze.
Wydaje mi się, że najbardziej nadaje się dla permanentnych optymistów, w ponurakach bowiem może potęgować smętne nastroje. Ja - istota niesamowicie zmienna , o 10.00 radosna , o 11.00 smętna jak zmoknięty psi ogon, pachnąc Padparadschą popadam w melancholię.
Chcę usiąść w kartoflisku i upiec sobie kartofla, nie ziemniaka a kartofla właśnie...
PS. Padparadscha według mojego nosa nie ma nic wspólnego z Coze
Nuty zapachowe: pieprz, jałowiec, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, ambra
Napiszę ,że nazwa pochodzi od bardzo rzadkiego szafiru to mało odkrywcze jest dla każdego kto zna Padparadschę, a ja piszę o tym bo nie rozumiem czemu akurat tak się nazywa, chodzi o kolor czy co? Szafir to taki wesoły kamień jest a zapach choć piękny to trudno go nazwać wesołym.
Aż głupio użyć mi takiego porównania, ale...czuję zapach ostygłego popieliska w prowizorycznej wędzarni samoróbce ( takie są najlepsze) i jałowcówki . Coś tu się działo....ale gdy w nie dmuchniesz, nie zostanie nic poza kawałkiem niedopalonego drewna , trochę smutny to widok i taka też jest Padparadscha , nostalgiczna i cicha...nie zmienia się , nie ewoluuje , tylko trwa, otula ciepłym pieprzno- drewnianym zapachem i powoduje jakiś dziwny smutek. Przypomina mi Kyoto i Tumulte, z tą różnicą , że one są żywsze , ostrzejsze i bardziej ziołowe.
I to dziwne jest bo imaginowałam sobie , że skoro w Padpie jest pieprz -to będzie ostro...no i nie jest, pieprz oczywiście czuję od początku ale zmieniło się moje wyobrażenie o pieprzu w perfumach .
Kiedyś tak głupio myślałam, że jak powącham perfumy z pieprzem w składzie to będzie mnie kręcić w nosie, a tymczasem nic ale też pierwszy raz czuję pieprz tak intensywnie ;) I dziwne jest, że mam Kyoto a nie mam Padpy mimo, że to ona układa się ładniej na mojej skórze.
Wydaje mi się, że najbardziej nadaje się dla permanentnych optymistów, w ponurakach bowiem może potęgować smętne nastroje. Ja - istota niesamowicie zmienna , o 10.00 radosna , o 11.00 smętna jak zmoknięty psi ogon, pachnąc Padparadschą popadam w melancholię.
Chcę usiąść w kartoflisku i upiec sobie kartofla, nie ziemniaka a kartofla właśnie...
PS. Padparadscha według mojego nosa nie ma nic wspólnego z Coze
Nuty zapachowe: pieprz, jałowiec, cedr, drzewo sandałowe, piżmo, ambra
Costes,Costes

To całkiem przyjemny aczkolwiek wcale nie perfumowy zapach i słabiutki jeśli chodzi o intensywność, trzyma się nadgarstka i ani myśli zostawiać za sobą jakikolwiek "ogon".
Na mnie pachnie tak , jakbym wysmarowała się kremem penaten...:o
Gdybym miała zasugerować się nutami to zastanawiałbym się nad tym czy przypadkiem atomizerek nie został podmieniony-ale wiem, że to niemożliwe więc...w moim odczuciu nijak się ma to co czytam poniżej do tego co czuje mój nos...jak się uprę to mogę sobie właściwie wszystko wyobrazić i samej sobie wmówić że jest i kolendra i biały pieprz i róża i lawenda-lawendę akurat czuję, ale nijak nie jestem w stanie wyczuć , że tam jest kadzidło.... Oszukaństwo, normalnie oszukaństwo ;D
Nuty zapachowe: liście laurowe, kolendra, biały pieprz, róża, kadzidło, lawenda, nuty drzewne, piżmo.
24.06.2010
Dolce&Gabbana, Anthology :L'Imperatice
Wylazłam z niszy rozprostować zbolałe gnatki ;) Nie żebym jakoś cierpiała siedząc tam, ale tak raz na jakiś czas pasuje rzucić skwarka na ziemniaczki ;) (nie lubię skwarów ;p)
Dzisiejszym skwarkiem będzie Cesarzowa..jak to dumnie brzmi.... a tymczasem mam pod nosem prosty słodko-owocowy "zapaszek" .
I o dziwo jest to ponoć unisex, no nieee, ja nie trzymam się twardo podziałów na męskie i damskie, sama zresztą "męskich" używam , ale faceta pachnącego L'Imperatice bym po prostu nie zniosła, myślę że nawet gej nie chciałby tak pachnieć.
Jakby powiedziała taka jedna znajoma" to wprost niemożliwe jest". Ano niemożliwe....do zniesienia. Co innego kobieta....i myślę że zwolenniczki się znajdą szczególnie teraz letnią porą, gdyż L'Imperatice gładko wpisuje się w obraz tłocznego miejskiego deptaka ;) Mnie ta owocowa słodycz początkowa skojarzyła się z wyrośniętymi soczystymi papierówkami, choć w nutach stoi jak byk:melon i kiwi. No w każdym razie owocki są... i różowy fiołek...aż się boję że za chwile się okaże są fiołki czerwone i żółte..;D
Piżmo? może, może....póki co nie czuję nic prócz słodkich owocków.
Jawi mi się wyrośnięta nastolatka w pasiastych podkolanówkach , siedzi sobie na wysokim murku , macha nogami, żuje gumę i raz po raz wypuszcza z dziubka wielgachnego balona, balon pęka i przykleja się do rumianych policzków, dziewczyna sprawnie macha językiem i za chwilę znów pojawia się wielki balon, i znowu, i znowu......
Nie wiem jak jest u Was, ale mnie mdli gdy za długo żuję gumę;)
Nuty zapachowe: melon, kiwi, różowy fiołek, piżmo
Dzisiejszym skwarkiem będzie Cesarzowa..jak to dumnie brzmi.... a tymczasem mam pod nosem prosty słodko-owocowy "zapaszek" .
I o dziwo jest to ponoć unisex, no nieee, ja nie trzymam się twardo podziałów na męskie i damskie, sama zresztą "męskich" używam , ale faceta pachnącego L'Imperatice bym po prostu nie zniosła, myślę że nawet gej nie chciałby tak pachnieć.
Jakby powiedziała taka jedna znajoma" to wprost niemożliwe jest". Ano niemożliwe....do zniesienia. Co innego kobieta....i myślę że zwolenniczki się znajdą szczególnie teraz letnią porą, gdyż L'Imperatice gładko wpisuje się w obraz tłocznego miejskiego deptaka ;) Mnie ta owocowa słodycz początkowa skojarzyła się z wyrośniętymi soczystymi papierówkami, choć w nutach stoi jak byk:melon i kiwi. No w każdym razie owocki są... i różowy fiołek...aż się boję że za chwile się okaże są fiołki czerwone i żółte..;D
Piżmo? może, może....póki co nie czuję nic prócz słodkich owocków.
Jawi mi się wyrośnięta nastolatka w pasiastych podkolanówkach , siedzi sobie na wysokim murku , macha nogami, żuje gumę i raz po raz wypuszcza z dziubka wielgachnego balona, balon pęka i przykleja się do rumianych policzków, dziewczyna sprawnie macha językiem i za chwilę znów pojawia się wielki balon, i znowu, i znowu......
Nie wiem jak jest u Was, ale mnie mdli gdy za długo żuję gumę;)
Nuty zapachowe: melon, kiwi, różowy fiołek, piżmo
23.06.2010
Serge Lutens,Ambre Sultan
Nie mam pomysłu co o nim napisać....to zacznę od końca. Po tak intensywnym początku spodziewałam się większej trwałości a tymczasem Ambre Sultan wejście ma mocne i migiem znika...Po godzinie muszę niemal wciskać nos w przedramię żeby cokolwiek poczuć. Na dłużej pozostaje jeno smużka czegoś mdląco gorzkiego. Ambrę lubię dopóki nie pomyślę skąd się ona bierze...także czasem bezmyślność się przydaje;p Ale pomimo tego, że lubię -tego zapachu który pojawia się na początku długo bym nie zniosła.
Pierwsza myśl jaka przebiegła mi przez głowę to syrop ziołowy, gęsty lepki gorzkawy i ciemny. Druga myśl , myśl pijoka...toż to świeżo nalana do szklanicy whiskey prosto z dębowej beki , czuję drewno i żywicę...jeśli będę się sztachać dłużej to bez wątpienia jutro będę miała kaca...a mieć kaca nie napiwszy się nawet łyczka? O nieee, co prawda ze względów ekonomicznych jest to nawet praktyczne ale sensu to w tym nie ma ;)
Orientem zajeżdża to fakt ,ale to taki jarmarczny orient, nie że w stylu kadzidełek ( celowo piszę kadzidełek,bo tak się niektórym kojarzy orient i kadzidło) , to taki orient w którym cywilizacja jest bardziej w świadomości niż mentalności ludzi, gdzie chodzi się w narodowych połyskliwych i bogato wyglądających kubrakach po zwyczajnym pełnym różności tureckim targu (choć ponoć inspirowany marokańskim bursztynem) , gdzie przeplatają się zapachy przypraw, kuchni pod gołym niebem i orientalnych olejków. I Sułtan łazi po jarmarku,nie wiadomo po co, a jego odzienie chłonie te przemieszane wonie. Miesza się bogactwo z czymś zwyczajnym..Na koniec dnia chleje whiskey i pada...No co? Sułtan też człowiek;p
Nuty: kolendra, ambra, oregano, liść laurowy, mirt, arcydzięgiel (korzeń), sandałowiec, paczula, benzoina, wanilia.

Orientem zajeżdża to fakt ,ale to taki jarmarczny orient, nie że w stylu kadzidełek ( celowo piszę kadzidełek,bo tak się niektórym kojarzy orient i kadzidło) , to taki orient w którym cywilizacja jest bardziej w świadomości niż mentalności ludzi, gdzie chodzi się w narodowych połyskliwych i bogato wyglądających kubrakach po zwyczajnym pełnym różności tureckim targu (choć ponoć inspirowany marokańskim bursztynem) , gdzie przeplatają się zapachy przypraw, kuchni pod gołym niebem i orientalnych olejków. I Sułtan łazi po jarmarku,nie wiadomo po co, a jego odzienie chłonie te przemieszane wonie. Miesza się bogactwo z czymś zwyczajnym..Na koniec dnia chleje whiskey i pada...No co? Sułtan też człowiek;p
Nuty: kolendra, ambra, oregano, liść laurowy, mirt, arcydzięgiel (korzeń), sandałowiec, paczula, benzoina, wanilia.
22.06.2010
Serge Lutens,Chypre Rouge
Doszłam dziś do wniosku ,że jak będę się tak spisywać jak ostatnio to nie zdążę napisać wszystkiego co chcę,nawet przyjąwszy wariant że będę żyła długo :D
Zrobiłam rewolucję w próbkach ,wyrzuciłam to co zamieniło się w podejrzanej gęstości ciecz ,tudzież w galaretkę (to chyba była naprawdę wiekowa próbka) i znalazłam biedniusią jeśli chodzi o gabaryty ale na pewno szczelną próbeczkę Chypre Rouge.
No i o Chypre Rouge dziś będzie:)
Ja się nie doszukałam ani Anuschkowego Czerwonego Kapturka ani Sabbathowego ciemnego lasu.
Może dlatego że u mnie las inny ;D
U mnie to słoneczny las, pełen słodkich skarbów .....a co tam , dawno nie ściemniałam to pójdę tą drogą :D
Elfy urządziły sobie ucztę z leśnych skarbów na zwalonym pniu drzewa , jest trochę słodko, trochę bardziej słodko, maksymalnie słodko, załóżmy że Czerwony Kaptur jednak tamtędy przemaszerował i zgubił żelki które złośliwie niósł babci wiedząc, że babcia od miesiąca czeka na naprawę sztucznej szczęki.
Elfy te żelki znalazły i międlą je zagryzając leśnymi jagodami i zapijając miodem. Jedzą tak niechlujnie, że zewsząd zaczynają nadlatywać pszczoły . Nazrywały więc sosnowych gałęzi i oganiają się od pszczół machając nimi we wszystkie strony.
Ze względu na tymianek chyba miałam skojarzenie z apteką , początkowo czułam też bejcowane drewno, takie jak w starej aptece pod dębami, lipami czy czymś tam, ale rozeszła się ta bejcowa woń zanim siadłam do pisania.
W ogóle to dziwny jest to zapach bo jak już się rozwinie to trudno konkretnie i jednoznacznie stwierdzić czym pachnie,tak krótko, no nie da się po prostu...co chwilę pachnie inaczej, niby las....ale jakiś taki inny,nie dosłowny, przestaje być owocowo słodki i staje się ciepło słodki, miękki. jeśli to faktycznie jest szypr to ja chyba lubię szypry :D
Podczas zapoznawania się z Chypre Rouge trzeba zupełnie zmienić taktykę, użyć go raz to zdecydowanie za mało,żeby móc stwierdzić czy się podoba czy też nie.To on oswaja człowieka a nie na odwrót...
A żelki lubię:)
Nuty zapachowe:
nuta głowy: tymianek, sosnowe igły
nuta serca: miód, wosk pszczeli, jaśmin, żelki
nuta bazy: paczula, mech, ambra, piżmo, wanilia
Zrobiłam rewolucję w próbkach ,wyrzuciłam to co zamieniło się w podejrzanej gęstości ciecz ,tudzież w galaretkę (to chyba była naprawdę wiekowa próbka) i znalazłam biedniusią jeśli chodzi o gabaryty ale na pewno szczelną próbeczkę Chypre Rouge.
No i o Chypre Rouge dziś będzie:)
Ja się nie doszukałam ani Anuschkowego Czerwonego Kapturka ani Sabbathowego ciemnego lasu.
Może dlatego że u mnie las inny ;D
U mnie to słoneczny las, pełen słodkich skarbów .....a co tam , dawno nie ściemniałam to pójdę tą drogą :D
Elfy urządziły sobie ucztę z leśnych skarbów na zwalonym pniu drzewa , jest trochę słodko, trochę bardziej słodko, maksymalnie słodko, załóżmy że Czerwony Kaptur jednak tamtędy przemaszerował i zgubił żelki które złośliwie niósł babci wiedząc, że babcia od miesiąca czeka na naprawę sztucznej szczęki.
Elfy te żelki znalazły i międlą je zagryzając leśnymi jagodami i zapijając miodem. Jedzą tak niechlujnie, że zewsząd zaczynają nadlatywać pszczoły . Nazrywały więc sosnowych gałęzi i oganiają się od pszczół machając nimi we wszystkie strony.
Ze względu na tymianek chyba miałam skojarzenie z apteką , początkowo czułam też bejcowane drewno, takie jak w starej aptece pod dębami, lipami czy czymś tam, ale rozeszła się ta bejcowa woń zanim siadłam do pisania.
W ogóle to dziwny jest to zapach bo jak już się rozwinie to trudno konkretnie i jednoznacznie stwierdzić czym pachnie,tak krótko, no nie da się po prostu...co chwilę pachnie inaczej, niby las....ale jakiś taki inny,nie dosłowny, przestaje być owocowo słodki i staje się ciepło słodki, miękki. jeśli to faktycznie jest szypr to ja chyba lubię szypry :D
Podczas zapoznawania się z Chypre Rouge trzeba zupełnie zmienić taktykę, użyć go raz to zdecydowanie za mało,żeby móc stwierdzić czy się podoba czy też nie.To on oswaja człowieka a nie na odwrót...
A żelki lubię:)
Nuty zapachowe:
nuta głowy: tymianek, sosnowe igły
nuta serca: miód, wosk pszczeli, jaśmin, żelki
nuta bazy: paczula, mech, ambra, piżmo, wanilia
9.06.2010
Parfumerie Generale, Private Collection Un Crime Exotique
Un Crime Exotique są przepełnione różnego rodzaju smakami. I słowo"przepełnione" nie jest tu wcale przypadkowo czy z braku innego.One po prostu kipią ogromem zapachu.Początkowo skojarzyły mi się ze słodkim gryczanym ciasteczkiem,potem z ciasteczkiem piernikowym, czy też cynamonowym a na koniec po prostu a ciasteczkiem zapijanym anyżową herbatą ;)
Święta blisko, zamykam oczy i od razu widzę objedzoną rodzinę siedzącą za stołem uginającym się pod stosami różnorakich świątecznych wypieków.Święta lubię ale bez tej pompy i obżarstwa. Nie neguję swoistego rodzaju urody Un Crime, ale lubię umiar a tutaj jakoś go zabrakło.
Toż to zapach dla Eskimosa , bez wątpienia rozgrzałby każdego po czubek zmarzniętego nosa i okoliczne nosy też;) No i ta egzotyka....niby klimat świąteczno znajomy ale wpasowuje się również w wizję tłumu opalonych długonogich Tahitanek;)
Jednym słowem zapach wszechstronny, co kto chce;)
Zanim go poznałam wyobrażałam sobie że będzie w klimacie Royal Muska a tymczasem
przypomina mi trochę Parfum Sacre Carona, może ten klimat,tak samo ciężki i bogaty: idziesz ulicą, czujesz samą siebie i masz wrażenie, że tachasz ze sobą co najmniej z kilo złota.
Nie można nazwać go banalnym czy tandetnym,wprost przeciwnie-jest to niewątpliwie piękny zapach ,bogaty , intensywny i pełen różnorakich skojarzeń .Warto było poznać, ot choćby po to, aby mieć świadomość jak mało się wie o zapachach ;)
Nuty zapachowe: chiński osmantus, piernik, herbata, cynamon, anyż gwiazdkowy, absolut mate, cukier waniliowy, drzewo sandałowe
Święta blisko, zamykam oczy i od razu widzę objedzoną rodzinę siedzącą za stołem uginającym się pod stosami różnorakich świątecznych wypieków.Święta lubię ale bez tej pompy i obżarstwa. Nie neguję swoistego rodzaju urody Un Crime, ale lubię umiar a tutaj jakoś go zabrakło.
Toż to zapach dla Eskimosa , bez wątpienia rozgrzałby każdego po czubek zmarzniętego nosa i okoliczne nosy też;) No i ta egzotyka....niby klimat świąteczno znajomy ale wpasowuje się również w wizję tłumu opalonych długonogich Tahitanek;)
Jednym słowem zapach wszechstronny, co kto chce;)
Zanim go poznałam wyobrażałam sobie że będzie w klimacie Royal Muska a tymczasem
przypomina mi trochę Parfum Sacre Carona, może ten klimat,tak samo ciężki i bogaty: idziesz ulicą, czujesz samą siebie i masz wrażenie, że tachasz ze sobą co najmniej z kilo złota.
Nie można nazwać go banalnym czy tandetnym,wprost przeciwnie-jest to niewątpliwie piękny zapach ,bogaty , intensywny i pełen różnorakich skojarzeń .Warto było poznać, ot choćby po to, aby mieć świadomość jak mało się wie o zapachach ;)
Nuty zapachowe: chiński osmantus, piernik, herbata, cynamon, anyż gwiazdkowy, absolut mate, cukier waniliowy, drzewo sandałowe
5.06.2010
Givenchy,Organza ;Organza Indecence
Organza
Dla marteniczki
Klasyczny kiler. Diabelsko trwały. Pachnie rozgrzanymi słońcem białymi kwiatami z dużą ilością jaśminu i mdląco słodką gardenią.
Miałam pewną wizję tego zapachu ale jako że piszę dla Marty która zanabyła sobie sporą flaszeczkę nie posunę się do napisania co też chodzi mi po głowie.
Globalnie rzecz biorąc to wielki bogato obrośnięty kwiatowy ogród w upalny dzień, niestety w taki dzień nawet najpiękniejsze kwiaty mogą w nadmiarze znużyć. Dlatego umiar zdecydowanie wskazany.
Ja niestety nie wyczułam ani drzewa sandałowego ani cedru ani ambry, na mnie Organza to kwiaty od początku do końca, a nawet dłużej. Z czasem tylko trochę łagodnieje i staje się łagodniejsza, budyniowo-pudrowa. Jako dodatek do ogromu kwiatów występuje coś gorzkiego, nie jestem pewna czy podążam w dobrym kierunku ale to chyba to coś powoduje że Organza bardzo przypomina mi Terracottę Guerlain, absolutnie identyczna ceglana nuta.
Może być zapachem seksownym, ale pod jednym warunkiem: Kobieta która go nosi powinna zwrócić szczególną uwagę na swój strój, musi być elegancko, minimalistycznie i z klasą . Tylko wtedy uda się wydobyć urodę Organzy. A więc żadnych pępków na wierzchu, stringów wystających nad spodniami/spódnicą, żadnych papuzich barw odrapanych paznokci i białych kozaczków. Inaczej wyjdzie tandeta.
Nuty zapachowe: bergamotka, kwiat pomarańczy, gardenia, gałka muszkatołowa, wiciokrzew, tuberoza, ylang-ylang, jaśmin, wanilia, ambra, drzewo sandałowe, cedr
Organza Indecence
A Indecence to już całkiem inna bajka, według mnie jeden z najładniejszych zapachów Givenchy i oczywiście wycofany:( Drzewno- przyprawowy, ze sporą ilością paczuli, z paczulą u mnie jest o tyle dziwnie ,że nie w każdych perfumach pachnie mi ładnie.A tutaj jest cudnie. Przyprawowość podkreśla odrobina acz wyczuwalna ilość cynamonu. Spod pięknego drewienka wychyla się łagodnie odrobina wanilii .
Niesamowicie ciepła i przytulna z jednej strony łagodna i bezpieczna z drugiej zaś niezwykle (muszę użyć tego wyświechtanego i nie robiącego już na nikim wrażenia słowa) seksowna. Nietypowy to zapach gdy wziąć pod obstrzał półki w perfumeriach.
Skojarzę sobie z czymś innym , a jakże...w moim odczuciu to ciut słodsza wersja Nature Millenaire YR
Takie korzenno-pierniczkowo-drzewne klimaty to ja nawet lubię. Ale chyba nie będę się zabijać o flaszeczkę, póki co zadowalam się miniaturą;)
Nuty zapachowe: cynamon i inne przyprawy, paczula, drzewo jacaranda, śliwka, wanilia, piżmo, ambra
Dla marteniczki
Klasyczny kiler. Diabelsko trwały. Pachnie rozgrzanymi słońcem białymi kwiatami z dużą ilością jaśminu i mdląco słodką gardenią.
Miałam pewną wizję tego zapachu ale jako że piszę dla Marty która zanabyła sobie sporą flaszeczkę nie posunę się do napisania co też chodzi mi po głowie.
Globalnie rzecz biorąc to wielki bogato obrośnięty kwiatowy ogród w upalny dzień, niestety w taki dzień nawet najpiękniejsze kwiaty mogą w nadmiarze znużyć. Dlatego umiar zdecydowanie wskazany.
Ja niestety nie wyczułam ani drzewa sandałowego ani cedru ani ambry, na mnie Organza to kwiaty od początku do końca, a nawet dłużej. Z czasem tylko trochę łagodnieje i staje się łagodniejsza, budyniowo-pudrowa. Jako dodatek do ogromu kwiatów występuje coś gorzkiego, nie jestem pewna czy podążam w dobrym kierunku ale to chyba to coś powoduje że Organza bardzo przypomina mi Terracottę Guerlain, absolutnie identyczna ceglana nuta.
Może być zapachem seksownym, ale pod jednym warunkiem: Kobieta która go nosi powinna zwrócić szczególną uwagę na swój strój, musi być elegancko, minimalistycznie i z klasą . Tylko wtedy uda się wydobyć urodę Organzy. A więc żadnych pępków na wierzchu, stringów wystających nad spodniami/spódnicą, żadnych papuzich barw odrapanych paznokci i białych kozaczków. Inaczej wyjdzie tandeta.
Nuty zapachowe: bergamotka, kwiat pomarańczy, gardenia, gałka muszkatołowa, wiciokrzew, tuberoza, ylang-ylang, jaśmin, wanilia, ambra, drzewo sandałowe, cedr
Organza Indecence
A Indecence to już całkiem inna bajka, według mnie jeden z najładniejszych zapachów Givenchy i oczywiście wycofany:( Drzewno- przyprawowy, ze sporą ilością paczuli, z paczulą u mnie jest o tyle dziwnie ,że nie w każdych perfumach pachnie mi ładnie.A tutaj jest cudnie. Przyprawowość podkreśla odrobina acz wyczuwalna ilość cynamonu. Spod pięknego drewienka wychyla się łagodnie odrobina wanilii .
Niesamowicie ciepła i przytulna z jednej strony łagodna i bezpieczna z drugiej zaś niezwykle (muszę użyć tego wyświechtanego i nie robiącego już na nikim wrażenia słowa) seksowna. Nietypowy to zapach gdy wziąć pod obstrzał półki w perfumeriach.
Skojarzę sobie z czymś innym , a jakże...w moim odczuciu to ciut słodsza wersja Nature Millenaire YR
Takie korzenno-pierniczkowo-drzewne klimaty to ja nawet lubię. Ale chyba nie będę się zabijać o flaszeczkę, póki co zadowalam się miniaturą;)
Nuty zapachowe: cynamon i inne przyprawy, paczula, drzewo jacaranda, śliwka, wanilia, piżmo, ambra
27.05.2010
Donna Karan, Fuel edp
Fuel to dla mnie zapach na wpół zmechanizowanego żniwiarza co to lubi i klasycznie kosą w kontakcie z naturą i sprzętem coby mu sąsiedzi nie zarzucali że nie ma. Sprzętu znaczy. Sprzęt żniwiarza ma siedzenie z pachnącej skóry, lekko wytarte ,podniszczone , gdzieś niechcący maźnięte olejem napędowym, bez zbędnych ulepszaczy. W sprzęt ów powplątywało się nieco siana zmieszanego z różnego rodzaju samosiejkami ,dodając zapachowi siana nieco delikatnej słodyczy.
A zanim stało się sianem rosło sobie w idealnych warunkach, słoneczko świeciło deszcz padał tylko wtedy gdy było to potrzebne, dzięki temu siano temu przyszłe sianko nie ściemniało , potem schło spokojnie nie męczone deszczem w umiarkowanym słońcu i było piękne złoto-beżowe .
I pachnie teraz na sprzęcie intensywnie i słodkawo, miesza się pięknie zapach pracy żniwiarza , zapach bujnego dorodnego siana i rozgrzanego promieniami słońca i pracą silnika kombajnu- pomarańczowego Bizona;) i pachnie też kombajnistą-żniwiarzem
albo w wielkim uproszczeniu -garażem, bo taki kombajn często pięknie się psuje i wymaga interwencji, gmerania, stukania i różnych takich...Z lekka czuć woń różności w stanie ciekłym i trochę stałym którymi można się przy każdym sprzęcie zmechanizowanym ubrudzić. Jakby tu bardziej obrazowo.....
ano jak taki sprzęt jedzie kręci się milion trybów i trybików,wałów nasmarowanych tłustymi maziami, żeby się pięknie kręciły i tak się kręcą i kręcą wyrzucając mikre drobiny tych mazideł we wszystkie strony co się często objawia tłustym zaczernieniem w strategicznych miejscach takich maszyn/urządzeń....
i tym też Fuel pachnie..
Marna fantazja, bo ściano kosi się zielone a zboża suche, ale tak sobie wyimaginowałam;)
Przyjmijmy więc , że na hederze/ podajniku się ostało trochę i ładnie uschło.
Stygnie silnik kombajnu i stygnie Fuel, zapominam o pachnącym sianku i skórzanym siedzeniu,
bo właśnie objawiło mi się nowe wcielenie zapachu Santa Maria Novella Nostalgia. Serio.
Brzmi obco? Nieciekawie? Nie dla mnie. Fakt, nuty nie mają nic wspólnego z tym co ja tu wypisuję, ale czyż nie jest tak że wielokrotnie zapach kojarzy nam się z czymś bliskim , albo dalekim , z osobą albo zdarzeniem...
Dla mnie jest to zapach tak znajomy i miły ,że czystą przyjemnością jest wtulać nos w nadgarstek.
A jeszcze milej byłby wtulić się w pachnącą Fuel męską szyją;)
Nuty: cytron, jałowiec, ananas, ambra, migdały, kwiat majowy, sandałowiec, lawenda, piżmo
A zanim stało się sianem rosło sobie w idealnych warunkach, słoneczko świeciło deszcz padał tylko wtedy gdy było to potrzebne, dzięki temu siano temu przyszłe sianko nie ściemniało , potem schło spokojnie nie męczone deszczem w umiarkowanym słońcu i było piękne złoto-beżowe .
I pachnie teraz na sprzęcie intensywnie i słodkawo, miesza się pięknie zapach pracy żniwiarza , zapach bujnego dorodnego siana i rozgrzanego promieniami słońca i pracą silnika kombajnu- pomarańczowego Bizona;) i pachnie też kombajnistą-żniwiarzem
albo w wielkim uproszczeniu -garażem, bo taki kombajn często pięknie się psuje i wymaga interwencji, gmerania, stukania i różnych takich...Z lekka czuć woń różności w stanie ciekłym i trochę stałym którymi można się przy każdym sprzęcie zmechanizowanym ubrudzić. Jakby tu bardziej obrazowo.....
ano jak taki sprzęt jedzie kręci się milion trybów i trybików,wałów nasmarowanych tłustymi maziami, żeby się pięknie kręciły i tak się kręcą i kręcą wyrzucając mikre drobiny tych mazideł we wszystkie strony co się często objawia tłustym zaczernieniem w strategicznych miejscach takich maszyn/urządzeń....
i tym też Fuel pachnie..
Marna fantazja, bo ściano kosi się zielone a zboża suche, ale tak sobie wyimaginowałam;)
Przyjmijmy więc , że na hederze/ podajniku się ostało trochę i ładnie uschło.
Stygnie silnik kombajnu i stygnie Fuel, zapominam o pachnącym sianku i skórzanym siedzeniu,
bo właśnie objawiło mi się nowe wcielenie zapachu Santa Maria Novella Nostalgia. Serio.
Brzmi obco? Nieciekawie? Nie dla mnie. Fakt, nuty nie mają nic wspólnego z tym co ja tu wypisuję, ale czyż nie jest tak że wielokrotnie zapach kojarzy nam się z czymś bliskim , albo dalekim , z osobą albo zdarzeniem...
Dla mnie jest to zapach tak znajomy i miły ,że czystą przyjemnością jest wtulać nos w nadgarstek.
A jeszcze milej byłby wtulić się w pachnącą Fuel męską szyją;)
Nuty: cytron, jałowiec, ananas, ambra, migdały, kwiat majowy, sandałowiec, lawenda, piżmo
26.05.2010
Balmain,Ambre Gris
Dziś robię sobie prawdziwą przyjemność i pachnę Ambre Gris. Nie jestem pewna tego co napiszę, ale biorąc pod uwagę jak mało popularny jest to zapach i słabo dostępny chyba uznam go za niszowy. Nie jest zdominowany przez ambrę, ale to właśnie ambra rządzi , sprawiając, że zapach jest miło przytulny i otulający i taki...szlachetny. Mówi się coś takiego , że milsza ciału koszula niźli.......ale Ambre Gris jest milusim delikatnym jak mgiełka przydużym sweterkiem założonym na gołe ciało, grzeje i pieści ciało, dostarczając przyjemnych doznań.
Początkowo pachnie słodko i lekko odurzająco podejrzewam,że za sprawą tuberozy, albo nieśmiertelnika, ale pewności nie mam bo nie mam bladego pojęcia jak pachnie nieśmiertelnik, jego kwiatowość nie jest przytłaczająca-piszę o tym bo mnie zwykle zniechęca nadmiar kwiateczków w perfumach.
W nutach nie ma żadnego drewna, chyba że skamuflowane gdzie w "nutach leśnych", bo o ile niczego typowego dla lasu nie wyczuwam o tyle znajomych nut drewna czuję sporo. I jest to drewno niezwykłej urody.Poza tym mirra, sporo mirry gęstej i aromatycznej.
Chyba fajniej byłoby pisać o Ambre Gris nie próbując rozmieniać go na drobne, bez analizowania czym pachnie najpierw a czym później.Wszystkie nuty tworzą bowiem idealną ,cudnie skomponowaną całość. Mimo, że jest adresowany do kobiet, uważam , że z powodzeniem mogą go nosić panowie, no przynajmniej Ci którym wystarcza testosteronu aby być męskimi i nie mają ciśnienia alby zlewać się tylko i wyłącznie tym na czym jak byk wykaligrafowano literki: for men albo pour homme.. ;) Bardzo elegancki i oryginalny nieprzekombinowany grzecznie orientalny jest to zapach.
Gdyby można go było wszędzie powąchać, kupić to podejrzewam, że byłby niezwykle popularny.
Nie jest podobny do niczego co można dostać w sieciowych perfumeriach. chciałam jeszcze napisać , że nie rozumiem czemu go tam nie ma, ale w zasadzie rozumiem,więc nie napiszę.
Doszłam do wniosku, iż łatwiej pisać mi o tych zapachach, które podobają mi się mniej...albo wcale nawet.
Nuty zapachowe:cynamon, czerwona jagoda, mirra, nieśmiertelnik, tuberoza, nuty leśne, piżmo, styraks, ambra
Początkowo pachnie słodko i lekko odurzająco podejrzewam,że za sprawą tuberozy, albo nieśmiertelnika, ale pewności nie mam bo nie mam bladego pojęcia jak pachnie nieśmiertelnik, jego kwiatowość nie jest przytłaczająca-piszę o tym bo mnie zwykle zniechęca nadmiar kwiateczków w perfumach.
W nutach nie ma żadnego drewna, chyba że skamuflowane gdzie w "nutach leśnych", bo o ile niczego typowego dla lasu nie wyczuwam o tyle znajomych nut drewna czuję sporo. I jest to drewno niezwykłej urody.Poza tym mirra, sporo mirry gęstej i aromatycznej.
Chyba fajniej byłoby pisać o Ambre Gris nie próbując rozmieniać go na drobne, bez analizowania czym pachnie najpierw a czym później.Wszystkie nuty tworzą bowiem idealną ,cudnie skomponowaną całość. Mimo, że jest adresowany do kobiet, uważam , że z powodzeniem mogą go nosić panowie, no przynajmniej Ci którym wystarcza testosteronu aby być męskimi i nie mają ciśnienia alby zlewać się tylko i wyłącznie tym na czym jak byk wykaligrafowano literki: for men albo pour homme.. ;) Bardzo elegancki i oryginalny nieprzekombinowany grzecznie orientalny jest to zapach.
Gdyby można go było wszędzie powąchać, kupić to podejrzewam, że byłby niezwykle popularny.
Nie jest podobny do niczego co można dostać w sieciowych perfumeriach. chciałam jeszcze napisać , że nie rozumiem czemu go tam nie ma, ale w zasadzie rozumiem,więc nie napiszę.
Doszłam do wniosku, iż łatwiej pisać mi o tych zapachach, które podobają mi się mniej...albo wcale nawet.
Nuty zapachowe:cynamon, czerwona jagoda, mirra, nieśmiertelnik, tuberoza, nuty leśne, piżmo, styraks, ambra
25.05.2010
Keiko Mecheri,Genie des Bois
Oj .Pięknie zaczynam ten wpis....Oj, nie znalazłam ja fiołka w Genie.Trzykrotnie szukałam. I za każdym razem kojarzy mi się dziwnie,jak sklep z gospodarstwem domowym.Dokładnie tak. Teraz są markety i wszystko ma swój osobny dział i zapach w każdym jest jakiś taki.....a kiedyś w takim sklepie było wszystko,od szczoteczki do paznokci,poprzez szklanki, dzbanki, żarówki , mydło lux aż do proszku Pollena.
Nie wiedzieliśmy lata temu jaką egzotykę mamy stojąc w kolejce po żarówkę i szary papier..
Genie pachnie jak wafle które dosyć długo leżą w takim właśnie sklepie. Albo podmieciony w kąt rozsypany proszek do prania , zwyczajny,mydlinowy zmieszany z cukierkami.
Strasznie męczący i chemicznie słodki to zapach, Po naprawdę długim czasie,jak już właściwie niknie z nadgarstka pojawia się leciutka nuta przypominająca fiołka, zmaltretowanego fiołka. Zwiędniętego i smętnego. A może ja nie mam pojęcia jak pachnie leśny fiołek?
Genie jest na mnie tak mizerny, że właściwie nie ma o czym pisać, nie ma co silić się na filozofię lub tworzyć tu jakąś bajkę. Ale klikam bo ponad rok czekałam aby poznać to fiołkowe cudo. W tym czasie ja zdążyłam wyleczyć się z fiołków, a fiołkowe cudo okazało się cudakiem. Szkoda...
Na koniec prawie wychynął cedr.....ale co z tego,skoro naprawdę trzeba się mocno postarać aby wyczuć cokolwiek innego niż chemię....
Nuty zapachowe: fiołek, cedr, egzotyczne drzewa
Nie wiedzieliśmy lata temu jaką egzotykę mamy stojąc w kolejce po żarówkę i szary papier..
Genie pachnie jak wafle które dosyć długo leżą w takim właśnie sklepie. Albo podmieciony w kąt rozsypany proszek do prania , zwyczajny,mydlinowy zmieszany z cukierkami.
Strasznie męczący i chemicznie słodki to zapach, Po naprawdę długim czasie,jak już właściwie niknie z nadgarstka pojawia się leciutka nuta przypominająca fiołka, zmaltretowanego fiołka. Zwiędniętego i smętnego. A może ja nie mam pojęcia jak pachnie leśny fiołek?
Genie jest na mnie tak mizerny, że właściwie nie ma o czym pisać, nie ma co silić się na filozofię lub tworzyć tu jakąś bajkę. Ale klikam bo ponad rok czekałam aby poznać to fiołkowe cudo. W tym czasie ja zdążyłam wyleczyć się z fiołków, a fiołkowe cudo okazało się cudakiem. Szkoda...
Na koniec prawie wychynął cedr.....ale co z tego,skoro naprawdę trzeba się mocno postarać aby wyczuć cokolwiek innego niż chemię....
Nuty zapachowe: fiołek, cedr, egzotyczne drzewa
21.05.2010
Thierry Mugler,Alien Sunessence Sun Sapphire edt
Sun Sapphire pachnie dokładnie tak jak wygląda. Słońce,pomelo i bursztyn , nie wiem tylko czemu zwie się słonecznym szafirem. Dotąd nie przyjmowałam do wiadomości,ze szafir może mieć inny kolor niż ciemnoniebieski jak niebo w letni wieczór a tu proszę...może być szafir z domieszką żelaza ,chromu czy jeszcze czegoś innego i mieć kolor taki jak widać, no chyba że się mylę i nie może. Ale w tej sytuacji nazwa będzie dla mnie dalej zagadką;)
Zapach jest niezwykle słoneczny, letni, gorący, plażowy wręcz . Przypomina klasycznego Aliena co mnie akurat dziwi, bo zdaje mi się, prawie pewna jestem że czuję jaśmin a w składzie go nie widać i w zasadzie nie ma nic co je łączy, a jednak podobieństwo jest. I tak sobie myślę czy aby twórcy perfum nas nie oszukują z tymi nutami...... Czuję białe kwiaty i wewnętrzną stronę skórki pomelo i nie chodzi mi o smak tego owocu, ale o taką szorstką cierpkość jaką ma ten owoc, dzięki czemu nie jest tylko kolejnym mdląco-kwiatkowym zapachem.Cytrusowy jest i ciepły jednocześnie, a ja dotąd myślałam że taki duet jest niemożliwy.
Moim skromnym zdaniem typowo letni to zapach, mimo, że dosyć intensywny, taki pachnący żar tropików.
Miałam nadzieję, że mnie ruszy a tu nic obawiam się , że to naprawdę jest jakaś klątwa gołego Muglera ;p
Nuty zapachowe: różowy grejpfrut, owoc pomelo, kwiat monoi, biały bursztyn
Zapach jest niezwykle słoneczny, letni, gorący, plażowy wręcz . Przypomina klasycznego Aliena co mnie akurat dziwi, bo zdaje mi się, prawie pewna jestem że czuję jaśmin a w składzie go nie widać i w zasadzie nie ma nic co je łączy, a jednak podobieństwo jest. I tak sobie myślę czy aby twórcy perfum nas nie oszukują z tymi nutami...... Czuję białe kwiaty i wewnętrzną stronę skórki pomelo i nie chodzi mi o smak tego owocu, ale o taką szorstką cierpkość jaką ma ten owoc, dzięki czemu nie jest tylko kolejnym mdląco-kwiatkowym zapachem.Cytrusowy jest i ciepły jednocześnie, a ja dotąd myślałam że taki duet jest niemożliwy.
Moim skromnym zdaniem typowo letni to zapach, mimo, że dosyć intensywny, taki pachnący żar tropików.
Miałam nadzieję, że mnie ruszy a tu nic obawiam się , że to naprawdę jest jakaś klątwa gołego Muglera ;p
Nuty zapachowe: różowy grejpfrut, owoc pomelo, kwiat monoi, biały bursztyn
20.05.2010
Thierry Mugler,Angel Sunessence Edition Bleu Lagon
O Angelu nie planuję pisać, w końcu to zapach który chyba każdy zna.Skrobnę za to słów kilka,dosłownie kilka na temat najnowszego "wynalazku" .
Poczytałam już że niektórzy uważają Bleu Lagon za popłuczyny po Angelu,no więc...się nie zgodzę z tymi opiniami. Jest po prostu inny.
Faktycznie jest lżejszy i łagodniejszy ale przez to mniej ingeruję w moją psychikę -co czynił już pod koniec flaszki klasyczny Aniołek. Dopuściłam się tego, że flaszkę wykańczałam jako odświeżacz powietrza co nie było dobrym pomysłem bo chciał mnie udusić;p Poza tym zaczął mi pachnieć trupem.
Bleu Lagon nie jest taki mdląco słodki, biedniejszy o wiele składników typu karmel , miód, czekolada czy "słodkie owoce". Nawet "upojna wanilia" w Bleu Lagon jest już tylko wanilią, cóż... może ja przestałam być "anielska" ;p
Tak, zdecydowanie Blue Lagon jest łatwiejszy do zniesienia , bardziej wodnisty,trochę kwaskowy a jak już całkiem się rozwinie robi się słony-może to ma być ta laguna...nie wiem,nie byłam, nie czułam, nie mam porównania, jedynie wyobrażenie. Nie jestem jednak przekonana, czy jest to mój zapach , bo pomimo wielu różnic dalej jest to Angel a ten klimat stanowczo mi obrzydł. Nie wiem , może się to zmieni, może to chwilowy przesyt.
Zastanawiam się czy wpływ na odbiór Angela miał fakt obejrzenia dosyć ekstremalnych fotek pana Muglera, bo tak się dziwnie składa , że jakoś zbiegło się to w czasie.
Także moja rada , tak na wszelki wypadek: nie oglądajcie fotek gołego Thierrego Muglera, jeśli lubicie Angel,
gdyż nie wiadomo jak podziała to na Waszą psychikę ;D
Chyba nie spodoba się wielbicielkom klasyka za to jest spora szansa ,ze znajdą się nowi odbiorcy, wśród tych którzy Aniołka nie mogli znieść.
Buteleczka śliczna, korek mniej śliczny ;)
Nuty zapachowe: owoc karamboli, kwiat imbiru, paczula, wanilia

Faktycznie jest lżejszy i łagodniejszy ale przez to mniej ingeruję w moją psychikę -co czynił już pod koniec flaszki klasyczny Aniołek. Dopuściłam się tego, że flaszkę wykańczałam jako odświeżacz powietrza co nie było dobrym pomysłem bo chciał mnie udusić;p Poza tym zaczął mi pachnieć trupem.
Bleu Lagon nie jest taki mdląco słodki, biedniejszy o wiele składników typu karmel , miód, czekolada czy "słodkie owoce". Nawet "upojna wanilia" w Bleu Lagon jest już tylko wanilią, cóż... może ja przestałam być "anielska" ;p
Tak, zdecydowanie Blue Lagon jest łatwiejszy do zniesienia , bardziej wodnisty,trochę kwaskowy a jak już całkiem się rozwinie robi się słony-może to ma być ta laguna...nie wiem,nie byłam, nie czułam, nie mam porównania, jedynie wyobrażenie. Nie jestem jednak przekonana, czy jest to mój zapach , bo pomimo wielu różnic dalej jest to Angel a ten klimat stanowczo mi obrzydł. Nie wiem , może się to zmieni, może to chwilowy przesyt.
Zastanawiam się czy wpływ na odbiór Angela miał fakt obejrzenia dosyć ekstremalnych fotek pana Muglera, bo tak się dziwnie składa , że jakoś zbiegło się to w czasie.
Także moja rada , tak na wszelki wypadek: nie oglądajcie fotek gołego Thierrego Muglera, jeśli lubicie Angel,
gdyż nie wiadomo jak podziała to na Waszą psychikę ;D
Chyba nie spodoba się wielbicielkom klasyka za to jest spora szansa ,ze znajdą się nowi odbiorcy, wśród tych którzy Aniołka nie mogli znieść.
Buteleczka śliczna, korek mniej śliczny ;)
Nuty zapachowe: owoc karamboli, kwiat imbiru, paczula, wanilia
17.05.2010
Omnia Profumo,Madera
Miało być dzisiaj o czymś innym ale aura tak niesprzyjająca, że postanowiłam uprzyjemnić sobie dzień milszym dla nosa zapachem;)
No i takoż padło na Maderę...
O słodkich i pysznych zapachach już pisałam, karmelowa Madera tym się różni od innych, jej karmelowość nie jest męcząca ani przesadnie słodka.Nie mam poczucia, że wynyżałam się w cukierkach , nie mdli mnie od nadmiaru słodkości. Pierwszy raz spotkałam się z tak wyrazistym połączeniem karmelu z kwiatami i muszę przyznać ,że mi się podoba. Zapach jest gładki i kremowy, jak dzieło mistrza cukiernika, który stawia na naturalne składniki nie poprawiając swoich dzieł sztucznymi ulepszaczami, sama naturalność i świetnie wyważone proporcje. Nie mam pojęcia co to za cukiernicze cudo, ale pyrkocze sobie radośnie wydzielając przemiłe dla nosa aromaty wanilii i słodkiej śmietanki -która nie ma nic wspólnego z czymś co się zwie : " śmietana homogenizowana" i co tak naprawdę w niczym prawdziwej śmietanki nie przypomina, a tylko bezczelnie nazywa się tak samo...
Cukiernicze cudo ma już lekko żółtawą barwę i konsystencję tak gładką, że sprawia wrażenie śliskiej , z lekka rozchodzi się delikatna woń kokosu i kwiatów,jest płynne i takie zostaje do końca. Miękkość piżma otula i przyjemnie koi , ani na moment nie tracąc nic z karmelowego początku.
Madera jest niebezpiecznym łakociem, bo takiego cuda można zjeść naprawdę dużo- i nie zemdli;)
Gdyby nie to ,że w Maderze cały czas wyczuwalna jest leciutka woń kwiatów, przyrównałabym ją do Serendipitous, z tym, że Serendipitous mnie męczył swą słodkością a Madera nie..I to samo mogłabym napisać o Pistachio Ganache, równie łakome aczkolwiek na dłuższą metę przytłaczające pomimo tego , że pistacje uwielbiam.
Póki co ,Madera wygrywa;)
Nuty zapachowe: wanilia, karmel, kwiat brzoskwini, kwiat tytoniu, kokos, białe piżmo i jeszcze coś niezidentyfikowanego przeze mnie...
No i takoż padło na Maderę...
O słodkich i pysznych zapachach już pisałam, karmelowa Madera tym się różni od innych, jej karmelowość nie jest męcząca ani przesadnie słodka.Nie mam poczucia, że wynyżałam się w cukierkach , nie mdli mnie od nadmiaru słodkości. Pierwszy raz spotkałam się z tak wyrazistym połączeniem karmelu z kwiatami i muszę przyznać ,że mi się podoba. Zapach jest gładki i kremowy, jak dzieło mistrza cukiernika, który stawia na naturalne składniki nie poprawiając swoich dzieł sztucznymi ulepszaczami, sama naturalność i świetnie wyważone proporcje. Nie mam pojęcia co to za cukiernicze cudo, ale pyrkocze sobie radośnie wydzielając przemiłe dla nosa aromaty wanilii i słodkiej śmietanki -która nie ma nic wspólnego z czymś co się zwie : " śmietana homogenizowana" i co tak naprawdę w niczym prawdziwej śmietanki nie przypomina, a tylko bezczelnie nazywa się tak samo...
Cukiernicze cudo ma już lekko żółtawą barwę i konsystencję tak gładką, że sprawia wrażenie śliskiej , z lekka rozchodzi się delikatna woń kokosu i kwiatów,jest płynne i takie zostaje do końca. Miękkość piżma otula i przyjemnie koi , ani na moment nie tracąc nic z karmelowego początku.
Madera jest niebezpiecznym łakociem, bo takiego cuda można zjeść naprawdę dużo- i nie zemdli;)
Gdyby nie to ,że w Maderze cały czas wyczuwalna jest leciutka woń kwiatów, przyrównałabym ją do Serendipitous, z tym, że Serendipitous mnie męczył swą słodkością a Madera nie..I to samo mogłabym napisać o Pistachio Ganache, równie łakome aczkolwiek na dłuższą metę przytłaczające pomimo tego , że pistacje uwielbiam.
Póki co ,Madera wygrywa;)
Nuty zapachowe: wanilia, karmel, kwiat brzoskwini, kwiat tytoniu, kokos, białe piżmo i jeszcze coś niezidentyfikowanego przeze mnie...
15.05.2010
Comme des Garcons,Monocle Scent,Hinoki
Uznać Hinoki na starcie za zapach kadzidlany tylko dlatego,że ma w składzie kadzidło to byłaby lekka przesada.Początek ma z lekka chemiczny i odrzucający nawet ,daje po nosie terpentyną i kamforą. I bałam się odpowiedzieć na pytanie J: "co tu tak śmierdzi", że to zapach jest,perfumy nawet,woda toaletowa....I tak zaczyna patrzeć na mnie jak na osobę niespełna rozumu.Bo kto po dobroci wącha takie śmierdziele? ;D Ano ja,wącham i nawet niektóre mi się podobają.
Hinoki jest śmierdzielem tylko na początku,jak już przebrzmi woń terpentynki robi się całkiem przyjemny,drzewny i dziwnie znajomy....znowu...
Poza drewnem który czuć w Hinoki od początku do końca wyczuwam sosnę, i jest to zapach starego sosnowego lasu gdzie igliwie jest już bardzo wysoko a kora drzew naznaczona wiekiem , spękana i poszarzała , gdzie mech zaczyna usychać z braku deszczu i smutnym zapachem przypomina o swoim istnieniu. Las w Hinoki jest cichy, nie wieje wiatr,wszystko jest nieruchome i senne.
I kadzidło jest ,tak jakby przez ten cichy las przebiegł z kadzielnicą za pazuchą szalony ksiądz, dezerter , przemknął i znikł , zostawiając po sobie smugę kościelno-mszalnego klimatu....A że wiatru nie ma zapach zawisł w miejscu i trwa.....
Pospieszyłam się ze złą oceną ,testując Hinoki kilka dni temu,bo w zasadzie nie jest zapachem brzydkim,ale jakimś takim wtórnym,podobnym do pięcioraczków,taki przyrodni młodszy braciszek...No i kadzidło....jest,faktycznie jest...podobne do tego w Avignon albo w Kyoto tyle tylko, że troszkę wymizerowane...Jest jednak coś co podoba mi się w Hinoki a mianowicie taka jakaś gładkość, której zabrakło mi w Kyoto,a którą zdaje mi się czułam testując Kyoto pierwszy raz dawno temu.... i dymek czuć , przyjemny nie drażniący gęsty dymek....
Nie sądzę abym kiedykolwiek nabyła Hinoki ,bo to by było tak jak kupiła kolejny taki sam tiszercik ,różniący się od innych które mam jedynie ściegiem jakim były szyte........
Nuty zapachowe: cyprys, terpentyna, kamfora, cedr, tymianek, sosna, gruzińskie drewno, kadzidło frankońskie, mech, wetiwer.
Hinoki jest śmierdzielem tylko na początku,jak już przebrzmi woń terpentynki robi się całkiem przyjemny,drzewny i dziwnie znajomy....znowu...

I kadzidło jest ,tak jakby przez ten cichy las przebiegł z kadzielnicą za pazuchą szalony ksiądz, dezerter , przemknął i znikł , zostawiając po sobie smugę kościelno-mszalnego klimatu....A że wiatru nie ma zapach zawisł w miejscu i trwa.....
Pospieszyłam się ze złą oceną ,testując Hinoki kilka dni temu,bo w zasadzie nie jest zapachem brzydkim,ale jakimś takim wtórnym,podobnym do pięcioraczków,taki przyrodni młodszy braciszek...No i kadzidło....jest,faktycznie jest...podobne do tego w Avignon albo w Kyoto tyle tylko, że troszkę wymizerowane...Jest jednak coś co podoba mi się w Hinoki a mianowicie taka jakaś gładkość, której zabrakło mi w Kyoto,a którą zdaje mi się czułam testując Kyoto pierwszy raz dawno temu.... i dymek czuć , przyjemny nie drażniący gęsty dymek....
Nie sądzę abym kiedykolwiek nabyła Hinoki ,bo to by było tak jak kupiła kolejny taki sam tiszercik ,różniący się od innych które mam jedynie ściegiem jakim były szyte........
Nuty zapachowe: cyprys, terpentyna, kamfora, cedr, tymianek, sosna, gruzińskie drewno, kadzidło frankońskie, mech, wetiwer.
13.05.2010
Pro Fvmvm Roma,Victrix

Najpierw obrazek. Na wysokości Solca po tej stronie Wisły , od wschodu znaczy,mieszkają moi dziadkowie i tam właśnie zetknęłam się z "rosnącym" obficie Victrixem, jaki tam Rzym, jacy legioniści....? No chyba , że akurat tam ich zawiało i odpoczywając zapuścili korzonki;)

I tak sobie wącham i zdaje mi się jakby roślinki owe początkowo mokrawe doczekały się promieni słońca który stopniowo je wysusza,zostawiając na koniec suche wiechcie , co można od biedy uznać za nuty drzewne. Ja jednak nie przyjmuję tego do wiadomości. I dobrowolnie pachnieć Victrixem jednak nie będę.
ps. nawet obrazeczek mizerny.....
Nuty zapachowe: różowy pieprz, wetiwer, laur, kolendra, piżmo
Subskrybuj:
Posty (Atom)